piątek, 29 lipca 2016

40.

Jak to możliwe? Przecież to nie może być prawda. Nie mam nawet osiemnastu lat, a okazuje się, że muszę już być odpowiedzialna, nadszedł czas abym dorosła. Nie mam pracy, domu. Nie mam niczego, mało tego muszę zapewnić byt małej istotce, która wkrótce pojawi się na świecie. Czy można sobie wyobrazić bardziej stresującą sytuację? W oczach stanęły mi łzy, odchrząknęłam aby się nie rozkleić. Wbrew sobie, poczułam jak w głębi mnie kiełkuje małe ziarenko szczęścia i nadziei. Będę miała kogoś, kto będzie mnie kochał bezwarunkowo, na zawsze. Śliczny chłopczyk lub piękna dziewczynka. Oby tylko było podobne do ojca, mam nadzieję, że nie odziedziczy urody po mnie. Zdążę jeszcze ukończyć szkołę średnią, zdam egzaminy, uczyłam się do nich tyle miesięcy. A kiedy maluszek trochę podrośnie pójdę na studia. Jakoś sobie poradzimy.
  Przypomniałam sobie, że przecież nie jestem sama. Niebieskie oczy mojego rozmówcy przyglądały mi się uważnie, szukając oznak strachu, paniki może złości. Bruce musiał zdziwić się jednak, kiedy opanował mnie stoicki spokój. Pełna nadziei postanowiłam walczyć o moją przyszłość. O naszą przyszłość.
- Mogę cię zapewnić o mojej pomocy..
 Przerwałam mu zniecierpliwiona:
- Och, poradzę sobie. Zostanę tutaj przez kilka dni i coś wymyślę.
 Tylko to nie będzie takie proste, dodałam w myślach. Cokolwiek teraz nie uczynię, muszę pamiętać, że jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale także za moje dziecko. Nie mogę być teraz egoistką.
- Hej, o czym się tak rozprawia? - zagadnął wesoło Tim, otrzepując kurtkę ze śniegu. Kawałki lodu utkwiły w jego ciemnych włosach, a policzki miał zaczerwienione od zimna.
 Poprawił ciemną torbę, wypełnioną zapewne podręcznikami. Usiadł obok ojca i zabrał mu kawę z łobuzerskim uśmiechem. Upił łyk i przyjrzał nam się uważnie.
- Ej, co się dzieje..
 Postanowiłam, że to ja ogłoszę "radosną nowinę".
- Hmm.. jak to powiedzieć zostaniesz wujkiem - wypaliłam, opuszczając zażenowana wzrok.
  Chłopaka wyraźnie zatkało, jednak po chwili poczułam jak mocno przytula mnie do siebie. Poczułam silne mięśnie, rześki zapach zimy.
- Ale bomba! Gratuluję! Witaj w rodzinie! - pocałował mnie w policzek, a ja zszokowana nawet się nie uśmiechnęłam.
 Bruce wybuchł śmiechem, nie mogąc nadziwić się radosnej reakcji syna. Damian, który widocznie słyszał całe zajście wdrapał się na szafkę kuchenną i otworzył paczkę cukierków. Wsadził kilka w całości do ust.
- Tylko nie myślcie, że będę się nim bawił - burknął.
- A ja owszem. Nauczę młodego grać w nogę! - zaoferował się Tim, przestając mnie wreszcie przytulać.
- Albo ją - zauważyłam.
 Chłopcy wywrócili teatralnie oczami.
- Muszę zadzwonić do Barbary, ciekawe co na to wszytko powie! - oznajmił starszy brat i wyszedł, aby poszukać swojego telefonu.
- Teraz chyba nigdzie się stąd nie ruszysz - uśmiechnął się Bruce.


***


Robin:

Od kilku dni Melanie nie dała znaku życia. Zacząłem się już poważnie niepokoić, wydzwaniałem do niej po kilkanaście razy dziennie, niestety bezskutecznie. Chciałem pojechać jej poszukać, sprawdzić możliwe miejsca jej pobytu. Cyborg i Bestia również się o nią martwili, zastanawiali się gdzie ona się podziewa. Raven zdecydowanie sprzeciwiła się podejmowaniu "akcji poszukiwawczej"  i uparcie powtarzała, że Melanie nic nie grozi, jeżeli będzie chciała to wróci i sama wszystko nam wytłumaczy. Kiedy spytałem o powód jej ucieczki, Raven zamilkła. Sam nie wiem czy zna prawdę i nie chce mi jej wyjawić czy po prostu kłamie. To wszystko nie mieściło mi się w głowie. Dlaczego Mel nie chce powiedzieć co ją trapi swoim przyjaciołom? Już na pewno powinna wszystko mi wytłumaczyć. Przecież ją kocham, chcę dla niej jak najlepiej. Cholera, nigdy nie miałem szczęścia do dziewczyn. A teraz to w ogóle jestem w beznadziejnej sytuacji. 
     Oczywiście, ogromnie się cieszę, że Star jest cała i zdrowa. Kiedy wróciła i rzuciła mi się w ramiona, nie mogłem nie śmiać się głośno, zadowolony, że znowu jest w drużynie. Potrzebujemy jej jako przyjaciółki i jako Tytanki, jest częścią nas. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to co kiedyś do niej czułem to tylko wspomnienie, iluzja. Teraz jest dla zwykłą przyjaciółką, bliską osobą z którą mogę szczerze porozmawiać. Problemem jest jak ja mam jej to powiedzieć? Zraniłem w życiu już tyle drogich mi osób, nie chcę aby Gwiazdka dołączyła do ich grona. Póki co nie dałem nic po sobie poznać i uśmiechałem się jak głupi do sera, kiedy Cyborg oszalały z radości przypalił tosty, które zamierzał zaserwować z musztardą (ulubiony posiłek Gwiazdki), Bestia jednak był przygnębiony z powodu Mel. To dziwne, że ta dwójka tak bardzo się dogaduje. Nie obrażając intelektu Gara, nie pasują do siebie z uwielbiającą czytać, spokojną Melanie. Przecież ona, gdyby mogła cały czas spędzałaby z książkami, zachwycałaby się historią kina i gotowałaby dla wszystkich przysmaki, czego oczywiście nie można powiedzieć o Bestii. Podobno przeciwieństwa się przyciągają. Raven zdawała się w ogóle nie brać udziału w zbiorowym świętowaniu powrotu przyjaciółki. Oczywiście, kiedy ją zobaczyła, uśmiechnęła się i mocno ją uściskała, co samo w sobie jest jak na nią dużym wyczynem. Teraz jednak ukryła się w swoim pokoju, mamrocząc zaklęcia. Nie mam zamiaru jej zdenerwować, więc nie będę się wtrącał się czym się zajmuje. 
  Siedziałem w swoim pokoju, przeglądając najnowsze wydanie gazety z bieżącymi informacjami. Szukałem jakichś poszlak na temat Jinx. To, że pomaga Slade'owi i jego bandzie nie daje mi spokoju. Coś mi tu nie pasuje. Przecież ona go nie potrzebuje, jest wystarczająco silna aby poradzić sobie sama, na tyle inteligentna aby sama planować i dokonywać zbrodni. W jakim celu w ostatnim czasie razem okradli fabrykę broni, którą według źródeł Cyborga już posiadają? Czyżby planowali jakąś szeroką akcję zbrojną? Ale do tego nie potrzebowaliby akurat tego rodzaju broni, przecież Slade ma swoich usługach nowoczesne roboty. Tak jakby od nowa budował swoją armię, co jest w naszej ocenie całkowicie zbędne. Jeszcze do tego mój brat, James i Jinx. Cholera, nic się tutaj nie trzyma kupy. 
  Moje rozważania przerwał natarczywy dźwięk dzwoniącego telefonu. Podszedłem do drewnianego stolika i zerknąłem na wyświetlacz. Ale niespodzianka! To Barbara! W mojej głowie pojawiły się setki wspomnień związanych z dziewczyną, z którą spędzałem mnóstwo czasu jako dzieciak. 
- Cześć, Barb - przywitałem się.
- Hej - odpowiedziała mi poważnie.
 O nie. Coś się tam musiało u nich stać któremuś z moich braci albo tacie..   Często myślę o Gotham, miejscu tak dla mnie bliskim, ważnym. Starając się trzymać nerwy na wodzy spytałem:
- Coś się stało? 
 Chwilowa cisza. 
- Uznałam, że powinieneś o tym wiedzieć. W końcu sprawa dotyczy bezpośrednio ciebie - oznajmiła zdenerwowana. 
- Więc mów o co chodzi - ponagliłem ją zniecierpliwiony. 
- Chodzi o twoją dziewczynę. 
- Skąd wiesz o Melanie? 
- Bo jest teraz w Gotham.
 Po co ona tam pojechała?
- .. i co z nią? - wydusiłem w końcu.
 Barbara spokojnym tonem wyjaśniła mi całą sytuację. Nie byłem w stanie odpowiedzieć, ponieważ telefon wypadł mi z dłoni i uderzył z całej siły w podłogę. 


