piątek, 22 kwietnia 2016

37.



   Czas zaczął płynąć niebezpiecznie szybko. Uświadomiłam to sobie kiedy pewnego grudniowego poranka, wyglądając przez okno pokoju zauważyłam śnieg. Grudzień. Nie mam pojęcia dlaczego jesiennie miesiące minęły tak szybko, może dlatego, że każdy dzień wyglądał podobnie. Rano wstawałam do szkoły, starałam się jak najwięcej zapamiętać z lekcji, martwiłam się egzaminami końcowymi. Wracałam do wieży, jadłam obiad z Bestią i Raven. Wieczory spędzałam z nosem w książkach, rozwiązując próbne testy. W wyjątkowych sytuacjach byłam wzywana na patrole po mieście, ale Robin starał się dać mi trochę wolnego czasu abym mogła skupić się na nauce. Przez całą tę nerwową sytuację bardzo źle się czułam; miewałam bóle żołądka i mdłości. Ale odbije to sobie, obiecywałam sobie. Byle tylko ukończyć szkołę średnią z dobrym świadectwem  i dostać się na studia. 
  Westchnęłam i zamknęłam podręcznik od historii. Czytałam o drugiej wojnie światowej już przez tydzień. Wyjrzałam przez okno, egipskie ciemności już ogarnęły miasto. Biały śnieg wyróżniał się na tle czarnego, gwieździstego nieba. Huczący głośno wiatr i temperatura poniżej zera przymuszały mnie do noszenia ciepłych, grubych swetrów. Zaburczało mi w brzuchu. Kurczę, ostatnio bardzo dużo jem. Nie mogę się wcisnąć w stare spodnie, chyba przytyłam. Wzruszyłam ramionami. Trudno się mówi, mam ochotę na coś słonego.
 W kuchni zastałam Cyborga nachylonego nad stołem ze zmarszczonym czołem. Analizował dane na swoim nowym tablecie. Na blacie siedziała Raven, pogryzając jabłko i przyglądając się przyjacielowi w skupieniu.
- Hej - mruknęłam otwierając lodówkę.
 Nie docierało co do mnie mówią dopóki nie odnalazłam opakowania z wędzonym łososiem, którego zaczęłam jeść łapczywie dosłownie na stojąco.
- Melanie, czy ty nas słuchasz?! 
 Zatrzasnęłam drzwiczki lodówki.
- Nfo... pfewnie.. - wymamrotałam z ustami pełnymi ryby.
 Wymienili zniesmaczeni spojrzenia. Przełknęłam ogromny kęs i roześmiałam się.
- Przepraszam, ostatnio przez to uczenie się jestem bez przerwy głodna - wyjaśniłam.
- Dlatego tak przytyłaś - parsknął śmiechem Cyborg.
- Ej! - oburzyłam się - tylko trochę.. 
 Raven wywróciła teatralnie oczami znudzona tą idiotyczną wymianą zdań. Ubrana była w granatowy sweter i czarne leginsy. Zauważyłam, że zapuściła włosy.
- Wy gadacie o żarciu, a Gwiazdka wysłała wiadomość, że żyje.
 Trzymany przeze mnie łosoś wyleciał mi z dłoni. Zaczerpnęłam gwałtownie powietrza. Idiotko, przecież się cieszysz, że twoja towarzyszka, Tytanka jest zdrowa. Poczułam niemiły ucisk w żołądku. Jeśli ona wróci jak będzie wyglądało nasze życie? Jak mam jej wytłumaczyć to, co stało się podczas jej nieobecności? Zaschło mi  w ustach.
- Jak.. jak to? - spytałam przyglądając się Cyborgowi.
-Przed chwilą otrzymałem niewyraźny sygnał nadany z.. właśnie  zwykłe urządzenie nie potrafi zidentyfikować miejsca z którego Gwiazdka nadała wiadomość. Ale podpisała się, wiemy, że żyje.
 Kiwnęłam głową starając się zachować obojętny wyraz twarzy. Teraz wszystko się wyjaśni, będziemy musieli pogodzić przeszłość z teraźniejszością. 
- Robin wie? - spytałam. 
 Raven pokręciła przecząco głową. 
- Nie. Powiemy mu kiedy wróci z patrolu. 
- Aha.. to dobrze - wyjąkałam, sprzątając swój bałagan. 
 Jak najszybciej opuściłam kuchnię. Co się ze mną dzieje? Z jednej strony bardzo się cieszę, że Gwiazdce nic się nie stało a z drugiej cholernie się boję o siebie i Robina. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Ale on na pewno ją kocha, była z nim pierwsza. Jest piękna, zabawna, dobra i urocza, nie tak jak ja. 
 Nogi same zanosiły mnie przed drzwi opatrzone tabliczką z napisem "ROBIN". Bez zastanowienia weszłam do środka i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Widać było, że właściciel sypialni nie przebywa w niej zbyt długo. Duże łóżko, zaścielone jasną pościelą, duża, drewniana szafa, wieża stereofoniczna z płytami CD i wielkie okno ukazujące wieżowce w centrum miasta. 
  Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Jestem najbardziej popapraną idiotką na świecie. 


***

  Śniło mi się, że leżę na plaży w słoneczny dzień. Byłam tak niesamowicie szczęśliwa; mogłam sobie odpocząć, nie musiałam się uczyć ani przejmować żadnymi problemami. Robin obejmował mnie i uśmiechał się szeroko. Zmrużyłam oczy, słońce mnie oślepiało i nie mogłam dostrzec rozmazanego punktu w wodzie. No dalej.. 
 Gwiazdka walczyła z wielkimi falami, krzyczała i machała rękoma, wołając o pomoc. Ścisnęłam z całej siły ramię mojego towarzysza, nie chciałam żeby wchodził do niebezpiecznej wody. Nie byłam na tyle silna, Robin wskoczył do wzburzonego morza aby uratować dziewczynę. Oburzona wstałam i zaczęłam krzyczeć aby wrócił. 
 Robin podpłynął do Gwiazdki i objął ją. Fale ustały a oni nadal się ściskali. Poczułam jak ogarnia mnie fala zazdrości i wściekłości. Ignorowali moje krzyki i prośby. Nagle zdałam sobie sprawy, że to ja panuje nad wodą. Przecież każdy żywioł jest mi posłuszny. Uśmiechnęłam się złowieszczo i sprawiłam, że fale znowu wezbrały na sile. Teraz oboje próbowali wydostać się na brzeg, ale nic z tego. Nie po tym co zrobili. Skoro Robin nie może być mój, nikt nie będzie mógł go mieć. Śmiałam się tak długo, spojrzałam w dół. Moje dłonie były pokryte świeżą krwią. Krwią zakochanej pary, która przed chwilą zginęła w morskiej toni. Podeszłam do wody, chcąc pozbyć się śladów zbrodni, ale mimo tego, że dokładnie myłam dłonie, one nadal były brudne. Moje dłonie nie stały się czystsze, a od kiedy dotknęłam nimi wody zaczęła zmieniać swoją barwę z niebieskiej na krwistą czerwień. Wkrótce całe morze, aż po horyzont było czerwone. Strach i poczucie winy sprawiły, że poczułam okropny ból brzucha, jakby ktoś mnie kopnął. 
- Melanie, Melanie.. co się dzieje.. Melanie.. - usłyszałam zaniepokojony głos tuż nad swoją twarzą. 
 Otworzyłam nagle oczy. W pokoju paliła się tylko lampka nocna a ja leżałam zwinięta w kłębek na łóżku. Robin usiadł tuż przy mnie i gładził mnie po ramieniu.
- Krzyczysz i płaczesz przez sen - powiedział, przyglądając mi się zaniepokojony. 
 Rzeczywiście policzki miałam całe mokre.
- Co.. co krzyczałam? - spytałam zaniepokojona. 
- Mówiłaś coś o krwi. Że wszędzie jej pełno. 
 Westchnęłam i starałam się pozbyć narastającej wewnątrz mnie paniki.
- P-przepraszam - wyjąkałam i zaczęłam znowu płakać.
 Robin, zszokowany moim zachowaniem położył się obok mnie i objął ramieniem. Mówił coś spokojnym głosem, pewnie prosił żebym się uspokoiła. Ale ja rozkręciłam się na dobre.
- O-obiecaj, że mnie nie zostawisz -zaszlochałam - Boję się, że mnie zostawisz! 
 Zaśmiał się.
- Jest pierwsza w nocy. Naprawdę nie masz się czym martwić? 
- Obiecaj! - pisnęłam wycierając oczy rękawem.
- Obiecuję, obiecuję. Ale za to musisz już iść spać i przestać się mazać. 
 Zamknęłam oczy i wtuliłam się w niego. Intuicja podpowiadała mi, że to dopiero początek problemów.



