Po skończonej pracy poszłam do domu. Oczywiście w szkole mnie nie było. Jechałam autobusem i myślałam o tym czy w jedną noc dam radę się wszystkiego nauczyć. Znając życie zasnę i guzik będzie z nauki.
Wysiadając na przystanku doszłam do wniosku, że nie dam rady. Byleby przeczekać do wakacji, a od września wezmę się poważnie do roboty.
Weszłam do domu. Usłyszałam dochodzące z salonu odgłosu jakiejś gry.
- Mel, to ty?
- Tak, mamo.
Odłożyłam buty. Raven pożyczyła mi swoje ciuchy choć były trochę za krótkie. Bałam się prosić Gwiazdki.
- Siadaj, zaraz będzie kolacja. Musimy poważnie porozmawiać.
Usiadłam przy naszym okrągłym stoliku. Mama spojrzała zdziwiona na mój czarny podkoszulek i spodnie.
- Skąd masz te rzeczy?
- Kupiłam.
Nic nie ujdzie jej uwagi? Nie moja wina, że rzeczy Raven są albo niebieskie albo czarne. Mama postawiła przede mną talerz frytek i szklankę coli.
- Dzięki - wymamrotałam.
- Melanie.. - zaczęła.
Coś się stało. Kiedy jest między nami dobrze mówi do mnie "Melcia" luba "Mela". Nigdy w pełnej wersji.
- Dzwoniła twoja wychowawczyni. Masz bardzo dużo nieusprawiedliwionych godzin.
Zadrżała mi ręką w której trzymałam widelec.
- Nie mam pojęcia co się ostatnio z tobą dzieje. Jeżeli masz jakieś problemy, wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć?
- Tak, mamo - wymamrotałam.
Skończyłam kolację przyglądając się jak mama sprząta kuchnię. Nie mam pojęcia jak jej to wyjaśnić. Przecież nie powiem jej prawdy. Podziękowałam i ruszyłam do swojego pokoju.
Przebrałam się w piżamy. Złożyłam rzeczy Raven i włożyłam je do komody. Oddam przy okazji. Chciałam się położyć ale na kołdrze leżała jakaś koperta.
Pisało na niej "Melanie Smith". Nic poza tym. Otworzyłam.
Powiedzmy, że wybaczam ci to co się stało. To nie twoja wina. Rozumiem, Tytani wpadli pokrzyżować nasze plany. Ale wszystko jeszcze przed nami, prawda?
To, że broniłaś Robina tłumaczę sobie twoją słabością do płci przeciwnej. Ale pamiętaj nie możesz tego więcej zrobić choćby nie wiem jak bardzo ci się podobał.
Daj mi trochę czasu, żeby dojść do siebie.
Przy okazji, planuję dla ciebie małą niespodziankę.
Do zobaczenia.
Slade
***
Nie potrafiłam się skupić na słowach nauczycielki. Znowu. Nie mam pojęcia czego dotyczy lekcja. Siedząca obok mnie Julia notowała uważne. Pewnie bierzemy coś ważnego.
Czym ja się przejmuję? Po tym jak przeczytałam list miałam wrażenie, że zaraz zemdleję. Wcale nie boję się o siebie. Boję się, że przeze mnie stanie się coś mojej rodzinie. Muszę ich chronić, Slade nie może ich tknąć. Nie wybaczyłabym sobie tego.
Zadzwonił dzwonek. Wstałam, wzięłam plecak i już miałam iść kiedy usłyszałam za sobą cichy, smutny głos:
- Mela, co się ostatnio z tobą dzieje?
Westchnęłam. Nie mogłam powiedzieć jej prawdy, bo wtedy i ona byłaby narażona na niebezpieczeństwo.
- Nie, nic po prostu ja ostatnio..
Ścisnęło mnie coś w gardle. Odchrząknęłam.
- Może pójdziemy do mnie? Pouczymy się razem?
Kiwnęłam głową. Środowe lekcje minęły dosyć szybko. Może dlatego, że wcale nie zwracałam uwagi na to o czym mówimy.
Julia otwierała właśnie drzwi swojego mieszkania. Weszłyśmy do przedpokoju i kot wyszedł nam na powitanie. Pogłaskałam go a on zamruczał przyjaźnie.
- Odchudzasz się? - spytała mnie przyjaciółka.
- Nie no co ty - odparłam przyglądając się zwierzakowi. Zaczął lizać łapkę.
- Strasznie zmizerniałaś. I zbladłaś.
- Wydaje ci się - mruknęłam.
***
To było cudowne popołudnie. Wreszcie zapomniałam chociaż na chwilę o tym wszystkim. I wreszcie się czegoś nauczyłam.
Siedziałyśmy u Julii w pokoju wśród zeszytów, książek i piórników kiedy jej mama zawołała nas na obiad. Później obejrzałyśmy nasz ulubiony serial i zwyzywałyśmy taką jedną co zaręczyła się z naszym ulubionym aktorem.
- No nie... - załamała się Julia.
Doznałam szoku kiedy na zegarku było dobrze po 21. Pożegnałyśmy się pospiesznie i ruszyłam do domu.