----------------------------------------------------------------
Cześć wszystkim!
Niedawno wróciłam z Anglii, teraz dopiero "wzięłam się" za napisanie jakiegoś krótkiego rozdziału. Mogę zdradzić, że szykuję małą niespodziankę, w opowiadaniu wydarzy się coś smutnego, może wzruszającego :D
Dajcie znać jak się Wam podoba!

środa, 29 czerwca 2016

39.


   Wyszłam na zewnątrz, dygocząc z zimna. Nie cierpię tej pory roku, zawsze mam sine dłonie i stopy. Bruce musiał wracać do pracy, ale nie chciał zostawiać mnie samej w obcym mieście. Kazał mi poczekać kilka minut. Tak właściwie to ilu on ma synów? Szkoda, że nie ma córek, dla odmiany porozmawiałabym z jakąś dziewczyną. Zaczęłam przestępować z nogi na nogę i przyglądać się przejeżdżającym samochodom. Ciekawe, czy moi przyjaciele już mnie szukają. Mam nadzieję, że Raven przekaże im, że muszę pobyć chwilę sama i wszystko sobie poukładać, przemyśleć. Jak zwykle w takich sytuacjach Robin będzie się na mnie wściekał, że nie konsultuję z nim moich decyzji, on się o mnie martwi...
- Hej, lala wsiadasz czy zamierzasz zamarznąć? - spytała rudowłosa dziewczyna, parkując tuż obok mnie.
 Nieznajoma miała prostokątne okulary, bladą cerę i bystre, zielone oczy. Włosy koloru marchewki związała w wysoki kucyk. Ubrana była w czarny, elegancki płaszcz. Nie ma co ukrywać, jest bardzo ładna.
- Ee.. a ty to kto? - bąknęłam speszona.
 Wywróciła teatralnie oczami.
- Barbara Gordon, Bruce do mnie dzwonił, że mam cię zabrać do domu - wyjaśniła niecierpliwie zezując na tył czarnego samochodu.
 Ja również popatrzyłam w tamtym kierunku i dostrzegłam kilkunastoletniego chłopca, pochłoniętego grą na telefonie. Miał czarne włosy i bardzo mi kogoś przypominał.
- Odjedziemy czy nie? Mam dosyć załatwiania spraw za Richarda, jakby nie mógł sam sobie poradzić w życiu - wybuchnął chłopiec ciskając telefonem o przedni fotel.
- Mówiłam ci, zamknij się do cholery - warknęła Barbara.
 Zszokowana zachowaniem tej dwójki usiadłam na przednim siedzeniu i zapięłam pas. W radiu zaczęła dudnić szybka, głośna piosenka więc skupiłam się na brzmieniu muzyki, aby uspokoić skołatane nerwy. Za oknem podziwiałam okazałe budynki, wymyślne dachy bogatych rezydencji i inne luksusy na które nigdy w życiu nie będę sobie mogła pozwolić. Jechaliśmy chyba najdroższą dzielnicą w całym mieście. Szczerze mówiąc, nigdy nie byłam w takim miejscu. Wszystko wydawało się kosztować tutaj majątek, a domy wyglądały jak dwory szlacheckie w podręczniku od historii. Westchnęłam zniecierpliwiona ponieważ mijaliśmy już któryś z kolei okazały budynek.
- Ee.. przepraszam ty jesteś Bruce'a...? - spytałam, nie mogąc powstrzymać ciekawości.
 Barbara zachamowała nagle, tak, że szarpnęło nami do przodu. Poczułam jak zawartość żołądka pochodzi mi do gardła, musiałam przełknąć ślinę. Ciemnowłosy chłopiec upuścił telefon i zaczął głośno narzekać na brak umiejętności kierowcy.
- Współpracownicą, pomocnicą, byłą Batwomen czym jeszcze chcesz.. - wymamrotała mrużąc oczy w zimowym słońcu.
- I laską mojego brata-idioty Tima..
- Zamknij się, Damian! - krzyknęła Barbara.
 Zdziwiona zauważyłam, że jesteśmy na miejscu. Otworzyłam szeroko usta, widząc piękny, luksusowy budynek. Miał tak ogromne rozmiary, że spokojnie mogłoby pomieścić się w nim kilka rodzin. Dosłownie przed nami znajdowała się ozdobna fontanna. Zaparkowaliśmy obok kilku pięknych, lśniących samochodów. Przygryzłam dolną wargę zażenowana moim brzydkim strojem i fatalnym wyglądem.
- Witaj w Wayne Manor.