***

 Ostatni tydzień był bardzo ciężki. W szkole niemal codziennie pisałam jakiś test, sprawdzian. Musiałam siedzieć w nocy żeby wyrobić z materiałem a jeden wieczór spędziłam w Centrum Badań Naukowych w Jump City ponieważ ktoś chciał ukraść substancję powodującą skażenia terenu. Musimy rozpracować kto i w jakim celu chce zdobyć tak niebezpieczny środek chemiczny. 
 Robin bardzo się o mnie martwił. Płakałam z byle powodu i denerwowały mnie niewinne uwagi rzucane mimochodem przez Cyborga. Wiem, że nie chce zrobić mi na złość ale ostatnio na wszystko reaguję zbyt emocjonalnie. Ostatnio nie wytrzymałam i roztrzaskałam talerz. 
- Co ty wyprawiasz?! - pisnął zszokowany Bestia.
- Mam wszystkiego dosyć!- wrzasnęłam i wyszłam z kuchni. 
 Spędziłam kilka godzin mazgając się w swoim pokoju. Jak tak dalej pójdzie zamienię się w fontannę. 
 Postanowiłam wrócić do jadalni i przeprosić wszystkich za moje zachowanie. Zatrzymałam się tuż przed drzwiami salonu, zastanawiając się co mam powiedzieć. I wtedy usłyszałam coś co wprawiło moje skołatane nerwy w totalny chaos.
- Tak, Gwiazdka wróci jutro rano. Tyle jej zajmie dotarcie do nas - wyjaśniała Raven monotonnym głosem.
- A co z Mel? - spytał Bestia.
 Zapadła niezręczna cisza przerywana jedynie dźwiękami wydobywającymi się z telewizora. 


----------------------------
Obiecałam Wam moją recenzję z najnowszego "Batmana".. Film był niezwykły!  Trzymający w napięciu, ekscytujący.. świetny! :D Nie będę Wam streszczała fabuły żeby nie "spojlerować". 
Dajcie znać jak się rozdział podoba! 

piątek, 1 kwietnia 2016

36.


   Po tym jak Robin i Cyborg wrócili do wieży i  przywitali się z Bruce'm, ja wreszcie przestałam się jąkać jak idiotka i zdołałam się przedstawić. Powiedziałam, że jestem nową członkinią Młodych Tytanów. Nie wspomniałam ani słowem o moich relacjach z Richardem, ani o tym, że przez pewien czas pracowałam dla Slade'a. Obawiałam się reakcji Wayne'a na te wszystkie rewelacje. Dopiero mnie poznał i nie chcę aby źle o mnie myślał. Po obiedzie mężczyźni usiedli na kanapie w salonie, a ja i Raven zabrałyśmy się do sprzątania kuchni.
- Jak myślisz czy Bestia już zdobył autograf od swojego idola? - szepnęłam do Raven ustawiającej szklanki w szafce.
 Uśmiechnęła się złośliwie. 
- Pewnie jeszcze zrobi sobie pamiątkowe zdjęcie - odpowiedziała na tyle głośno, że z pewnością wszyscy ją słyszeli. 
 Udawałam przez chwilę poważną, ale w końcu wybuchłam śmiechem. Raven przygryzła dolną wargę  i zamknęła kuchenną szafkę. 
- Ciekawe.. - zaczął Bestia tonem, który wskazywał na to, że chce mi dokuczyć.
 O nie, jeżeli ten mały, zielony..
- ... czy  Mel, pochwaliła się naszemu gościowi, że czuje miętę do Robina.
 Na dłuższą chwilę zapanowała niezręczna cisza. Zacisnęłam palce na krawędzi blatu, czekając aż ktoś coś powie. Zdegustowany Robin patrzył na Bestię, Cyborg dusił się ze śmiechu a Bruce zdziwiony spoglądał to na mnie to na syna. W końcu wzruszył ramionami i rzekł:
- Dziwnie wita gości, ale jest ładna.
 Znowu zaczęłam się śmiać, a za mną wszyscy oprócz Bestii. 
- To co opowiesz mi jak sobie radzicie ze Slade'm?


***

 Po kilkugodzinnych rozmowach ojciec Robina oświadczył, że musi zająć się jakimiś ważnymi sprawami w mieście. Zachwycony Bestia zaoferował się odprowadzić go do wyjścia. Kiedy wyszli usiadłam na kanapie obok chłopaków.
- Ale jestem padnięta. Idę już spać - ziewnęłam parząc na rozgwieżdżone niebo.
- Popieram - mruknął Cyborg.
 Ponieważ Robin zamknął się w pokoju w którym często pracuje, postanowiłam spędzić noc w swoim pokoju. Półprzytomna przebrałam się w nocną koszulę i przykryłam szczelnie kołdrą. Zwinęłam się w kłębek i natychmiast zasnęłam.
  Na początku myślałam, że śnię. Ktoś głośno krzyczał niezrozumiałe dla mnie słowa, brzmiały jak egzotyczny język. Po kilku sekundach zorientowałam się, że leżę w swoim łóżku a osoba, która wydaje z siebie te dziwne dźwięki znajduje się w mojej sypialni. Usiadłam powoli i wytężyłam wzrok starając się zlokalizować źródło wrzasku.  w ciemnym pokoju.
 Raven stała obok drewnianego biurka, ale ja dostrzegłam jedynie dwa czerwone punkty w miejscu w którym powinny znajdować się jej niebieskie oczy. Zszokowana zapaliłam lampkę stojącą na nocnym stoliku i powoli wstałam.
 Dziewczyna miała bardzo bladą twarz, wykrzywione usta i przeraźliwie czerwone oczy. Trzymała się za głowę tak jakby ją bolała. Znowu zaczęła krzyczeć.
- Raven, co się dzieje.. - powiedziałam, podchodząc bliżej.
 Machnęła  ręką i stojące w rogu pokoju krzesło poszybowało w moim kierunku. Schyliłam się i uderzyło w ścianę. Odsunęłam się, nie wiedząc co mam zrobić. Przecież nie mogę zrobić jej krzywdy.
- Zostaw.. mnie.. - powiedziała zakrywając uszy dłońmi. 
 Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam jeszcze raz.
- Nic się nie dzieje, wszystko jest w porządku - zapewniłam ją.
 Popatrzyła na mnie zdezorientowana, zaczerpnęła gwałtownie powietrze.
- Mel, co się dzieje? - spytał Robin wbiegając do pokoju.
 Raven znowu zaczęła wrzeszczeć, wyglądała jakby bardzo cierpiała. Teraz na jej dłoniach pojawiły się jakieś dziwne symbole, obcy alfabet. Robin podszedł, zasłaniając mnie przed dziewczyną.
 Jej czerwone oczy znowu spoczęły na mnie. Nagle poczułam dotkliwy ból w okolicy klatki piersiowej, który zaczął rozchodzić się po całym moim ciele. Zacisnęłam zęby i usiadłam na łóżku, czułam, że robi mi się słabo. 
- Raven, nie zmuszaj mnie do tego. Wiesz, że tego nie chcę - powiedział spokojnie Robin wyciągając broń. 
 Przeniosła wzrok na niego, a ja poczułam, że robi mi się lepiej. Robin naładował pistolet. 
- PRZESTAŃ!!! - krzyknęła i zaczęła szarpać się za włosy.
 Bestia wbiegł do pokoju i zamarł, patrząc na rozgrywającą się przed nim scenę. Raven klęczała na podłodze a dziwne symbole na jej ciele miały kolor świeżej krwi.
- Kochanie, to tylko my.. - szepnął chłopak kładąc jej dłoń na ramieniu.
 Mówił do niej tak długo, aż przestała krzyczeć. Wzrok miała błędny, ale Bestia głaskał ją po ramieniu. Czerwone ślady zaczęły blednąć. Po kilku minutach wyglądała jak Raven z którą żartowałam wczorajszego wieczoru. Wzięła głęboki oddech.
- Już.. koniec..? - spytałam przerażona.
 Raven opuściła wzrok na swoje drżące dłonie.
- P-przepraszam - zaczęła płakać.
 Bestia przytulił ją i pocałował w czoło. 
- To znowu on? - spytał cicho.
 Dziewczyna przytaknęła. Wstali wymienili porozumiewawcze spojrzenia z Robinem i wyszli.
- Wiesz, co ja chyba dzisiaj nie zasnę - powiedziałam uśmiechając się do niego blado. 

***

  Przy śniadaniu Raven kilkakrotnie przepraszała mnie za wczorajszą sytuację. Nie miałam do niej żadnych pretensji, wiedziałam, że to nie jej wina. Wyjaśniła mi, że to jej ojciec znowu próbował nawiązać z nią kontakt. Chciał wykorzystać córkę do swoich planów, które delikatnie mówiąc nie były zbyt optymistyczne. Nalewałam sobie kawy, słuchając po raz setny przeprosin, kiedy Cyborg wszedł do kuchni. Wyglądał na zaniepokojonego.
- W nocy dostałem dziwną wiadomość.. 
 Uniosłam zdziwiona brwi. 
- Od kogo? 
- Właśnie w tym problem, że.. nie jestem pewien ale chyba od Gwiazdki.
 Poczułam jakby ktoś kopnął mnie w brzuch. Z jednej strony bardzo się ucieszyłam, że dziewczyna jest żywa ale jak wytłumaczę jej się z tego, że zakochałam się w Robinie? Jeżeli wróci do Młodych Tytanów, jak mam wytłumaczyć jej całą sytuację? Przecież nie będziemy w stanie mieszkać pod jednym dachem. To będzie chore..
- Czyli ona żyje - powiedziała Raven takim tonem jakby się tego spodziewała. Jakby cały czas miała nadzieję na zobaczenie przyjaciółki żywej.
Westchnęłam zmartwiona i usiadłam przy stole, próbując skupić się na lekturze "Makbeta". Mimo tych wszystkich ekscesów starałam się skupić na nauce, aby zdać wszystkie egzaminy. Moim marzeniem od zawsze były studia i nie zamierzałam się poddawać. 
 Po przeczytaniu kilkunastu stron musiałam przerwać. Bardzo źle się czułam. Za oknem szalał wiatr, jesień dawała o sobie znać. Może przez deszczową pogodę się przeziębiłam.
- Hej, co się stało? Czemu jesteś taka blada? - spytał Cyborg pochłaniając szóstego tosta z serem.
- Niedobrze mi - wyjaśniłam czując jak krople potu wstępują na moje czoło.
- Może idź się położyć.
 Wstałam i poczułam jak szklana szyba salonu zaczyna podejrzanie falować. Cyborg coś jeszcze do mnie mówił, ale nie mogłam zrozumieć sensu wypowiadanych przez niego słów. 
- Muszę.. do łazienki.. - wyjąkałam i pobiegłam w kierunku toalety. 
 Dobrze, że zdążyłam. Zwymiotowanie w salonie to nie koniecznie wymarzony początek na niedzielny poranek. Po kilkunastu minutach, torsje wreszcie ustały a ja czułam, że mam nogi jak z waty. Musiałam czymś się przytruć, zjeść coś nieświeżego. Nie mogę teraz być chora, jutro mam bardzo ważny sprawdzian z historii. Nie mam zamiaru robić sobie żadnych zaległości. Obmyłam twarz zimną wodą i umyłam dokładnie zęby. Przyjrzałam się sobie w dużym lustrze. 
  Moje brązowe podkrążone oczy bardzo kontrastowały z bladą cerą. Schudłam, co rzucało się w oczy przez mój wysoki wzrost. Różowy sweter, który miałam na sobie odsłaniał widoczne obojczyki. Wyglądam jak badyl, długi i chudy. Uśmiechnęłam się do swojego zmarnowanego odbicia i poszłam uczyć się hiszpańskiego.