Mijałam właśnie grupkę rozchichotanych dziewczyn. Jedna z nich spojrzała na mnie, coś powiedziała i zaśmiały się jeszcze głośniej. Miotając przekleństwa ruszyłam w kierunku przystanku. Dobrze, że uprzedziłam mamę, że wrócę późno. Pewnie i tak będzie zła.
Dostrzegłam autobus. Zaczęłam biec.
- Niech się pan zatrzyma, proszę!!! - machnęłam ręką. Odjechał.
To świetnie. Cudownie. Czeka mnie spacer. Bardzo długi.
Po dwudziestu minutach marszu przystanęłam zmęczona. Chwilka odpoczynku mi nie zaszkodzi.
Stałam właśnie pod jakimś pubem. Młodzież bawiła się dosyć głośno, jakieś dziewczyny przed wejściem piły piwo. Mimo późnej pory i chłodnego wiatru miały bardzo krótkie spódniczki. Jedna miała na ustach bardzo dużo czerwonej szminki.
Postanowiłam iść dalej kiedy z lokalu wyszli dwaj mężczyźni. Poczułam, że robi mi się słabo. Rudy jak marchewka roześmiany chłopak a obok niego czarnowłosy z piwem w ręku.
- O patrz, nasza koleżanka!
Przyspieszyłam licząc na to, że nie będzie im się chciało za mną iść. Poczułam, że ktoś ciągnie mnie za kaptur. Odwróciłam się.
- Gdzie ci tak śpieszno, blondyneczko?
Czarnowłosy dopił do końca piwo i wyrzucił na drogę puszkę. Zauważyłam, że jest bardzo umięśniony. Jego kompan pociągnął mnie znowu za bluzę. Obydwoje wyżsi ode mnie.
- Idę do domu - mruknęłam.
Zaśmiali się jakbym powiedziała coś zabawnego. Poczułam smród alkoholu. Rudy wyciągnął scyzoryk i zaczął się nim bawić.
- A nie miałabyś ochoty na zabawę?
Próbowałam odejść, ale czarny złapał mnie za ramię. Serce biło mi jak oszalałe. Ściemniało się, w okół nie było nikogo. Z pubu dochodziła głośna muzyka która zagłuszy mój krzyk.
- Nie. Przepraszam, śpieszę się.
Rudy zaczął bawić się suwakiem mojej bluzy. Tego już było za wiele!
- Zabieraj tą łapę, debilu jeden! - krzyknęłam.
Zarechotali.
- Nie słyszałeś? Głuchy jesteś?
Uderzyłam rudego w policzek. Przestał się śmiać.
- Zaraz jak ja cię walnę to zobaczysz..
Chłopak nie dokończył swojej groźby bo z piskiem opon zahamował obok nas piękny, czarny samochód.
Slade! Co on tutaj robi?
Odepchnął rudego ode mnie i uderzył go w twarz. Usłyszałam jak coś chrupnęło, z nosa pociekła mu krew. Czarnowłosy próbował zareagować ale zaraz leżał na chodniku z podbitym okiem.
Slade kopał rudego i wyzywał. Strasznie przeklinał.
- Już! Wystarczy! - krzyknęłam. Nie reagował.
Podbiegłam do niego i zaczęłam go ciągnąć za ramię. Przestał.
Złapał mnie za rękę i pociągnął w kierunku samochodu. Zerknęłam przez ramię. Mężczyźni zaczęli się podnosić.
Slade nie ruszył od razu. Schował twarz w dłoniach i powiedział wściekły:
- Gdybyś mnie nie powstrzymała zabiłbym ich.
Zadrżałam przerażona. Ruszyliśmy.
- Ja.. muszę do domu! - krzyknęłam.
- Jedziesz ze mną - mruknął obojętnie.
Moje serce znowu gwałtownie przyspieszyło. Zacisnęłam dłonie w pięści.
- Jadę do domu - zadrżał mi głos.
- Słuchaj, nie masz nic do gadania! Może byś z łaski swojej była cicho!
Otworzyłam szeroko oczy. Dopiero co uratował mnie a teraz tak mnie traktuje. Nie poddam się.
Złapałam go za przedramię i zaczęłam ciągnąć. Wiem to żałosne i tak mi się nie uda a nawet jeśli by się udało to nic bym nie zyskała. Chyba, że spowodowałabym wypadek.
Odepchnął moją rękę z łatwością. Zabolało.
- MAM CIĘ DOSYĆ ROZUMIESZ! - krzyknęłam ze łzami w oczach.
Nawet nie drgnął. Jechaliśmy szybko mimo to otworzyłam drzwiczki. Zahamował gwałtownie aż szarpnęło mną do przodu.
- Zgłupiałaś?!
Wysiadłam. Po chwili stanął tuż przede mną.
- Wracaj do tego samochodu!!!
Uderzyłam go w twarz. Wściekł się.
- Pożałujesz tego, niewdzięcznico..
Chwycił mnie za ramię i uniósł rękę żeby mnie spoliczkować.
- Jeżeli to zrobisz, przysięgam nigdy w życiu się do ciebie nie odezwę.
Zawahał się. Nadal mocno mnie trzymał i szepnął:
- Ty i tak nie masz wyboru.
Puścił mnie. Pobiegłam w kierunku domu. Byłam naprawdę blisko. Bałam się odwrócić.