 ***

- O kurczę, przepraszam - wymamrotałam, kiedy zauważyłam, że moje buty zostawiają wszędzie ciemne smugi.
  Zdjęłam zimowe kozaki i położyłam pod ścianą, mając nadzieję, że więcej niczego nie pobrudzą. Damian zignorował moją osobę i zniknął za jednymi z licznych drzwi. Barbara rozebrała się szybko i wyciągnęła telefon. Zmarszczyła nos i poprawiła okulary.
- Nie wierzę, ten wariat dzwonił do mnie już z szesnaście razy..
- Kto? - spytałam również zdejmując płaszcz i podając go dziewczynie.
 Schowła moje okrycie w pięknej szafie ozdobionej dużym lustrem. Znajdowałyśmy sięw  ogromnej garderobie, niestety na każdym kroku można było się natknąć na lustra. Unikałam swojego beznadziejnego odbicia jak tylko mogłam. Piękny wystrój tego domu sprawiał, że czułam się jak bohaterka filmu, zagubiona w pałacu.
- Richard - wywróciła oczami a ja poczułam, że robi mi się słabo.
 Poczułam, że uginają się pode mną nogi. To chyba przez te nerwy.
- Kurczę, zrobiłaś się zielona na twarzy.. Może jesteś głoda?
 Przytaknęłam chociaż wcale nie chciało mi się teraz jeść. Szłam za Barbarą, przemierzając piękne, zdobione korytarze. Dziwne, że moja towarzyszka czuje się tutaj jak u siebie w domu. Czyżby mieszkała w Wayne Manor? Niemal uśmiechnęłam się, czując zapach świeżego pieczywa, kawy i innych smakołyków. Znajdowałyśmy się w ogromnej kuchni  z wielkimi oknami wychodzącymi na ogród. Przy nowoczesnej kuchence krzątał się starszy, szczupły  mężczyzna z siwymi włosami. Przyrządzał posiłek, nucąc nieznaną melodię pod nosem. Przekładał właśnie omlet na niebieski talerz, kiedy nas usłyszał.
- O panna Barbara, jak miło pannę widzieć.. a to kto? - uśmiechnął się, jednak jego oczy nadal pozostały poważne. Ma się na baczności, jest podejrzliwy w stosunku do nieznajomej osoby.
- To Melanie. Bruce kazał ją tutaj przywieźć. - wyjaśniła sięgając po maślany rogalik leżący na okrągłym stole.
 Uśmiechnęłam się nieśmiało, odruchowo spuszczając wzrok. Mam nadzieję, że zrobiłam na nim dobre wrażenie i nie uważa, że jestem brzydko ubrana czy nieokrzesana.
- Jestem Alfred - przedstawił się, podjąc mi rękę na powitanie.
- Miło pana poznać.
 Usiadłyśmy przy stole, Alfred podał nam kawę, herbatę. Zajadałyśmy się rogalikami i drożdżówkami, kiedy do kuchni wszedł ciemnowłosy chłopak z niebieskimi, pogodnymi oczami. Uśmiechnął się rozbawiony na mój widok. Zajął miejsce obok Barbary, całując ją na powitanie w policzek. Dziewczyna odwróciła się zawstydzona.
- Miło mi poznać moją przyszłą szwagierkę. Timothy Drake - zaśmiał się, sięgając po słodką bułkę.
 Czy wszyscy w tej rodzinie wiedzą kim jestem? Dlaczego ja nic o nich nie wiem? Ten Robin to dopiero jest papla, plotkuje jak stara baba. Skrzywiłam się, kiedy znowu poczułam znajomy, omdlewający ból brzucha. Chyba powinnam się wybrać do lekarza.
- No to co? Nie możesz już wytrzymać z moim bratem, że uciekłaś aż tutaj? - spytał Tim.
- Nic dziwnego, panicz Richard zawsze miał problemy z kobietami - zauważył Alfred.
 Barbara zachichotała.
- Nie pierwszy raz, kiedy musimy się za niego tłumaczyć - wyjaśniła, rozkładając bezradnie ręce.
 Damian, który wbiegł do kuchni niczym zawodowy sprinter i wyrzucił paczkę po chipsach do kosza na śmieci oznajmił przebiegle:
- Gdybym miewał  tyle dziewczyn co on, ojciec już dawno wygoniłby mnie z domu. Ale nie, najstarszemu wszystko wolno. Richard jest najstarszy, powinienieś brać z niego przykład, Damian - zaczął przedrzeźniać głos Bruce'a.
 Wszyscy wybuchli śmiechem. Tim rzucił w Damiana pustym kartonem po soku pomarańczowym, chłopak zrobił zgrabny unik i zmrużył swoje niebieskie oczy jakby chciał przestraszyć starszego brata. Swoją drogą to wszyscy są tutaj zaskakująco silni. No może oprócz Alfreda.
- Chcesz zobaczyć swój pokój? - spytał przyjaźnie starszy mężczyzna.

***

 Dawno nie spędziłam tak spokojnego dnia. Zero nerwów, płaczu, stresu. Cały poranek przespałam w pięknej, ozdobnej sypialni. Kiedy się obudziłam, wzięłam prysznic i przebrałam się w czarny podkoszulek i nowe dżinsy. To wszystko znalazłam w garderobie. Uczesałam włosy w niechlujny kok. Barbara pojechała na zajęcia na uczelnię, dowiedziałam się, ze studiuje informatykę. Tim również był w tym czasie na lekcjach. Razem z Damianem zjedliśmy po omlecie z warzywami i kurczakiem. Później całe popołudnie graliśmy w gry wyścigowe w jego pokoju. Pokonał mnie w każdej rundzie, cały czas przegrywałam. Trzeba przyznać, że najmłodszy syn Bruce'a bywa irytujący ale bardzo go polubiłam. Przy okazji dowiedziałam się, że jest on  biologicznym dzieckiem mojego gospodarza. Niewiele opowiadał o swojej matce, wspomniał tylko, że nazywa się Talia. Nie wypytywałam się o szczegóły, nie chciał żeby pomyślał, że jestem wścibska. Westchnęłam, kiedy przegrałam po raz setny w tę samą grę.
- Jestem beznadziejna - mruknęłam załamana.
- Nie jest tak źle - usłyszałam spokojny głos.
 Odwróciłam się w kierunku drzwi i uśmiechnęłam się szeroko na widok Bruce'a. Musiał wrócić prosto z pracy, ponieważ ubrany był w piękny garnitur z niebieskim krawatem. Stał oparty o ścianę sypialni syna i przyglądał się naszym wirtualnym zmaganiom.
- O, cześć tato - przywitał się Damian pochłonięty grą.
 Jego ojciec kiwnął głową abym poszła za nim.
 Zajęliśmy miejsca przy kuchennym stole. Bruce postawił przed nami filiżanki gorącej kawy. Za oknem szalała śnieżyca, miałam wrażenie, że cały świat pokryje biały, zimny puch.
- Co się stało? Dlaczego przyjechałaś do Gotham?
 Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Jak wytłumaczyć, że moją jedyną motywacją jest irracjonalna zazdrość? Nie potrafię się pogodzić z tym, że dziewczyna, którą Robin kochał wraca cała i zdrowa do domu. Do miejsca w którym wszyscy jej oczekują. To Gwiazdka była pierwsza w wieży Tytanów, to ona pierwsza zawładnęła uczuciami Richarda. To jej należy się miejsce w jego sercu, to ona może być lepszą Tytanką. Powinnam się z tym pogodzić, powinnam ustąpić jej miejsce. Nie jestem nawet w połowie tak dobra jak ona. Nigdy nie będę.
 Ponieważ znowu rozbolał mnie brzuch, odruchowo moje dłonie powędrowały w jego kierunku. Objęłam się rękoma i spojrzałam na siedzącego naprzeciwko mnie mężczyznę, który zaczerpnął gwałtownie powietrza i zbladł. Wyglądał na autentycznie przerażonego.
- Jak on mógł być tak nieodpowiedzialny.. W takim wieku - wycedził Bruce.
 Uniosłam zdziwiona brwi i nagle zdałam sobie sprawę o czym on mówi. W jednej chwili uświadomiłam sobie, że ojciec Robina ma rację a moje życie nigdy już nie będzie wyglądało tak samo.

poniedziałek, 16 maja 2016

38.



 Jako dziewczynka nigdy nie należałam do specjalnie urodziwych czy zabawnych. Byłam taka nijaka, że nie miałam żadnych przyjaciółek z którymi mogłabym bawić się lalkami lub wymieniać karteczkami. Wcale mi to nie przeszkadzało, wolny czas spędzałam z młodszym bratem, układając klocki. Jednak pewnego razu mama zmusiła nie żebym urządziła swoje przyjęcie urodzinowe i zaprosiła inne dzieci. Oczywiście, nikt się nie pojawił. Teraz, kiedy wspominam to wydarzenie chce mi się śmiać ale wtedy płakałam całe popołudnie. Ośmioletnia Melanie nigdy nie cieszyła się popularnością. Przez kilka lat nauczyłam się nie przejmować się opinią innych ludzi, mistrzowsko opanowałam taktykę przybierania obojętnej miny, "pokerowej twarzy" i ukrywania swoich emocji. Wszystko udawało mi się idealnie, do dzisiejszego dnia.
  Stałam przed drzwiami salonu jak sparaliżowana. Co ja mam do jasnej cholery teraz zrobić? Jak ja wytłumaczę Gwiazdce to co się stało? Przecież kiedy się dowie, nie będzie chciała mnie znać. Część Tytanów stanie po jej stronie, część po mojej. Cała drużyna się rozleci, przeze mnie. Muszę zniknąć. Teraz. Zaraz.
 Popędziłam do swojego pokoju. Zatrzasnęłam drzwi i spod łóżka wyciągnęłam wielką, podróżną torbę. Wrzuciłam do niej kilka par spodni, bluzek, swetrów i bieliznę. Potrzebne mi będą jeszcze pieniądze i dokumenty. Zmarszczyłam czoło, przeszukując szuflady. Kiedy byłam gotowa założyłam grubą kurtkę. 
 Idiotko. Przecież teraz na sto procent ktoś cię zauważy. Musisz poczekać aż wszyscy pójdą spać. Opadłam na fotel i jak gdyby nigdy nic zaczęłam wertować zeszyty.