***

 Bruce siedział z nami przy stole i opowiadał o Gotham. Nigdy nie byłam w tym mieście, ale z tego co słyszę jest tam sporo roboty. Zacisnęłam palce na trzymanym przez siebie kubku gorącej czekolady i uśmiechnęłam się do ojca Robina. Naprawdę go polubiłam. Mimo jego ogromnych zasług, wielkiego majątku wydawał się być całkiem normalnym, miłym mężczyzną. Oczywiście, Bestia miał najwięcej do opowiedzenia o swoich niezwykłych, bohaterskich wyczynach. Raven była tak zmęczona, że poszła wcześniej spać natomiast Robin patrolował miasto. Ja i Cyborg siedzieliśmy obok siebie wymieniając porozumiewawcze spojrzenia za każdym razem, kiedy Bestii zdarzyło się za bardzo ubarwiać swoje zasługi. 
- A ty, Melanie jakie masz plany przyszłość? - spytał mnie Bruce.
- Chciałabym studiować literaturę amerykańską, a później może zostać nauczycielką albo dziennikarką.. - rozmarzyłam się.
- Najpierw musisz zdać egzaminy - zauważył Bestia śmiejąc się.
- Haha.. - mruknęłam uśmiechając się.
 Po kilkunastu minutach wrócił Robin aby pożegnać się z ojcem. Bestia żegnał się  z Bruce'm tak wylewnie, pomyślałam, że zaraz naprawdę poprosi go o autograf. Cyborg rzucił hasło "mecz" i nagle zostałam sama z naszym gościem. Odprowadziłam go do wyjścia.
- Melanie, wiem o twojej trudnej sytuacji rodzinnej. Jeżeli kiedykolwiek potrzebowałabyś pomocy, nie wahaj się. Zawsze możesz się do mnie zwrócić - powiedział przyglądając mi się swoimi niebieskimi oczami.
 Kiwnęłam głową.
- Dziękuję panu - odpowiedziałam nie wiedząc, że już niedługo będę tej pomocy bardzo potrzebowała.


--------------------------------
Hej! 
Mam wrażenie, że ten rozdział nie jest wystarczająco dobry.. Podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami na ten temat :)Mogę Wam zdradzić, że niedługo będzie się duuużo działo :D 
 Obiecuję, że poprawię się jeżeli chodzi o regularność w dodawaniu notek. Tylko muszę uporządkować parę spraw, a mam nadzieję, że to już niedługo nastąpi.
Uwaga, uwaga. Idę jutro do kina na najnowszego "Batmana"!!! :D Nie mogę się już doczekać, jak będę pisać następny rozdział to podzielę się z Wami moimi emocjami haha ;D

Miłego weekendu!

niedziela, 27 marca 2016

:)

Hej! 
Wiem, długo mnie tutaj nie było.. A to dlatego, że dużo się ostatnio dzieje. Jak to ja, mam wiele problemów, spraw i nawet w święta nie mogę sobie pozwolić na beztroskie leniuchowanie. Postaram się dodać nowy rozdział do końca tego tygodnia, proszę Was o cierpliwość :)

Z okazji świąt życzę Wszystkim dużo zdrowia, szczęścia i radości! :) 
Najedzcie się i odpocznijcie, raz się żyje! :D 

czwartek, 25 lutego 2016

35.



 Od zawsze śniły mi się dziwne sytuacje. Mój mózg raczył mnie surrealistycznymi wizjami w których latam, spadam przez kilkanaście minut czy jestem goniona przez watahę zombie. Nie byłam więc zdziwiona kiedy zgubiłam się we własnym mieście szukając młodszego brata, który wcale nie był znowu taki mały żeby się zgubić. Mimo wszystko bardzo się bałam i krzyczałam jego imię biegnąc znanymi dzielnicami, mijając znajome budynki. Cholera jasna, co ja powiem mamie? Przecież miałam go pilnować, a gówniarz znowu zrobił co chciał. Jestem beznadziejną siostrą. Ciągle się bijemy, nie mam cierpliwości aby pomagać mu w zadaniach domowych. Z resztą on i tak nie chce ich odrabiać. Wolimy opychać się pizzą grając w gry wideo. Mama mówi, że jestem "skrajnie nieodpowiedzialna" i powinnam być poważniejsza, ponieważ niedługo będę pełnoletnia. Mamo, czy wiesz co twoja siedemnastoletnia córka robi, kiedy zapada zmrok? Chciałabym ci o tym opowiedzieć, o moim strachu, poczuciu winy i agresji. O tym, że świat wcale nie jest czarno-biały. Nie ma ludzi do końca złych i do końca dobrych. Można powiedzieć, że jesteśmy szarzy. Nie, lepiej brzmi kolorowi. Mienimy się wszystkimi kolorami tęczy, niektórzy świecą jak gwiazdy na czarnym niebie aby nagle zgasnąć, zostawiając otępiającą czerń. Tak było z moim tatą. Był dla mnie całym światem, opiekował się mną  i nagle jego światło zgasło. Zgasło kiedy najbardziej potrzebowałam ogrzać się w jego blasku. Ale nie jestem przecież sierotą. Co ma powiedzieć Robin? Cyborg? Raven? Czy to, że przeżywamy traumy, cierpimy sprawia, że życie zastosuje wobec nas taryfę ulgową? Nie. Życie nie zna takiego pojęcia. Żeby przeżyć trzeba szukać gwiazd uczuć, które ogrzeją serca. Jeżeli przestaniemy tego robić, staniemy się zimni, obojętni jak lód..
- Jak myślicie czy ona nas słyszy? Haaloo.. Mela... 
- Bestia, jesteś tak głupi, że aż śmieszny.. 
- Próbuję nawiązać kontakt, okej? W serialach też tak robią.
 Bestia? Dlaczego słyszę go w moim śnie? A ten drugi głos.. niemożliwe. Przecież to Cyborg! Śnią mi się moi przyjaciele. Tylko dlaczego nawet w mojej głowie się kłócą? Nie mogliby choć raz zachowywać się poważnie? 
- Dajcie spokój, leży już trzeci dzień.. Nigdy nie lubiła dużo spać, co nie Robin? 
 Czułam, że robi mi się gorąco. Dlaczego Cyborg zadaje tak nietaktowne pytania? Przecież straciliśmy go, a ja śpię..
- Jeżeli nie przestaniecie to obydwoje stąd wylecicie - burknął znajomy, znudzony głos.
 Przez kilka minut panowała przykładna cisza. Słyszałam ciche buczenie jakiegoś sprzętu, kroki, otwierane i zamykane ciągle drzwi. Poczułam, że moja głowa jest.. dziwna. Jakaś taka otępiona, jakbym przedawkowała leki przeciwbólowe. 
- Założę się, że jak się obudzi to powie coś w stylu "Przepraszam was, ale jakoś tak miałam nadzieję, że ten debil James jednak jest dobry. Wiecie, nie zwalczymy zła stając się źli..
- Zamknij się, Bestia - powiedziały trzy głosy na raz.
- Właśnie, zamknij się - wychrypiałam niewyraźnie starając się otworzyć oczy. 
 Dłuższą chwilę zajęło moim oczom skupienie się na otaczającej mnie rzeczywistości. Niestety, nie raz znajdowałam się w tym miejscu. W szpitalu, na sterylnie czystym łóżku, w otoczeniu mdłych ścian i mebli pozbawionych  przedmiotów. W mojej prawej ręce dostrzegłam kroplówkę przez którą sączył się jasny płyn. Stłumiłam odruch wymiotny na jej widok i skupiłam się na twarzach otaczającej mnie czwórki.
- Ty żyjesz! - pisnął Bestia rzucając się na mnie - Myślałem, że już się nie obudzisz! Z kim jadłbym chipsy oglądając piąty sezon "Kłamczuchów"?! Z kim chodziłbym na zakupy?! Kto tępiłby ze mną Cyborga..
- Ej! Wypraszam sobie! - oburzył się Cyborg. 
 Próbując delikatnie odepchnąć duszącego mnie Bestię przyjrzałam się przyjacielowi. Był dokładnie taki sam jak dawniej: jego usta rozciągały się w szerokim uśmiechu, silne ramiona oparł wygodnie o szafkę nocną i wydawał się być niczym nie zmartwiony. Powrócił cały i zdrowy.
 Raven stojąca tuż za chłopakiem uśmiechnęła się blado. Wreszcie nie wyglądała na chorą albo zmartwioną: nie miała podkrążonych oczu ani ziemistej cery. Ubrała się w czarne dżinsy i granatowy sweter podkreślający kolor jej oczu. Nie wyglądała wcale na wiedźmę albo córkę demona. Nikt nie ma prawa jej tak nazywać.
- Dobrze, że jesteś - powiedziała cicho.
 Uśmiechnęłam się szeroko zapominając o obleśniej rurce wczepionej w moją rękę. Najbliżej okna siedział Robin ubrany w ciemne dżinsy i koszulę w kratę. Jego niebieskie oczy wydawały się błyszczeć. On nic nie mówił. Z resztą nie musiał.
- Jak wrócimy do domu kupujemy chipsy te grubo krojone, wiesz, solone..
- .. obejrzymy jakiś meczyk! - podekscytował się Cyborg.
- Nie ma bata! - wrzasnął Bestia - oglądamy nasz serial!
 Raven uniosła znacząco do góry brew.
- A kiedy obejrzę mój film dokumentalny o mrocznej poezji? 
 Bestia rozpoczął wykład o tym, że mecz piłki nożnej jest zwykłym marnowaniem energii elektrycznej a wykłady o poezji to strata czasu. 
- Chyba kupimy drugi telewizor - wymamrotałam kiedy moi koledzy zaczęli używać wulgaryzmów.
 Do pokoju weszła  pielęgniarka, wyraźnie zirytowana.
- Będą panowie zmuszeni opuścić szpital jeśli natychmiast się nie uspokoją!
- Przepraszamy - wymamrotali zażenowani.
 Mimo ogromnej radości i faktu, że wcale nie jestem zmęczona, moje powieki znowu zaczęły mi nieznośnie ciążyć. Zamrugałam kilkakrotnie ale już słyszałam wszystko coraz ciszej.
- Kurczę.. chyba zasnę.. - wymamrotałam.
 Usłyszałam śmiechy i znowu pogrążyłam się w ciemności.