***

     Zegarek wskazywał na pierwszą trzydzieści. Postanowiłam się dłużej nie ociągać. Poczułam przygnębiający smutek, kiedy zdałam sobie sprawę z czekającej mnie rozłąki. Kto wie czy  ponownie zobaczę Robina? A co z Raven, Bestią i Cyborgiem? Wrócę do nich, muszę sobie tylko wszystko przemyśleć, poukładać. Jestem tutaj nowa, obca i nie mogę zniszczyć całej drużyny. Nie jestem w stanie zastąpić Gwiazdki, nigdy nie będę taka jak ona. To Robin musi podjąć decyzję. Jeżeli taka będzie jego wola, usunę się w cień. 
- Mogłabym cię zatrzymać. Ale wiem, że musisz mieć powód - wychrypiał jakiś żeński głos w głębi czarnego korytarza. 
 Pisnęłam przerażona. 
- Chcesz żebym dostała zawału? 
- Obiecaj tylko, że wrócisz - szepnęła Raven dotykając nagle mojego ramienia. 
 Poczułam, że ze wzruszenia ściska mnie w gardle. Musiałam odchrząknąć.
- Jasne.. Oczywiście. Jak tylko sobie coś przemyślę..
 Dziewczyna kiwnęła głową i "pochłonął ją" czarny dym. Westchnęłam ciężko. Jestem taka beznadziejna, że nawet nie potrafię wymknąć się niepostrzeżenie z wieży.



***

 "Wiesz, że jak będziesz miała problem, możesz na mnie liczyć." Tak, ojciec Robina powiedział mi tak kiedy się poznaliśmy. Ale czy jego pomoc obejmuje przygarnięcie chwilowo bezdomnej nastolatki? Nie mogę pokazać się u mamy, nie mam żadnych przyjaciół. Nie mam dokąd pójść, nie mając wyjścia poszłam na dworzec autobusowy.
  Mimo późnej pory byli tutaj jacyś ludzie.  Poprawiłam ciepły płaszcz. Płatki śniegu wirowały mi przed twarzą, miałam ochotę się rozpłakać. 
- Jeden do Gotham - poprosiłam starszą kobietę przy kasie.

***

- Przepraszam panią, jesteśmy już na miejscu - oznajmił kierowca.
 Kurczę. Musiałam zasnąć. Rozejrzałam się i zmrużyłam oczy przed oślepiającym blaskiem wschodzącego słońca. Wysiadając z ciemnego autobusu zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia gdzie znajduje się dom Bruce'a Wayne'a. Nie będę się przecież pytała przechodniów. 
 Melanie, myśl, przecież wiesz, że jest bogaty i pracuje w swojej firmie w centrum miasta. Poprawiłam podróżną torbę na ramieniu i ruszyłam w kierunku wieżowców i drapaczy chmur. Było mi tak strasznie zimno, że moje dłonie zrobiły się całe sine. Wstąpiłabym do jakiegoś sklepu aby się ogrzać, ale o tej porze i tak wszystkie były zamknięte. 
 Dwa kilometry szybkiego marszu sprawiły, że okropnie zaczął boleć mnie brzuch. Coś jakby pulsowało w moim wnętrzu. Zmarszczyłam czoło, zdając sobie sprawę, że podobne dolegliwości towarzyszą mi już od dłuższego czasu. Łatwo się męczę..
 Świetnie! Jakaś młoda kobieta przechodzi przez przejście dla pieszych. Na ramieniu zawieszoną ma torbę, zapewne wypełnioną książkami. Jest wysoka, szczupła i jasnowłosa. Ciemne okulary i poważny ubiór sprawiają, że od razu kojarzy mi się z pilną studentką.
- Przepraszam.. czy wiesz może jak dojdę do firmy pana Wayne'a? 
 Dziewczyna wygięła uśmiech w serdecznym uśmiechu.
- Właśnie tam idę. Ty też załapałaś się na praktyki? 
 O tym nie pomyślałam.
- Emm.. można tak powiedzieć - wymamrotałam, czerwieniąc się jak piwonia.
 Okazało się, że moja nowa towarzyszka jest bardzo gadatliwa. Ellie, bo tak się nazywa, studiuje ekonomię i  osiąga najwyższe wyniki wśród swoich rówieśników. W ramach nagrody otrzymała okazję do odbycia stażu w prestiżowej firmie. Ellie uczęszcza na kurs języka francuskiego i niemieckiego, chcąc w ten sposób być jeszcze lepszym pracownikiem. Spytałam się o jej życie uczuciowe, wybuchła śmiechem i stwierdziła, że chciałaby mieć czas porządnie się wyspać. Uśmiechnęłam się blado, mając nadzieję, że nie widać na mojej twarzy zazdrości. Też bym chciała być taka zdolna i ambitna. 
- No to jesteśmy na miejscu - otworzyła piękne, szklane drzwi.
 Wnętrze luksusowego budynku było urządzone nowocześnie, dominowały pastelowe odcienie beżu, bieli i brązu. Zauważyłam, że podobnie jak w naszej wieży jest bardzo jasno, dzięki ogromnym oknom. 
 Podążałam za Ellie, zastanawiając się co mam teraz zrobić. Nie pójdę przecież pracować, od razu wyjdzie na jaw, że oszukuję. 
 Kiedy wysiadłyśmy z windy oznajmiłam:
- Muszę iść do sekretariatu po dokumenty, później do ciebie dołączę.
 Dziewczyna kiwnęła głową i oddaliła się długim, jasnym korytarzem.
 Błądziłam przez kilkanaście minut, kiedy wreszcie natknęłam się na piękną, młodą brunetkę stukającą pracowicie w klawiaturę laptopa. Siedziała za wielkim, drewnianym biurkiem i nie raczyła zaszczycić mnie swoim spojrzeniem.
- Przepraszam.. gdzie jest gabinet pana Wayne'a? - spytałam niepewnie.
 Kobieta oderwała wzrok od ekranu.
- Nazwisko? 
- Eee.. Smith - wyjąkałam.
  Znowu przeniosła wzrok na laptop.
- Nie ma pani na liście umówionych, więc nie mogę pani wpuścić.
 Poczułam jak wzbiera we mnie wściekłość. To po to jechałam pół nocy, zarywam szkołę żeby jakaś wymalowana lafirynda powiedziała, że nie mogę porozmawiać z ojcem mojego chłopaka?! No jasna cholera, co ona sobie wyobraża!
- Pokaż mi gdzie to jest -  warknęłam.
 Kobieta wreszcie okazała jakieś emocje. Skrzywiła się teatralnie.
- Będę zmuszona wezwać ochronę.. 
- Gówno mnie to obchodzi! - wrzasnęłam.
 Sięgnęła w kierunku telefonu ale złapałam ją za nadgarstek, tak się wściekłam, że kobieta pisnęła z bólu. Na jej dłoni znajdował się długi czerwony ślad, jakby oparzyła się żelazkiem. 
- Auć.. Co z ciebie za.. 
 W naszym kierunku zmierzało dwóch mężczyzn, dyskutujących o czymś zawzięcie. Oderwałam wzrok od ciemnowłosej wariatki i uśmiechnęłam się szeroko na widok Bruce'a. Jego towarzysz był niskim, starszym mężczyzną w czarnym garniturze. 
- Przepraszam pana najmocniej, zaraz wrócimy do tej rozmowy - powiedział poważnie i podszedł do mnie, wyprowadzając do sąsiedniego, pustego gabinetu. 
 Zlustrował mnie od stóp do głów i westchnął zmartwiony. Nie wiedzieć dlaczego poczułam wyrzuty sumienia, tak jakbym zawiodła jego zaufanie. 
- Masz problemy?
 Kiwnęłam głową, starając się nie patrzeć w jego zatroskane oczy. 
- Zaraz po kogoś zadzwonię, zobaczymy się wieczorem. Teraz nie mogę nic dla ciebie zrobić, ale jestem pewien, że moi synowie chętnie się tobą zajmą. 


--------------------------------
Wybaczcie mi długą nieobecność, wiecie jak to  jest, szkoła, oceny, występ w teatrze.. Za to obiecuję następny rozdział pod koniec przyszłego tygodnia! :)
Ogromnie się cieszę, bo na początku czerwca jadę na wycieczkę za granicę! Może tam dostanę nagłego przypływu "weny" :D 

Czytając komentarze pod ostatnim rozdziałem, zauważyłam, że zaczynacie się domyślać, że być może nasza "Bat-rodzinka" powiększy się o jednego członka.. Hmm, nie będę nic zdradzać, ponieważ niedługo wszystko się wyjaśni :) 

Życzę wszystkim, aby udało się Wam polepszyć sytuację z ocenami i aby każdy dotrwał do wakacji. Odpoczniemy, wyśpimy się już niedługo! :D 
Trzymajcie się cieplutko :*

piątek, 22 kwietnia 2016

37.



   Czas zaczął płynąć niebezpiecznie szybko. Uświadomiłam to sobie kiedy pewnego grudniowego poranka, wyglądając przez okno pokoju zauważyłam śnieg. Grudzień. Nie mam pojęcia dlaczego jesiennie miesiące minęły tak szybko, może dlatego, że każdy dzień wyglądał podobnie. Rano wstawałam do szkoły, starałam się jak najwięcej zapamiętać z lekcji, martwiłam się egzaminami końcowymi. Wracałam do wieży, jadłam obiad z Bestią i Raven. Wieczory spędzałam z nosem w książkach, rozwiązując próbne testy. W wyjątkowych sytuacjach byłam wzywana na patrole po mieście, ale Robin starał się dać mi trochę wolnego czasu abym mogła skupić się na nauce. Przez całą tę nerwową sytuację bardzo źle się czułam; miewałam bóle żołądka i mdłości. Ale odbije to sobie, obiecywałam sobie. Byle tylko ukończyć szkołę średnią z dobrym świadectwem  i dostać się na studia. 
  Westchnęłam i zamknęłam podręcznik od historii. Czytałam o drugiej wojnie światowej już przez tydzień. Wyjrzałam przez okno, egipskie ciemności już ogarnęły miasto. Biały śnieg wyróżniał się na tle czarnego, gwieździstego nieba. Huczący głośno wiatr i temperatura poniżej zera przymuszały mnie do noszenia ciepłych, grubych swetrów. Zaburczało mi w brzuchu. Kurczę, ostatnio bardzo dużo jem. Nie mogę się wcisnąć w stare spodnie, chyba przytyłam. Wzruszyłam ramionami. Trudno się mówi, mam ochotę na coś słonego.
 W kuchni zastałam Cyborga nachylonego nad stołem ze zmarszczonym czołem. Analizował dane na swoim nowym tablecie. Na blacie siedziała Raven, pogryzając jabłko i przyglądając się przyjacielowi w skupieniu.
- Hej - mruknęłam otwierając lodówkę.
 Nie docierało co do mnie mówią dopóki nie odnalazłam opakowania z wędzonym łososiem, którego zaczęłam jeść łapczywie dosłownie na stojąco.
- Melanie, czy ty nas słuchasz?! 
 Zatrzasnęłam drzwiczki lodówki.
- Nfo... pfewnie.. - wymamrotałam z ustami pełnymi ryby.
 Wymienili zniesmaczeni spojrzenia. Przełknęłam ogromny kęs i roześmiałam się.
- Przepraszam, ostatnio przez to uczenie się jestem bez przerwy głodna - wyjaśniłam.
- Dlatego tak przytyłaś - parsknął śmiechem Cyborg.
- Ej! - oburzyłam się - tylko trochę.. 
 Raven wywróciła teatralnie oczami znudzona tą idiotyczną wymianą zdań. Ubrana była w granatowy sweter i czarne leginsy. Zauważyłam, że zapuściła włosy.
- Wy gadacie o żarciu, a Gwiazdka wysłała wiadomość, że żyje.
 Trzymany przeze mnie łosoś wyleciał mi z dłoni. Zaczerpnęłam gwałtownie powietrza. Idiotko, przecież się cieszysz, że twoja towarzyszka, Tytanka jest zdrowa. Poczułam niemiły ucisk w żołądku. Jeśli ona wróci jak będzie wyglądało nasze życie? Jak mam jej wytłumaczyć to, co stało się podczas jej nieobecności? Zaschło mi  w ustach.
- Jak.. jak to? - spytałam przyglądając się Cyborgowi.
-Przed chwilą otrzymałem niewyraźny sygnał nadany z.. właśnie  zwykłe urządzenie nie potrafi zidentyfikować miejsca z którego Gwiazdka nadała wiadomość. Ale podpisała się, wiemy, że żyje.
 Kiwnęłam głową starając się zachować obojętny wyraz twarzy. Teraz wszystko się wyjaśni, będziemy musieli pogodzić przeszłość z teraźniejszością. 
- Robin wie? - spytałam. 
 Raven pokręciła przecząco głową. 
- Nie. Powiemy mu kiedy wróci z patrolu. 
- Aha.. to dobrze - wyjąkałam, sprzątając swój bałagan. 
 Jak najszybciej opuściłam kuchnię. Co się ze mną dzieje? Z jednej strony bardzo się cieszę, że Gwiazdce nic się nie stało a z drugiej cholernie się boję o siebie i Robina. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Ale on na pewno ją kocha, była z nim pierwsza. Jest piękna, zabawna, dobra i urocza, nie tak jak ja. 
 Nogi same zanosiły mnie przed drzwi opatrzone tabliczką z napisem "ROBIN". Bez zastanowienia weszłam do środka i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Widać było, że właściciel sypialni nie przebywa w niej zbyt długo. Duże łóżko, zaścielone jasną pościelą, duża, drewniana szafa, wieża stereofoniczna z płytami CD i wielkie okno ukazujące wieżowce w centrum miasta. 
  Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Jestem najbardziej popapraną idiotką na świecie. 