***

James:
- Czy ty nie potrafisz zabijać? - kpiła sobie ze mnie  Jinx, siedząc na blacie w kuchni.
 Zacisnąłem zęby i wyciągnąłem z lodówki kolejne piwo. Nie dam się sprowokować. Chciałem ją zabić, uderzyłem z całej siły. Nie wyszło mi po prostu. Co ja na to poradzę? 
- Zabijałem setki razy więcej niż ty - zapewniłem ją spokojnie rozsiadając się na krześle.
- Mhm.. I to, że po raz kolejny nie zabiłeś twojej eks-big-love to zwykły przypadek? 
- Dokładnie tak. 
 Otworzyłem głośno puszkę, upiłem łyk. Co znowu zrobiłem nie tak? Jakim cudem Melanie przeżyła? Cwaniara, zawsze wiedziała jak się ustawić. Nawet kiedy uderzyłem ją pustym pistoletem w tył głowy.. Powinna umrzeć. Padła na asfalt, nie oddychała. To przez to, że jej "luby" sprawnie udzielił jej pomocy. No i jeszcze ta czarodziejka, która uruchomiła robota. Zielony ją osłaniał. Kurczę, oni są naprawdę zgrani. Tak jakby wcale nie potrzebowali niczyich rozkazów żeby działać. Byli jak organizm, rozumieli się bez słów. Może tego im zazdroszczę. 
- A co z tą rudą miss świata? Wiadomo? - spytała po kilkunastu minutach ciszy dziewczyna.
 Zgniotłem pustą puszkę i rzuciłem do zlewu nawet nie wstając z miejsca. 
- Z tego co słyszałem jej siostra miała dopilnować, aby więcej się tutaj nie pojawiła, tak mówił Slade.
 Jinx pokiwała głową wzruszając chudymi ramionami.
- Ale nie wiadomo czy to zrobiła. Ruda jest silna.
- Aha - przytaknąłem wspominając słynącą z urody Tytankę.
 Moje wyobrażenia na temat piękności przerwał odgłos czyichś ciężkich kroków. Obróciłem się szybko i dostrzegłem stojącego w progu Jasona. Zaciskał nerwowo pięści zezując gdzieś w bok. Kurczę, pierwszy raz widzę, że czegoś się boi. 
- Co jest? Czyżby twoja drużyna przegrała mecz? - spytała Jinx uśmiechając się szyderczo.
 Zaśmiałem się i dodałem:
- Albo jakaś cycata lalka dała ci znowu kosza? 
 Jason przełknął nerwowo ślinę i powiedział zdecydowanie zbyt cicho:
- Mój ojciec przyjedzie do Jump City.


***


- ŻE CO?! BRUCE WAYNE TU PRZYJEDZIE?! - piszczał Bestia biegając po salonie w samych kalesonach.
- Melanie, zamknij oczy - nakazał Robin a ja posłusznie zacisnęłam powieki, czekając aż mój przyjaciel znajdzie spodnie. 
 Zajęło mu to dłuższą chwilę ponieważ cały nasz salon i aneks kuchenny wyglądały tak jakby nie sprzątano w nich przez miesiąc. Raven pojechała z Cyborgiem na zakupy ponieważ lodówka była przeraźliwie pusta. Po całym salonie walały się brudne naczynia, gazety, dokumenty, płyty, gry, ubrania Bestii i jakaś niebieska, damska odzież (nie wnikam skąd ona się tutaj wzięła). 
- To ja może powkładam naczynia do zmywarki - zaproponowałam obserwując z przerażeniem jak bose stopy Bestii depczą księgę Raven.
- Świetny pomysł. Ja pozbieram śmieci.
 Bestia wreszcie nie odstraszał nas swoją nagością, więc postanowił dla odmiany zepsuć nam humor swoim lenistwem. Rozsiadł się wygodnie na kanapie i włączył telewizję.
- Ruszaj swoją zieloną dupę w troki i sprzątaj swoje ubrania - warknął Robin rzucając w niego pustą butelką po soku.
 Przez następne pół godziny kłócili się o to, co kto ma sprzątać. Ja w tym czasie doprowadziłam do normalnego wyglądu kuchnię a z salonu znikły wszystkie naczynia. Szorowałam właśnie zlew kiedy Cyborg i Raven wtaszczyli wszystkie siatki z zakupami. Cyborg otworzył paczkę krakersów i zaczął głośno chrupać.
- Nie wiem jak wy, ale ja mam tremę, przed spotkaniem z tak zacną personą - wyznał wpychając do ust ostatni smakołyk. 
 Raven pochowała do szafek wszystkie produkty i warknęła na Bestię, który rzucił jej książki w kąt. 
- A  co my ugotujemy na obiad?! - wrzasnął nagle Bestia kiedy dziewczyna zdzieliła go po głowie pięścią. 
Oparłam się o blat biorąc głęboki oddech. Stresowałam się bardziej niż inni. Boję się, że ojciec Robina mnie nie polubi. Jeżeli powie, że jestem nieodpowiednią dziewczyną dla jego syna? Albo jeżeli uzna moją "pracę" u Slade'a za zdradę? Jak mam mu to wyjaśnić? Czy może lepiej milczeć? Tyle pytań cisnęło mi się na usta ale uśmiechnęłam się i powiedziałam:
- Robimy spaghetti, a na deser upiekę ciasteczka. 
- O tak! - uśmiechnął się rozmarzony Cyborg.

  Podczas kiedy Robin i Cyborg pojechali patrolować miasto, Raven i Bestia zaszyli się w gdzieś razem ja zajęłam się  gotowaniem. Mieszałam w wielkim kotle z makaronem, doprawiałam sos, starłam żółty ser. W międzyczasie zagniotłam ciasto i wycięłam okrągłe kształty. Kiedy spaghetti było już ciepłe i gotowe do podania, a ciasteczka wstawiłam do piekarnia poszłam do swojego pokoju przebrać się w coś ładnego. 
 Zerknęłam na moje nieużywane łóżko. Każdą noc spędzam w innej sypialni, mogłabym przenieść tam swoje rzeczy. Wybrałam dżinsową spódniczkę i błękitny sweter z dekoltem w serek. Związałam włosy w kucyk i założyłam kolczyki. Umalowałam rzęsy i wróciłam do kuchni aby sprawdzić mój wypiek. 
- Uff, nie spaliłyście się - mruknęłam obserwując rosnące, rumiane ciasto. 
 Podśpiewywałam sobie pod nosem nakrywając do stołu. Poukładałam  talerze i odwróciłam się po szklanki, kiedy usłyszałam głos otwieranych automatycznie drzwi. Pomyślałam, że to Bestia wpadł aby się ze mną podroczyć więc krzyknęłam:
- Spadaj, bo jeść i tak nie dostaniesz!
- Nie zamierzam nic wyjadać - odpowiedział poważny głos a mnie zamurowało.
 Odwróciłam się w kierunku drzwi. Na progu stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o niebieskich oczach. Widać, że jest bardzo umięśniony i wysportowany. Ubrany w elegancką koszulę i dżinsy, niezwykle przystojny. Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć ale nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. 

-----------------------------------------------------
Witajcie!
Od kilku dni leżę w domu i staram wyleczyć grypę.. Rozdział pisałam o 4 nad ranem, więc jeżeli coś jest z nim nie tak to napiszcie w komentarzach śmiało ;3
Pozdrawiam <3

wtorek, 9 lutego 2016

34.