***

  Śniło mi się, że leżę na plaży w słoneczny dzień. Byłam tak niesamowicie szczęśliwa; mogłam sobie odpocząć, nie musiałam się uczyć ani przejmować żadnymi problemami. Robin obejmował mnie i uśmiechał się szeroko. Zmrużyłam oczy, słońce mnie oślepiało i nie mogłam dostrzec rozmazanego punktu w wodzie. No dalej.. 
 Gwiazdka walczyła z wielkimi falami, krzyczała i machała rękoma, wołając o pomoc. Ścisnęłam z całej siły ramię mojego towarzysza, nie chciałam żeby wchodził do niebezpiecznej wody. Nie byłam na tyle silna, Robin wskoczył do wzburzonego morza aby uratować dziewczynę. Oburzona wstałam i zaczęłam krzyczeć aby wrócił. 
 Robin podpłynął do Gwiazdki i objął ją. Fale ustały a oni nadal się ściskali. Poczułam jak ogarnia mnie fala zazdrości i wściekłości. Ignorowali moje krzyki i prośby. Nagle zdałam sobie sprawy, że to ja panuje nad wodą. Przecież każdy żywioł jest mi posłuszny. Uśmiechnęłam się złowieszczo i sprawiłam, że fale znowu wezbrały na sile. Teraz oboje próbowali wydostać się na brzeg, ale nic z tego. Nie po tym co zrobili. Skoro Robin nie może być mój, nikt nie będzie mógł go mieć. Śmiałam się tak długo, spojrzałam w dół. Moje dłonie były pokryte świeżą krwią. Krwią zakochanej pary, która przed chwilą zginęła w morskiej toni. Podeszłam do wody, chcąc pozbyć się śladów zbrodni, ale mimo tego, że dokładnie myłam dłonie, one nadal były brudne. Moje dłonie nie stały się czystsze, a od kiedy dotknęłam nimi wody zaczęła zmieniać swoją barwę z niebieskiej na krwistą czerwień. Wkrótce całe morze, aż po horyzont było czerwone. Strach i poczucie winy sprawiły, że poczułam okropny ból brzucha, jakby ktoś mnie kopnął. 
- Melanie, Melanie.. co się dzieje.. Melanie.. - usłyszałam zaniepokojony głos tuż nad swoją twarzą. 
 Otworzyłam nagle oczy. W pokoju paliła się tylko lampka nocna a ja leżałam zwinięta w kłębek na łóżku. Robin usiadł tuż przy mnie i gładził mnie po ramieniu.
- Krzyczysz i płaczesz przez sen - powiedział, przyglądając mi się zaniepokojony. 
 Rzeczywiście policzki miałam całe mokre.
- Co.. co krzyczałam? - spytałam zaniepokojona. 
- Mówiłaś coś o krwi. Że wszędzie jej pełno. 
 Westchnęłam i starałam się pozbyć narastającej wewnątrz mnie paniki.
- P-przepraszam - wyjąkałam i zaczęłam znowu płakać.
 Robin, zszokowany moim zachowaniem położył się obok mnie i objął ramieniem. Mówił coś spokojnym głosem, pewnie prosił żebym się uspokoiła. Ale ja rozkręciłam się na dobre.
- O-obiecaj, że mnie nie zostawisz -zaszlochałam - Boję się, że mnie zostawisz! 
 Zaśmiał się.
- Jest pierwsza w nocy. Naprawdę nie masz się czym martwić? 
- Obiecaj! - pisnęłam wycierając oczy rękawem.
- Obiecuję, obiecuję. Ale za to musisz już iść spać i przestać się mazać. 
 Zamknęłam oczy i wtuliłam się w niego. Intuicja podpowiadała mi, że to dopiero początek problemów.



***

 Ostatni tydzień był bardzo ciężki. W szkole niemal codziennie pisałam jakiś test, sprawdzian. Musiałam siedzieć w nocy żeby wyrobić z materiałem a jeden wieczór spędziłam w Centrum Badań Naukowych w Jump City ponieważ ktoś chciał ukraść substancję powodującą skażenia terenu. Musimy rozpracować kto i w jakim celu chce zdobyć tak niebezpieczny środek chemiczny. 
 Robin bardzo się o mnie martwił. Płakałam z byle powodu i denerwowały mnie niewinne uwagi rzucane mimochodem przez Cyborga. Wiem, że nie chce zrobić mi na złość ale ostatnio na wszystko reaguję zbyt emocjonalnie. Ostatnio nie wytrzymałam i roztrzaskałam talerz. 
- Co ty wyprawiasz?! - pisnął zszokowany Bestia.
- Mam wszystkiego dosyć!- wrzasnęłam i wyszłam z kuchni. 
 Spędziłam kilka godzin mazgając się w swoim pokoju. Jak tak dalej pójdzie zamienię się w fontannę. 
 Postanowiłam wrócić do jadalni i przeprosić wszystkich za moje zachowanie. Zatrzymałam się tuż przed drzwiami salonu, zastanawiając się co mam powiedzieć. I wtedy usłyszałam coś co wprawiło moje skołatane nerwy w totalny chaos.
- Tak, Gwiazdka wróci jutro rano. Tyle jej zajmie dotarcie do nas - wyjaśniała Raven monotonnym głosem.
- A co z Mel? - spytał Bestia.
 Zapadła niezręczna cisza przerywana jedynie dźwiękami wydobywającymi się z telewizora. 


----------------------------
Obiecałam Wam moją recenzję z najnowszego "Batmana".. Film był niezwykły!  Trzymający w napięciu, ekscytujący.. świetny! :D Nie będę Wam streszczała fabuły żeby nie "spojlerować". 
Dajcie znać jak się rozdział podoba! 

piątek, 1 kwietnia 2016

36.


   Po tym jak Robin i Cyborg wrócili do wieży i  przywitali się z Bruce'm, ja wreszcie przestałam się jąkać jak idiotka i zdołałam się przedstawić. Powiedziałam, że jestem nową członkinią Młodych Tytanów. Nie wspomniałam ani słowem o moich relacjach z Richardem, ani o tym, że przez pewien czas pracowałam dla Slade'a. Obawiałam się reakcji Wayne'a na te wszystkie rewelacje. Dopiero mnie poznał i nie chcę aby źle o mnie myślał. Po obiedzie mężczyźni usiedli na kanapie w salonie, a ja i Raven zabrałyśmy się do sprzątania kuchni.
- Jak myślisz czy Bestia już zdobył autograf od swojego idola? - szepnęłam do Raven ustawiającej szklanki w szafce.
 Uśmiechnęła się złośliwie. 
- Pewnie jeszcze zrobi sobie pamiątkowe zdjęcie - odpowiedziała na tyle głośno, że z pewnością wszyscy ją słyszeli. 
 Udawałam przez chwilę poważną, ale w końcu wybuchłam śmiechem. Raven przygryzła dolną wargę  i zamknęła kuchenną szafkę. 
- Ciekawe.. - zaczął Bestia tonem, który wskazywał na to, że chce mi dokuczyć.
 O nie, jeżeli ten mały, zielony..
- ... czy  Mel, pochwaliła się naszemu gościowi, że czuje miętę do Robina.
 Na dłuższą chwilę zapanowała niezręczna cisza. Zacisnęłam palce na krawędzi blatu, czekając aż ktoś coś powie. Zdegustowany Robin patrzył na Bestię, Cyborg dusił się ze śmiechu a Bruce zdziwiony spoglądał to na mnie to na syna. W końcu wzruszył ramionami i rzekł:
- Dziwnie wita gości, ale jest ładna.
 Znowu zaczęłam się śmiać, a za mną wszyscy oprócz Bestii. 
- To co opowiesz mi jak sobie radzicie ze Slade'm?


***

 Po kilkugodzinnych rozmowach ojciec Robina oświadczył, że musi zająć się jakimiś ważnymi sprawami w mieście. Zachwycony Bestia zaoferował się odprowadzić go do wyjścia. Kiedy wyszli usiadłam na kanapie obok chłopaków.
- Ale jestem padnięta. Idę już spać - ziewnęłam parząc na rozgwieżdżone niebo.
- Popieram - mruknął Cyborg.
 Ponieważ Robin zamknął się w pokoju w którym często pracuje, postanowiłam spędzić noc w swoim pokoju. Półprzytomna przebrałam się w nocną koszulę i przykryłam szczelnie kołdrą. Zwinęłam się w kłębek i natychmiast zasnęłam.
  Na początku myślałam, że śnię. Ktoś głośno krzyczał niezrozumiałe dla mnie słowa, brzmiały jak egzotyczny język. Po kilku sekundach zorientowałam się, że leżę w swoim łóżku a osoba, która wydaje z siebie te dziwne dźwięki znajduje się w mojej sypialni. Usiadłam powoli i wytężyłam wzrok starając się zlokalizować źródło wrzasku.  w ciemnym pokoju.
 Raven stała obok drewnianego biurka, ale ja dostrzegłam jedynie dwa czerwone punkty w miejscu w którym powinny znajdować się jej niebieskie oczy. Zszokowana zapaliłam lampkę stojącą na nocnym stoliku i powoli wstałam.
 Dziewczyna miała bardzo bladą twarz, wykrzywione usta i przeraźliwie czerwone oczy. Trzymała się za głowę tak jakby ją bolała. Znowu zaczęła krzyczeć.
- Raven, co się dzieje.. - powiedziałam, podchodząc bliżej.
 Machnęła  ręką i stojące w rogu pokoju krzesło poszybowało w moim kierunku. Schyliłam się i uderzyło w ścianę. Odsunęłam się, nie wiedząc co mam zrobić. Przecież nie mogę zrobić jej krzywdy.
- Zostaw.. mnie.. - powiedziała zakrywając uszy dłońmi. 
 Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam jeszcze raz.
- Nic się nie dzieje, wszystko jest w porządku - zapewniłam ją.
 Popatrzyła na mnie zdezorientowana, zaczerpnęła gwałtownie powietrze.
- Mel, co się dzieje? - spytał Robin wbiegając do pokoju.
 Raven znowu zaczęła wrzeszczeć, wyglądała jakby bardzo cierpiała. Teraz na jej dłoniach pojawiły się jakieś dziwne symbole, obcy alfabet. Robin podszedł, zasłaniając mnie przed dziewczyną.
 Jej czerwone oczy znowu spoczęły na mnie. Nagle poczułam dotkliwy ból w okolicy klatki piersiowej, który zaczął rozchodzić się po całym moim ciele. Zacisnęłam zęby i usiadłam na łóżku, czułam, że robi mi się słabo. 
- Raven, nie zmuszaj mnie do tego. Wiesz, że tego nie chcę - powiedział spokojnie Robin wyciągając broń. 
 Przeniosła wzrok na niego, a ja poczułam, że robi mi się lepiej. Robin naładował pistolet. 
- PRZESTAŃ!!! - krzyknęła i zaczęła szarpać się za włosy.
 Bestia wbiegł do pokoju i zamarł, patrząc na rozgrywającą się przed nim scenę. Raven klęczała na podłodze a dziwne symbole na jej ciele miały kolor świeżej krwi.
- Kochanie, to tylko my.. - szepnął chłopak kładąc jej dłoń na ramieniu.
 Mówił do niej tak długo, aż przestała krzyczeć. Wzrok miała błędny, ale Bestia głaskał ją po ramieniu. Czerwone ślady zaczęły blednąć. Po kilku minutach wyglądała jak Raven z którą żartowałam wczorajszego wieczoru. Wzięła głęboki oddech.
- Już.. koniec..? - spytałam przerażona.
 Raven opuściła wzrok na swoje drżące dłonie.
- P-przepraszam - zaczęła płakać.
 Bestia przytulił ją i pocałował w czoło. 
- To znowu on? - spytał cicho.
 Dziewczyna przytaknęła. Wstali wymienili porozumiewawcze spojrzenia z Robinem i wyszli.
- Wiesz, co ja chyba dzisiaj nie zasnę - powiedziałam uśmiechając się do niego blado. 

***

  Przy śniadaniu Raven kilkakrotnie przepraszała mnie za wczorajszą sytuację. Nie miałam do niej żadnych pretensji, wiedziałam, że to nie jej wina. Wyjaśniła mi, że to jej ojciec znowu próbował nawiązać z nią kontakt. Chciał wykorzystać córkę do swoich planów, które delikatnie mówiąc nie były zbyt optymistyczne. Nalewałam sobie kawy, słuchając po raz setny przeprosin, kiedy Cyborg wszedł do kuchni. Wyglądał na zaniepokojonego.
- W nocy dostałem dziwną wiadomość.. 
 Uniosłam zdziwiona brwi. 
- Od kogo? 
- Właśnie w tym problem, że.. nie jestem pewien ale chyba od Gwiazdki.
 Poczułam jakby ktoś kopnął mnie w brzuch. Z jednej strony bardzo się ucieszyłam, że dziewczyna jest żywa ale jak wytłumaczę jej się z tego, że zakochałam się w Robinie? Jeżeli wróci do Młodych Tytanów, jak mam wytłumaczyć jej całą sytuację? Przecież nie będziemy w stanie mieszkać pod jednym dachem. To będzie chore..
- Czyli ona żyje - powiedziała Raven takim tonem jakby się tego spodziewała. Jakby cały czas miała nadzieję na zobaczenie przyjaciółki żywej.
Westchnęłam zmartwiona i usiadłam przy stole, próbując skupić się na lekturze "Makbeta". Mimo tych wszystkich ekscesów starałam się skupić na nauce, aby zdać wszystkie egzaminy. Moim marzeniem od zawsze były studia i nie zamierzałam się poddawać. 
 Po przeczytaniu kilkunastu stron musiałam przerwać. Bardzo źle się czułam. Za oknem szalał wiatr, jesień dawała o sobie znać. Może przez deszczową pogodę się przeziębiłam.
- Hej, co się stało? Czemu jesteś taka blada? - spytał Cyborg pochłaniając szóstego tosta z serem.
- Niedobrze mi - wyjaśniłam czując jak krople potu wstępują na moje czoło.
- Może idź się położyć.
 Wstałam i poczułam jak szklana szyba salonu zaczyna podejrzanie falować. Cyborg coś jeszcze do mnie mówił, ale nie mogłam zrozumieć sensu wypowiadanych przez niego słów. 
- Muszę.. do łazienki.. - wyjąkałam i pobiegłam w kierunku toalety. 
 Dobrze, że zdążyłam. Zwymiotowanie w salonie to nie koniecznie wymarzony początek na niedzielny poranek. Po kilkunastu minutach, torsje wreszcie ustały a ja czułam, że mam nogi jak z waty. Musiałam czymś się przytruć, zjeść coś nieświeżego. Nie mogę teraz być chora, jutro mam bardzo ważny sprawdzian z historii. Nie mam zamiaru robić sobie żadnych zaległości. Obmyłam twarz zimną wodą i umyłam dokładnie zęby. Przyjrzałam się sobie w dużym lustrze. 
  Moje brązowe podkrążone oczy bardzo kontrastowały z bladą cerą. Schudłam, co rzucało się w oczy przez mój wysoki wzrost. Różowy sweter, który miałam na sobie odsłaniał widoczne obojczyki. Wyglądam jak badyl, długi i chudy. Uśmiechnęłam się do swojego zmarnowanego odbicia i poszłam uczyć się hiszpańskiego.


***

 Bruce siedział z nami przy stole i opowiadał o Gotham. Nigdy nie byłam w tym mieście, ale z tego co słyszę jest tam sporo roboty. Zacisnęłam palce na trzymanym przez siebie kubku gorącej czekolady i uśmiechnęłam się do ojca Robina. Naprawdę go polubiłam. Mimo jego ogromnych zasług, wielkiego majątku wydawał się być całkiem normalnym, miłym mężczyzną. Oczywiście, Bestia miał najwięcej do opowiedzenia o swoich niezwykłych, bohaterskich wyczynach. Raven była tak zmęczona, że poszła wcześniej spać natomiast Robin patrolował miasto. Ja i Cyborg siedzieliśmy obok siebie wymieniając porozumiewawcze spojrzenia za każdym razem, kiedy Bestii zdarzyło się za bardzo ubarwiać swoje zasługi. 
- A ty, Melanie jakie masz plany przyszłość? - spytał mnie Bruce.
- Chciałabym studiować literaturę amerykańską, a później może zostać nauczycielką albo dziennikarką.. - rozmarzyłam się.
- Najpierw musisz zdać egzaminy - zauważył Bestia śmiejąc się.
- Haha.. - mruknęłam uśmiechając się.
 Po kilkunastu minutach wrócił Robin aby pożegnać się z ojcem. Bestia żegnał się  z Bruce'm tak wylewnie, pomyślałam, że zaraz naprawdę poprosi go o autograf. Cyborg rzucił hasło "mecz" i nagle zostałam sama z naszym gościem. Odprowadziłam go do wyjścia.
- Melanie, wiem o twojej trudnej sytuacji rodzinnej. Jeżeli kiedykolwiek potrzebowałabyś pomocy, nie wahaj się. Zawsze możesz się do mnie zwrócić - powiedział przyglądając mi się swoimi niebieskimi oczami.
 Kiwnęłam głową.
- Dziękuję panu - odpowiedziałam nie wiedząc, że już niedługo będę tej pomocy bardzo potrzebowała.