- Powiedz, jak bardzo mnie kochasz, mała - mruczał Robin trzymając moją koszulkę wysoko uniesioną, tak abym nie mogła jej dosięgnąć.
 Siedzieliśmy na łóżku w jego pokoju, ja próbując uczyć się historii a on rozpraszając moją uwagę. Ze złością rzuciłam w niego zeszytem od angielskiego. 
- Jesteś głupi jak but! - krzyknęłam odsuwając się - przez ciebie nic się nie nauczę! 
  Uśmiechnął się rozbawiony i objął mnie ramieniem. Chciałam go odepchnąć ale nie miałam na tyle siły. Westchnęłam więc zniecierpliwiona i zamknęłam podręcznik. Pocałował mnie w policzek.
- Uwielbiam cię denerwować.
- Zobaczymy czy będziesz taki mądry, kiedy zaczną ci się palić gacie - mruknęłam.
- Zawsze, kiedy cię widzę palą mi się gacie - wyznał.
- Jesteś niemożliwy - jęknęłam. 
 Usłyszeliśmy kroki na korytarzu więc odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Ponieważ siedziałam na krawędzi łóżka, spadłam z głośnym hukiem na podłogę. Skrzywiłam się czując jak plecy pulsują mi boleśnie. Zatroskany Robin nachylił się żeby sprawdzić czy nic mi nie jest i zaraz wybuchł śmiechem na widok mojej miny.
- Bardzo.. ś-śmieszne - wymamrotałam i w tym samym momencie w drzwiach pokoju stanęła Raven. 
 Na widok mnie leżącej na podłodze, Robina siedzącego na łóżku i spoglądającego na mnie z góry zrzedła jej nieco mina. 
- Co wy wyprawiacie? - spytała znudzona. 
- My tylko.. ee.. - spróbowałam niezdarnie wstać. 
 Kiedy wreszcie doprowadziłam się do porządku a Robin przestał cieszyć się jak głupi Raven odetchnęła głęboko. Miała fioletowe cienie pod oczami i była jeszcze bledsza niż zwykle. Wyglądała na bardzo zmęczoną,
- To dzisiaj. Dzisiaj jesteśmy umówieni z Gizmo - wyjaśniła.

***

  Słońce chyliło się już ku zachodowi. Jak zwykle nie przygotowałam się do szkoły, nie posprzątałam w kuchni i nie jadłam nic od śniadania. Czas wydaje mi się przeciekać między palcami, a kiedy jesteśmy z Robinem sami zapominam o całym świecie. Możemy godzinami się przekomarzać, żartować i śmiać się jak głupi. Ale koniec z tym, nakazałam sobie twardo. Od dzisiaj uczę się przynajmniej dwie godziny dziennie i regularnie sprzątam. 
- Jak ja nie znoszę tego kurdupla - wymamrotała Raven przepuszczając mnie w drzwiach przed mieszkaniem Gizma. 
 Wywróciłam teatralnie oczami. W tym momencie myślałam tylko o Cyborgu. 
- O, co to się stało? Wiedźma i blondyna same? - zakpił chłopięcy głosik gdzieś z drugiego pokoju. 
 Raven policzyła cicho do dziesięciu a ja krzyknęłam głośno:
- Powiedz co mamy zrobić! 
 Gizmo pojawił się tuż przede mną, niosąc srebrny prostokącik. Chłopiec był tak malutki, że musiałam schylić się aby nie patrzeć na niego z góry. Był poirytowany i wyraźnie niezadowolony z obecności mojej przyjaciółki. Nie rozumiem dlaczego Robin uparł się żeby Raven mi towarzyszyła, równie dobrze mogłabym przyjść tutaj sama. Ale przecież on jest naszym liderem i musimy wykonywać jego polecenia. Poczułam, że się rumienię.
- Więc słuchaj, laleczko. Musicie unieszkodliwić blaszaka i podłączyć do jego sytemu to urządzenie - wskazał na prostokącik - dzięki temu będę mógł usunąć wirusa, który nim steruje.
 Pokiwałam głową biorąc od niego sprzęt. Uśmiechnęłam się wdzięcznie a on tylko się skrzywił.
- Może nie zauważyłeś, mały odkrywco, ale my nie mamy pojęcia gdzie on teraz jest - warknęła stojąca tuż za mną Raven.
- Tępaki, zaraz wam pokażę..
 Gizmo zaprowadził nas do sąsiedniego pokoju. Panował tam okropny bałagan, wszędzie walały się kartonowe pudełka, płyty CD i kable. Nad niewielkim, drewnianym stolikiem wsiał duży, plazmowy telewizor. Chłopiec włączył komputer i zaczął nienaturalnie szybko przyciskać klawisze klawiatury. Nauczyciel informatyki byłby zachwycony, pomyślałam. 
- Ta czerwona kropka to wasz kumpel.
 Poczułam, że krew odpływa mi z twarzy. Cyborg znajdował się obok siedziby Slade'a.

***

- NIE POJEDZIESZ! - wrzasnął Robin tak głośno, że Raven wytrzeszczyła zdumiona oczy
 Zapięłam bluzę o wiele szybciej niż normalnie.
- Właśnie, że pojadę! To mój przyjaciel! - krzyknęłam zadzierając głowę, żeby spojrzeć mu prosto w oczy.
- Nie. To rozkaz - powiedział wściekły.
 Uniosłam do góry brew. Twierdził, że nie mogę zbliżać się do Jamesa po tym co ostatnio się stało. Ale chyba nie uważał, że będę sobie smacznie spała w wież kiedy moi przyjaciele będą narażać własne życie? 
- Wiesz gdzie możesz sobie wsadzić te swoje rozkazy? - spytałam spokojnie.
- Ty mała, podła.. - zacisnął dłonie w pięści ale Raven postanowiła zainterweniować:
- Robin, jeżeli chce to niech idzie. Przecież nie jest bezbronna.
 Jego mina wskazywała, że jest dokładnie odwrotnie ale już się nie odzywał. Zamiast tego zatrzasnął drzwiczki samochodu Cyborga z taką siłą,  że szyby niepokojąco zadrżały. Usiadłam z tyłu i odwróciłam się w kierunku szyby. Będę ignorować jego idiotyczne spojrzenia. Raven usiadła na siedzeniu obok kierowcy i włączyła radio. Podawali właśnie lokalne wiadomości.
- ... policja prosi o zachowanie ostrożności..
- Czemu ty mnie nigdy nie słuchasz? 
- ... w związku z licznymi..
 Zacisnęłam usta i skupiłam się na rozmytym obrazem za oknem. Drzewa zdawały się zlewać w jeden żywopłot.
- Ale widocznie masz w dupie to, że się o ciebie martwię i że mi na tobie zależy - dokończył dociskając pedał gazu
 Raven zamurowało.
- Mi też na tobie zależy, kurwa - warknęłam.
 Mimo złości uśmiechnął się rozbawiony. 
- Ee.. chyba już powinniśmy zwolnić, co? - spytała Raven przerywając naszą dziwną wymianę zdań. 
 Zatrzymaliśmy się na poboczu. Kilka minut biegliśmy truchtem rozglądając się dookoła. Wytężałam wzrok mając nadzieję dostrzec gdzieś mojego przyjaciela. Nic z tego, jest zbyt ciemno, mało tutaj latarni.
- Mamy wejść do domu Slade'a? To są chyba jakieś jaja.. - mruknęłam.
  Nagle po drugiej stronie ulicy ktoś wybuchł głośnym śmiechem. Zmrużyłam oczy i dostrzegłam dwie wysokie postacie. Jak mogliśmy ich nie zauważyć?
- Melanie myśli tylko o jajach - skomentował Czerwony X.
- Biorąc pod uwagę to z kim się teraz spotyka.. cóż.. bez komentarza.. - zadrwił James.
 Robin wyciągnął z kieszeni mały dysk, Raven uniosła się kilka centymetrów nad ziemią mamrocząc zaklęcia. Czerwony X wskazał na coś tuż za naszymi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam Cyborga. Mierzył do mnie ze swojej broni. Odruchowo posłałam w jego kierunku ogromy głaz, który uderzył go na tyle mocno, że chłopak upadł nieprzytomny.
- Co ja zrobiłam.. - jęknęłam przerażona podbiegając do niego.
 Ale Raven i Robin walczyli z naszymi przeciwnikami. 
 Dotknęłam ramienia nieprzytomnego przyjaciela. Usta miał lekko otwarte, oddychał powoli. Czyli żyje! Pogrzebałam chwilę w kieszeni, wyciągnęłam z niej sprzęt, który wręczył mi Gizmo. Musiałam nieźle się wysilić aby przewrócić Cyborga na brzuch. Znalazłam przycisk na plecach i umieściłam srebrne pudełeczko modląc się żeby zadziałało.
- Eee.. Gizmo, możesz już działać - szepnęłam czując się jak skończona idiotka. 
 Nie wiem czy zrozumiał, ale usłyszałam potworny dźwięk. Chrzęst łamanej kości. To Robin złamał Jamesowi kość w ręce. Wstałam tak szybko aż zakręciło mi się w głowie. James leżał na drodze, bezbronny a Robin celował do niego  z broni. Przecież nie może mu nic zrobić. On nie jest taki. Szłam jak w transie, nie panując nad tym co robię. Położyłam dłoń na ramieniu Robina.
- Nie - nakazałam mu.
 Podeszłam do Jamesa i przyjrzałam się jego wykrzywionej pod dziwnym kątem ręce. Popatrzyliśmy sobie prosto w oczy. Zielone, piękne oczy. Co ja robię?
 Odwróciłam się w kierunku wściekłego Robina i powiedziałam:
- Wszystko dobrze, on.. 
 W tym samym momencie poczułam dotkliwy ból z tyłu głowy i straciłam przytomność.

wtorek, 19 stycznia 2016

33.

 Nienawidziłam swojego wyglądu. Od zawsze. Myślałam, że jestem brzydka, gruba i tak dalej. Nie chciałam na siebie patrzeć, dlatego unikałam luster jak ognia. Męczyło mnie robienie makijażu, układanie włosów i przymierzanie ubrań. Na moją i tak słabą samoocenę wpłynął dodatkowo fakt, że nie miałam w ogóle powodzenia u płci przeciwnej. Nie żebym się tym przejmowała. Pogodziłam się z faktem, że raczej nie znajdę chłopaka, nie przeżyję szalonego "love story" i jedyne na co mogę w życiu liczyć to ukończenie studiów, chodzenie do pracy i zajadanie słodyczy przed telewizorem. Przynajmniej nie będę się miała dla kogo odchudzać, myślałam. 
 Ale tej nocy mój punkt myślenia zmienił się diametralnie. Można powiedzieć, że przez ostatnie kilka godzin całkowicie zmieniłam sposób myślenia. O sobie, o przyszłości. Gdyby ktoś powiedział mi "jesteś piękna" zastanawiałabym się czy sobie żartuje. Ale tym razem było inaczej. Kiedy leżeliśmy obok siebie, Robin powiedział "jesteś piękna" a ja po raz pierwszy  właśnie taka się czułam. Tej jednej nocy wszystko pasowało do siebie idealnie. 
 Deszcz siekł w szyby pokoju Robina wybijając rytmiczne werble. Otworzyłam oczy i zerknęłam w bok. Chłopak spał obejmując mnie ramieniem. Westchnęłam i delikatnie wyswobodziłam się z jego objęć. Chwyciłam leżącą  na podłodze koszulkę i szybko się ubrałam. Była na mnie o wiele za duża i pachniała męskimi perfumami. 
- Wariatko, ty zawsze wiesz jak się wpakować w niezły pasztet - szepnęłam nie mogąc odnaleźć spodni. 
 Zerknęłam na zegarek. Dochodziła szósta rano. 
Wzięłam szybki prysznic starając się przekonać siebie, że to co się wydarzyło to nie był sen. Splotłam włosy w warkocz, ubrałam się w dżinsy i sweter. Kiedy znalazłam się wreszcie w moim pokoju spakowałam do plecaka potrzebne podręczniki a bluzkę należącą do Robina ułożyłam na moim łóżku. 
 W kuchni panował taki sam bałagan jak zawsze. Dzisiaj po lekcjach posprzątam, obiecałam sobie. Zjadłam szybko płatki zbożowe, podziwiając deszcz bijący w całą, wielką szybę. Zrobiłam dwie, duże kanapki i spakowałam litrowy sok pomarańczowy.
 Ubrałam się w kurtkę i naciągnęłam kaptur na głowę. Jeżeli będę szybka uda mi się odwiedzić Bestię przed lekcjami.



***
  
 Do szpitala było dosyć blisko. Wystarczyło, że od wieży doszłam do przystanku autobusowego i wystarczyło dwadzieścia minut jazdy żeby znaleźć się przed wielkim, białym budynkiem. Naciągnęłam kaptur, starając się zasłonić twarz przed zimnymi kroplami. Szpital zawsze źle mi się kojarzył, byłam w nim tylko raz i wtedy odeszła ode mnie osoba, którą kochałam. Westchnęłam i pchnęłam drzwi. 
 W środku mnóstwo było osób czekających na swoją kolej, pielęgniarek siedzących za biurkami i uzupełniających dokumentację. Zdezorientowana zaczęłam szukać jakiejś informacji, gdzie mieści się interesujący mnie oddział. 
- Przepraszam, mogę w czymś pani pomóc? - zwróciła się do mnie pulchna pielęgniarka po czterdziestce. 
 Kiedy wyjaśniłam jej o co mi chodzi wskazała mi na schody. 
 Mijałam mdłe korytarze, czułam charakterystyczny zapach lekarstw i środków odkażających. Zawsze bałam się szpitali. Kojarzyły mi się  z cierpieniem. 
 Pchnęłam białe drzwi z mosiężną czterdziestką i zamarłam w przejściu. 
 Bestia spał w niewielkim, białym łóżku podłączony do jakiejś aparatury. Oddychał spokojnie, nawet delikatnie się uśmiechał jakby śniło mu się coś miłego. Raven siedziała obok niego trzymając go za rękę. Wpatrywała się w jego twarz jakby to był najcenniejszy widok na świecie. Raven się uśmiechała. Zaczęłam się wycofywać kiedy dziewczyna podniosła na mnie wzrok:
- Co się działo w nocy? - spytała a uśmiech powoli znikał z jej twarzy. 
 A nic takiego. Po tym jak mój najlepszy przyjaciel został postrzelony w nogę przez mojego byłego przyjaciela wróciłam do wieży w której razem z liderem Młodych Tytanów oddawałam się pewnym czynnościom, które ze względu na swoją specyfikę są dozwolone od osiemnastego roku życia. Naprawdę nic wielkiego.
- Hmm.. spaliśmy - wyjąkałam. W końcu to poniekąd prawda.
Raven kiwnęła głową i przeniosła wzrok z powrotem na śpiącego Bestię. Podeszłam do niej i otworzyłam plecak. Położyłam kanapki i sok na szafce nocnej.
- Dzięki, nie miałam czasu nawet iść po coś do jedzenia - mruknęła Raven.
- Nie ma sprawy. Co z nim? 
 Dziewczyna westchnęła głęboko jakbym zadała niezwykle trudne pytanie. Zmarszczyła czoło, nigdy nie widziałam jej tak zmartwionej.
- Stracił dużo krwi, ale wyjdzie z tego. Lekarze są dobrej myśli. Z nogą też będzie wszystko w porządku, gdyby kula przeszyła tętnicę.. 
 Robiło mi się słabo na samą myśl o tym. James zabiłby Bestię, mimo, że chciał zabić mnie. Nie, to Slade chce mojej śmierci, on tylko wykonuje jego polecenia. Szlag by trafił ich wszystkich.
- Przepraszam za to, że straciłam nad sobą kontrolę i musiałaś mnie powstrzymywać... 
- Nic się nie dzieje - szepnęłam myślami będąc już daleko stąd.
 Pożegnałam się, spojrzałam na nieprzytomnego przyjaciela i naciągnęłam kaptur na czoło. Muszę jeszcze przesiedzieć kilka godzin na lekcjach.



***



  Na angielskim omawialiśmy "Wichrowe Wzgórza", notowałam wszystkie najważniejsze informacje. Podczas matematyki udawałam, że rozumiem wszystkie wyrażenia algebraiczne chociaż była to dla mnie czarna magia. Na hiszpańskim był sprawdzian z gramatyki, na szczęście umiałam podstawy z resztą sobie poradziłam. Podczas przerwy na lunch jadłam kawałek pizzy i wyglądałam co chwilę przez okno, obserwując zachmurzone niebo i mokry, szkolny dziedziniec. Na historii wysłuchałam wykładu o drugiej wojnie światowej, zerkając do podręcznika i podkreślając najważniejsze fragmenty flamastrem. Na wfie graliśmy w koszykówkę. Kiedy wreszcie nadeszła biologia miałam ważenie, że zegar stojący obok tablicy specjalnie porusza wolno wskazówkami. Udawałam skupioną paplaniną nauczyciela na temat fotosyntezy roślin a w rzeczywistości modliłam się o przerwę. Kiedy wreszcie zabrzęczał upragniony dzwonek poderwałam się z miejsca zapominając o zapisaniu pracy domowej. 
 Przemierzając korytarze naciągnęłam na siebie kurtkę, na szczęście przestało już padać. Pchnęłam szkolne drzwi i wyszłam na zachmurzony dziedziniec. Z powodu tłumu miałam początkowo trudności ze zbiegnięciem ze schodów ale w końcu mi się udało. 
 Wreszcie wolna. Chciałam już skierować się w kierunku przystanku autobusowego kiedy mój wzrok padł na znany, czerwony motocykl. Serce zaczęło mi bić dwa razy szybciej niż normalnie. 
- Hej, czy on chodzi do naszej szkoły ? - usłyszałam pytanie niskiej drugoklasistki.
 Robin, ubrany w jasne dżinsy i skórzaną kurtkę szedł w moją stronę. Nie uśmiechał się, minę miał zatroskaną. Dostanę chyba przez niego zawału. Jeżeli stan Bestii się pogorszył to chyba zacznę tutaj płakać.
- Co się stało? - spytałam przerażona poprawiając nerwowo plecak na ramieniu.
- A coś się musiało stać? - spytał zdziwiony unosząc brwi - przyjechałem tylko po ciebie.
- A.. dobra - bąknęłam cała czerwona opuszczając wzrok na moje buty. 
 Przypomniały mi się te wszystkie sceny z ubiegłej nocy. 
- Myślałem, że po tym co się między nami wydarzyło nie będziesz już się bała - uśmiechnął się rozbawiony moim zachowaniem. 
 Przełknęłam nerwowo ślinę starając się nie pamiętać o tym jak zgubiłam moją bluzkę w jego sypialni. Odważyłam się wreszcie spojrzeć na jego rozbawioną twarz i wreszcie się roześmiałam.
- Problem w tym, że chyba podarłeś moją koszulkę.
 Złapał mnie za rękę i poprowadził w kierunku motoru.
- Kupię ci nową, ładniejszą - obiecał podając mi kask.
- W takim razie ja oddam ci twoją. 

***

James:
- Do jasnej cholery, jak to nie mogłeś jej zabić?! - wrzasnął Slade uderzając pięścią w klawiaturę.
 Stałem obok Jasona w tej zapyziałej kryjówce mojego szefa, który był delikatnie mówiąc zirytowany tym, że nie zabiłem dziewczyny, którą kocham. Uderzyłem ją, kopnąłem. Zasłużyła na to, chciałem aby Slade się od niej odczepił. Ale kiedy wymierzyłem do niej z pistoletu, kiedy ujrzałem jak leży, bezbronna i nieszkodliwa nie potrafiłem pozbawić jej życia. Jak mogłem zabić kogoś dzięki komuś poczułem się lepszy? Melanie sprawiła, że uświadomiłem sobie, że mogę inaczej żyć. Mam wybór. 
- Nie potrafiłem.. - powiedziałem ale Jason mi przerwał:
- Bo chce ją.. no wiadomo co. Slade, zdajesz sobie sprawę z tego jaką ona jest bronią w rękach mojego cudownego braciszka? 
 Slade wstał powoli.
- Zawiodłem się na tobie, James. 
 Westchnąłem zniecierpliwiony. Prawie zabiłem tego zielonego, o co mu chodzi?
- Nie rozumiem twojej słabości do tej szmaty..
- Nie mów tak o niej! - wrzasnąłem.
 Slade musiał być w szoku, pierwszy raz mu się postawiłem. Jason uśmiechnął się złośliwie.
- Zobacz to, gwarantuję ci, że będziesz pragnął jej śmierci tak samo jak ja.
  Na wielkim monitorze dostrzegłem moją Melanie, która przytula się do Robina. Chłopak uśmiecha się rozbawiony i uruchamia motocykl. Pocałował dziewczynę w rękę a ja poczułem jak zalewa mnie fala nieopisanej wściekłości.


-----------------------------------------------------------------
Cześć i czołem! :D
Starałam się jak najszybciej napisać ten rozdział, żebyście nie musieli długo czekać. Dziękuję wszystkim za komentarze, to naprawdę motywuje.. Nie ma nic lepszego, kiedy po tym jak poświęcisz czas na napisanie rozdziału pojawiają się pod nim komentarze (również te krytyczne). Jeżeli coś Wam się nie podoba "walcie śmiało".
Ja i moje cudowne przyjaciółki-bloggerki  mamy pewną niespodziankę ale o tym później.. :D

Pozdrawiam serdecznie :*

sobota, 9 stycznia 2016

32.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy otarłam się o śmierć tyle razy. Było kilka takich sytuacji, że mało brakowało a nigdy nie otworzyłabym już oczu. To takie dziwne: wstajesz i nie wiesz czy dożyjesz wieczora. Ale zawsze podnosiła mnie na duchu świadomość, że nie narażam mojej rodziny. Sama jestem na celowniku. Wielu celownikach.  
- Stęskniłem się za tobą, piękna - James położył mi dłoń na ramieniu.
 Wstałam czując ciepło bijące z jego ciała. Nadal trzymał pistolet przy mojej szyi, mogłam przysiąc, że się uśmiecha. Mój strach, panika ludzi znajdujących się w pubie - to wszystko sprawiało mu głęboką satysfakcję. Uwielbiał kiedy ludzie się go bali, miał poczucie kontroli  nad nimi wszystkimi. Zadrżałam. James jest taki sam jak Slade. Jak mogłam mieć kiedyś wątpliwości? Gdyby czuł do mnie to co ja do niego, nie dociskałby teraz broni do mojej szyi prawda? Opuścił rękę i objął mnie w talii. Starałam się nie ruszyć nawet o milimetr, jeśli pociągnie za spust..
- LUDZIE! LUDZIE! POMOCY! - wrzeszczała pulchna kelnerka wymachując pustą tacą. 
- Och, zamknij się - warknęła niska, różowo włosa dziewczyna. 
 Weszła do baru ubrana w czarny płaszcz a jej oczy świeciły niespokojnym blaskiem. Kosmyk opadł jej na czoło, twarz wykrzywiła w niezdrowym uśmiechu. Była pewna zwycięstwa. Jinx zajęła miejsce tuż obok Jamesa i mnie przyglądając się Raven. Niezdrowa fascynacja na jej twarzy przeraziła mnie nie na żarty.
 Tytani stali jak sparaliżowani. Nie wiedzieli co zrobić. jeżeli ruszą się choćby o krok zostanę zabita w ułamku sekundy. Cała trójka stała obok siebie z zaciśniętymi pięściami i zaciętymi minami. Robin wpatrywał się w Jamesa z z nieskrywaną odrazą. 
- No to co? - James szarpnął mną lekko - Pozwolicie mi się z nią trochę zabawić zanim ją zabiję? 
 Bestia zapomniał chyba, że jest w ludzkiej postaci bo warknął jak zwierzę. Przerażona kelnerka wybiegła z pubu razem z jedynym klientem. Drzwi zatrzasnęły się z głuchym trzaskiem. 
- Nie próbuj swoich sztuczek, wiedźmo - syknęła Jinx - będę wiedziała, że coś kombinujesz. 
 Raven zacisnęła zdegustowana usta. Widocznie próbowała użyć któryś ze swoich zaklęć nie wypowiadając ich formuły na głos. Nic nie było w stanie mnie uratować. 
- Czego chcecie? - spytał Robin. 
- Slade nigdy nie wybacza. Nigdy nie zapomina, szczególnie swoim byłym przyjaciołom - wyjaśnił James a ja poczułam jego ciepły oddech na policzku. 
- Zabij mnie teraz, przestań pierdolić - warknęłam. 
- O nie, kochanie. Mi też jesteś coś winna - zaśmiał się. 
 Nie mam pojęcia w jaki sposób Jinx to zrobiła, ale uwięziła Tytanów w ogromnym, zielonym polu. Bestia chciał z niego wyjść ale napierał na przezroczystą ścianę i nic to nie dało. Byli uwięzieni jak w klatce. Dziewczyna stała z rozwartymi ramionami sycząc nieznane mi słowa podczas kiedy Raven poruszała szybko ustami ze skupioną miną. Wyglądało to jak pojedynek. 
 Sekundę później James pchnął mnie na jeden ze stolików. Uderzyłam się w głowę, miałam wrażenie, że zaraz zacznę płakać. Podniosłam się szybko ignorując pulsujący ból. 
 Chłopak znalazł się przy mnie w ciągu kilku sekund. Uderzył mnie z całej siły w twarz, znowu się zachwiałam. Fala bólu w prawej części twarzy. Znowu straciłam równowagę. Kopnął mnie w lewy bok. Jęknęłam a chwilę później nadepnął na moją nogę. Łzy ciekły mi ciurkiem po policzkach ale nie krzyczałam. Nie dam mu tej satysfakcji, umrę z podniesionym czołem. 
 Znowu wymierzył we mnie broń. Dostrzegłam słuchawkę w jego uchu, Slade musiał wydawać mu szczegółowe instrukcje. Zielone oczy, kasztanowe włosy, łobuzerki uśmiech - wszystko tak jak dawniej. 
- Na co czekasz? - wychrypiałam niewyraźnie - Strzelaj.
 Jego pewność siebie ustąpiła miejsce zawahaniu. Dłonie zaczęły drżeć, pistolet zboczył lekko z kursu. Zacisnął usta jakby był czymś zdenerwowany. Oddychał teraz szybciej.
- Zabij mnie! - wrzasnęłam zaciskając dłonie w pięści. 
- Nie.. co się ze mną dzieje? - spytał sam siebie.
 Podniosłam się do pozycji siedzącej. Wszystkie poranione miejsca dały o sobie znać.
- Właśnie co się dzieje? Nie potrafisz zabić zwykłej dziewczyny? Gdzie ten twardziel? - szydziłam. 
 Skąd we mnie tyle głupoty? Może przez te wszystkie niebezpieczne sytuacje zwariowałam? 
 Rozległ się głośny huk. Spojrzeliśmy jednocześnie w to samo miejsce. Bariera, którą stworzyła Jinx pękła. Tytani byli wolni. Raven rzuciła się na swoją rywalkę a Bestia ruszył pędem ku nam.
 To stało się tak szybko jak na filmie akcji. James pociągnął za spust. Pocisk ugodził Bestię w prawe udo. Chłopak upadł a krew sącząca się z jego nogi zaczęła tworzyć czerwoną kałużę. Zamknął oczy. Nie ruszał się.
- BESTIA! - wrzasnęłam biegnąc w jego kierunku - BESTIO!
 Raven ogarnęła taka rozpacz, że straciła kontrolę nad swoją mocą. Jinx została odepchnięta z taką siłą, że uderzyła w stół, który złamał się pod jej ciężarem. Straciła przytomność.    
  Klęknęłam przy przyjacielu zalewając się łzami.
- Obudź się, obudź, błagam cię.. 
 Robin odsunął mnie brutalnie na bok. Zaczął wykonywać opaskę uciskową na zmaltretowanej nodze. Krwi było tyle, że pobrudziłam nią spodnie. Raven dygotała na całym ciele a na jej twarzy wymalowana była żądza mordu.
- ZABIJE WAS! PARSZYWE SUKINSYNY! - wrzasnęła grubszym niż zazwyczaj głosem.  
 Jej oczy zrobiły się wściekle czerwone. Wyglądała jak potwór. 
- Raven, nie.. - jęknął Robin - Powstrzymaj ją - nakazał mi.
 Wstałam szybko i rzuciłam się na dziewczynę. Próbowała uwolnić się z mojego uścisku ale byłam dużo wyższa i silniejsza więc dała za wygraną. James zabrał Jinx i uciekł. 
 Podeszłam do Robina i wyciągnęłam z jego kieszeni telefon. Wezwałam karetkę.
- Nic już nie jestem w stanie zrobić - oznajmił Robin cały ubrudzony we krwi. 
- Za chwilę będzie tu pogotowie - szepnęłam zerkając na Raven. 
 Opanowała się, jedynie drżące usta świadczyły o targających nią emocjami. 
 Staliśmy tak kilka minut, patrząc na nieprzytomnego przyjaciela. Wydawało mi się, że zanim usłyszeliśmy wycie syreny obwieszczającej przyjazd karetki minęła wieczność.
 Robin wyjaśnił ratownikom medycznym co się stało i w jaki sposób udzielił Bestii pomocy. Mężczyźni kiwnęli głowami i ułożyli rannego na noszach. Wnieśli go to pojazdu i chcieli już zamknąć drzwiczki kiedy Raven wsiadła tuż za nimi.
- Muszę przy nim być - warknęła widząc oburzone spojrzenie lekarza. 
- Dobrze, dobrze - bąknął speszony.
 Odjechali a ja z nadmiaru emocji miałam wrażenie, że zaraz stracę przytomność. Oparłam się o silne ramię mojego towarzysza i wzięłam głęboki oddech.
- Wracamy do domu.

***


  Byliśmy w wieży tylko we dwoje. Może to efekt mojej wyobraźni, ale im mniej w osób w niej przebywa tym większa się wydaje. Zdziwiłam się jak szybko ten luksusowy budynek stał się mi drogi jak mój własny dom. Myślałam o jego mieszkańcach, martwiłam się o każdego z nich. 
 Robin usiadł na kanapie i ukrył twarz w dłoniach. Był załamany.
- Hej - szepnęłam siadając obok - to nie jest twoja wina. 
- Tak? To czyja? Jestem beznadziejny, pozwoliłem Slade'owi zniszczyć Tytanów.
 Zdjął maskę i położył ją na stoliku. Przez wielkie okna zaglądał nieśmiało blady księżyc, stanowił jedyne oświetlenie ponieważ nie zapaliliśmy światła. Czarne niebo zdawało się odpowiadać mojemu obecnemu nastrojowi: rozpacz i beznadzieja. 
- Nic o tobie nie wiem - mruknęłam.
 Wydawał się zdziwiony tą nagłą zmianą tematu. 
- Wiesz, ja o tobie też nie - uśmiechnął się blado. 
 Przeniosłam wzrok na zabałaganioną kuchnię. W zlewie piętrzył się stos brudnych talerzy a na blacie pełno było okruchów ciemnego chleba. Pewnie to Bestia nie posprzątał po śniadaniu. A Raven zostawiła swój ulubiony kubek po kawie.
- Pytanie za pytanie? - spytałam rozbawiona. 
 Oparł się wygodnie o kanapę i wpatrzył w księżyc. Kurczę, jest naprawdę bardzo przystojny. Jak mogłam mieć za złe tej kelnerce, że tak się na niego gapi?
- Zgoda. Co chciałabyś studiować? - spytał. 
Wybuchłam śmiechem. Rzeczywiście bardzo trudne, prywatne pytanie.
- Nie wiem. Myślę o literaturze amerykańskiej albo dziennikarstwie - wyznałam przerażona wizją nachodzących egzaminów - A ty.. Opowiesz mi coś o swoim dzieciństwie? - spytałam nieśmiało.
 Przez twarz Robina przemknęło całe mnóstwo emocji: od złości po żal. Przygryzłam wargę plując sobie w brodę, że jestem taka nietaktowna. 
- To przez takich jak Slade moi rodzice nie żyją. Byli akrobatami, występowali w cyrku. Zabierali mnie wszędzie ze sobą - uśmiechnął się słabo - kiedy odeszli, myślałem, że to koniec świata. Chciałem umrzeć. Ale wtedy pojawił się Bruce.. gdyby nie on, nie wiem co by się ze mną stało.
 Zadrżałam. Wyobraziłam sobie słodkiego chłopczyka o niebieskich oczach, patrzących na sylwetki swoich zmarłych rodziców. Robin walcząc z przestępczością mści się. Ale czy nigdy nie chciał wymierzyć sprawiedliwości w myśl zasady "oko za oko"? Czy nigdy nie kusiło go, żeby pozbawić życia? 
- A jak to było z twoim ojcem? - spytał po dłuższej chwili. 
 Wielka gula pojawiła mi się w gardle. Musiałam odchrząknąć żeby się jej pozbyć. Wspomnienie taty zawsze napełniało mnie tęsknotą i smutkiem. Często śniłam o pędzących samochodach, które wpadają na wysokiego, jasnowłosego mężczyznę.. I później uciekają z miejsca zdarzenia, nie udzielając mu niezbędnej pomocy.
- On.. zginął w wypadku. Jak byłam dzieckiem. Bardzo.. bardzo mi go brakuje - westchnęłam - lubił brać mnie na barana. Był bardzo blady, jego rodzice byli Irlandczykami. Chciał zabrać mnie i mamę w podróż do Dublina.. 
 Urwałam nagle żeby się nie popłakać. Zacisnęłam dłonie w pięści.
- Czy wybaczysz mi kiedykolwiek, że dałam się tak łatwo Slade'owi? 
 Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Chciałaś ratować swojego brata. Każdy by tak postąpił. Ja też zrobiłbym tak dla mojego - warknął. 
 Przypomniała mi się rozbawiona twarz Jasona. Zdradził swojego brata, ojca. Co nim kieruje? Jaki ma cel?
- Wiesz, nie jesteśmy w stanie zrozumieć wielu rzeczy.. - powiedziałam ochrypłym głosem. 
 Pokiwał głową.
- Jak na przykład tego dlaczego udawałaś, że mnie kochasz.
 Czułam, że moje policzki oblewają się rumieńcem. Nie chcę o tym rozmawiać, wstydzę się tego. Wiem, że to było podłe.
- Przepraszam - wyjąkałam w końcu.
Robin popatrzył mi prosto w oczy. 
- Nie masz za co. Niestety, ja w to uwierzyłem.
 Poczułam, że jest mi zbyt ciepło zważywszy na to, że siedzę bezczynnie na kanapie a na dworze jest dosyć chłodno. Przeniosłam wzrok na moje rozdygotane dłonie i wzięłam głęboki oddech. 
- Problem w tym - ciągnął ignorując moją histeryczną reakcję - że chyba mi nie przeszło.
 Dla mojego biednego serca było to zbyt wiele informacji jak na jeden raz. 
- Oddychaj, bo  się udusisz - zaśmiał się.
 Posłusznie wzięłam głęboki wdech. 
- Problem w tym - zaczęłam a Robin przyjrzał mi się uważnie - że.. że ja chyba też się w tobie zakochałam.. 
 Zapadła niezręczna cisza zakłócana przez mój szybki oddech. Przed oczyma stanęły mi obrazy z początków naszej znajomości: jak wbiegłam do jego sypialni kiedy się przebierał, jak Gwiazdka była o mnie zazdrosna, jak ćwiczyliśmy razem.. Jakim cudem on mógłby pokochać kogoś takiego jak ja? Jestem wysoką, bladą pozbawioną tych wszystkich zalet, jakie posiadała Gwiazdka dziewczyną. Lubię zaszyć się samotnie w pokoju ze stertą książek i kubkiem herbaty. Nie pasuję do niego pod żadnym względem. 
- No to mamy poważne kłopoty - stwierdził z uśmiechem. 
 Uśmiechnęłam się krzywo.
- Ale przynajmniej pierwszy pocałunek mamy za sobą - stwierdziłam wybuchając śmiechem. 
 Robin skrzywił się na tamto fatalne wspomnienie. 
- Uznajmy, że tego nie było, dobrze? - spytał spoglądając na mnie znacząco.
- W porządku.
- W takim razie pierwszy raz przed nami. Chyba, że ty już wcześniej z kimś..
 Teraz jestem czerwona jak jego motor.
- Nie.. no coś ty. Z nikim.. - speszyłam się.
 Dziwnie to brzmi w końcu jest środek nocy. Ale skoro już tyle sobie powiedzieliśmy to i to nie zaszkodzi. 
 Przysunął się do mnie i delikatnie pocałował. Przymknęłam oczy delektując się chwilą. Wplotłam ręce w jego gęste włosy i zaczęłam je gładzić. Jego dłonie błądziły po moich plecach by po chwili znaleźć się tuż  przy guzikach koszuli. 
 Wziął mnie na ręce tak jakbym ważyła sześć kilo a nie sześćdziesiąt. Oparłam twarz o jego klatkę piersiową i ani się nie obejrzałam a byliśmy w jego sypialni. 



------------------------------------------------
Hej.
Żyję. Tyle się ostatnio dzieje, ale żyję i napisałam.
Byłam u lekarza, nie wiem czy to coś pomogło. Jak na razie trudno powiedzieć. Znowu leki, badania.. 
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał, bardzo się starałam. Ostatnio coś mało komentujecie, ale to chyba moja wina, nieregularnie dodaje posty. 
Jak tam Wasze oceny? Ja jestem w pozytywnym szoku, że mam średnią 4,5. Nowa szkoła, liceum, brak przyjaciół i tak dalej a mimo to poradziłam sobie. Na szczęście już niedługo ferie. 

Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku.
Mimo wszystko pozdrawiam cieplutko :)