--------------------------------
Hej! 
Mam wrażenie, że ten rozdział nie jest wystarczająco dobry.. Podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami na ten temat :)Mogę Wam zdradzić, że niedługo będzie się duuużo działo :D 
 Obiecuję, że poprawię się jeżeli chodzi o regularność w dodawaniu notek. Tylko muszę uporządkować parę spraw, a mam nadzieję, że to już niedługo nastąpi.
Uwaga, uwaga. Idę jutro do kina na najnowszego "Batmana"!!! :D Nie mogę się już doczekać, jak będę pisać następny rozdział to podzielę się z Wami moimi emocjami haha ;D

Miłego weekendu!

niedziela, 27 marca 2016

:)

Hej! 
Wiem, długo mnie tutaj nie było.. A to dlatego, że dużo się ostatnio dzieje. Jak to ja, mam wiele problemów, spraw i nawet w święta nie mogę sobie pozwolić na beztroskie leniuchowanie. Postaram się dodać nowy rozdział do końca tego tygodnia, proszę Was o cierpliwość :)

Z okazji świąt życzę Wszystkim dużo zdrowia, szczęścia i radości! :) 
Najedzcie się i odpocznijcie, raz się żyje! :D 

czwartek, 25 lutego 2016

35.



 Od zawsze śniły mi się dziwne sytuacje. Mój mózg raczył mnie surrealistycznymi wizjami w których latam, spadam przez kilkanaście minut czy jestem goniona przez watahę zombie. Nie byłam więc zdziwiona kiedy zgubiłam się we własnym mieście szukając młodszego brata, który wcale nie był znowu taki mały żeby się zgubić. Mimo wszystko bardzo się bałam i krzyczałam jego imię biegnąc znanymi dzielnicami, mijając znajome budynki. Cholera jasna, co ja powiem mamie? Przecież miałam go pilnować, a gówniarz znowu zrobił co chciał. Jestem beznadziejną siostrą. Ciągle się bijemy, nie mam cierpliwości aby pomagać mu w zadaniach domowych. Z resztą on i tak nie chce ich odrabiać. Wolimy opychać się pizzą grając w gry wideo. Mama mówi, że jestem "skrajnie nieodpowiedzialna" i powinnam być poważniejsza, ponieważ niedługo będę pełnoletnia. Mamo, czy wiesz co twoja siedemnastoletnia córka robi, kiedy zapada zmrok? Chciałabym ci o tym opowiedzieć, o moim strachu, poczuciu winy i agresji. O tym, że świat wcale nie jest czarno-biały. Nie ma ludzi do końca złych i do końca dobrych. Można powiedzieć, że jesteśmy szarzy. Nie, lepiej brzmi kolorowi. Mienimy się wszystkimi kolorami tęczy, niektórzy świecą jak gwiazdy na czarnym niebie aby nagle zgasnąć, zostawiając otępiającą czerń. Tak było z moim tatą. Był dla mnie całym światem, opiekował się mną  i nagle jego światło zgasło. Zgasło kiedy najbardziej potrzebowałam ogrzać się w jego blasku. Ale nie jestem przecież sierotą. Co ma powiedzieć Robin? Cyborg? Raven? Czy to, że przeżywamy traumy, cierpimy sprawia, że życie zastosuje wobec nas taryfę ulgową? Nie. Życie nie zna takiego pojęcia. Żeby przeżyć trzeba szukać gwiazd uczuć, które ogrzeją serca. Jeżeli przestaniemy tego robić, staniemy się zimni, obojętni jak lód..
- Jak myślicie czy ona nas słyszy? Haaloo.. Mela... 
- Bestia, jesteś tak głupi, że aż śmieszny.. 
- Próbuję nawiązać kontakt, okej? W serialach też tak robią.
 Bestia? Dlaczego słyszę go w moim śnie? A ten drugi głos.. niemożliwe. Przecież to Cyborg! Śnią mi się moi przyjaciele. Tylko dlaczego nawet w mojej głowie się kłócą? Nie mogliby choć raz zachowywać się poważnie? 
- Dajcie spokój, leży już trzeci dzień.. Nigdy nie lubiła dużo spać, co nie Robin? 
 Czułam, że robi mi się gorąco. Dlaczego Cyborg zadaje tak nietaktowne pytania? Przecież straciliśmy go, a ja śpię..
- Jeżeli nie przestaniecie to obydwoje stąd wylecicie - burknął znajomy, znudzony głos.
 Przez kilka minut panowała przykładna cisza. Słyszałam ciche buczenie jakiegoś sprzętu, kroki, otwierane i zamykane ciągle drzwi. Poczułam, że moja głowa jest.. dziwna. Jakaś taka otępiona, jakbym przedawkowała leki przeciwbólowe. 
- Założę się, że jak się obudzi to powie coś w stylu "Przepraszam was, ale jakoś tak miałam nadzieję, że ten debil James jednak jest dobry. Wiecie, nie zwalczymy zła stając się źli..
- Zamknij się, Bestia - powiedziały trzy głosy na raz.
- Właśnie, zamknij się - wychrypiałam niewyraźnie starając się otworzyć oczy. 
 Dłuższą chwilę zajęło moim oczom skupienie się na otaczającej mnie rzeczywistości. Niestety, nie raz znajdowałam się w tym miejscu. W szpitalu, na sterylnie czystym łóżku, w otoczeniu mdłych ścian i mebli pozbawionych  przedmiotów. W mojej prawej ręce dostrzegłam kroplówkę przez którą sączył się jasny płyn. Stłumiłam odruch wymiotny na jej widok i skupiłam się na twarzach otaczającej mnie czwórki.
- Ty żyjesz! - pisnął Bestia rzucając się na mnie - Myślałem, że już się nie obudzisz! Z kim jadłbym chipsy oglądając piąty sezon "Kłamczuchów"?! Z kim chodziłbym na zakupy?! Kto tępiłby ze mną Cyborga..
- Ej! Wypraszam sobie! - oburzył się Cyborg. 
 Próbując delikatnie odepchnąć duszącego mnie Bestię przyjrzałam się przyjacielowi. Był dokładnie taki sam jak dawniej: jego usta rozciągały się w szerokim uśmiechu, silne ramiona oparł wygodnie o szafkę nocną i wydawał się być niczym nie zmartwiony. Powrócił cały i zdrowy.
 Raven stojąca tuż za chłopakiem uśmiechnęła się blado. Wreszcie nie wyglądała na chorą albo zmartwioną: nie miała podkrążonych oczu ani ziemistej cery. Ubrała się w czarne dżinsy i granatowy sweter podkreślający kolor jej oczu. Nie wyglądała wcale na wiedźmę albo córkę demona. Nikt nie ma prawa jej tak nazywać.
- Dobrze, że jesteś - powiedziała cicho.
 Uśmiechnęłam się szeroko zapominając o obleśniej rurce wczepionej w moją rękę. Najbliżej okna siedział Robin ubrany w ciemne dżinsy i koszulę w kratę. Jego niebieskie oczy wydawały się błyszczeć. On nic nie mówił. Z resztą nie musiał.
- Jak wrócimy do domu kupujemy chipsy te grubo krojone, wiesz, solone..
- .. obejrzymy jakiś meczyk! - podekscytował się Cyborg.
- Nie ma bata! - wrzasnął Bestia - oglądamy nasz serial!
 Raven uniosła znacząco do góry brew.
- A kiedy obejrzę mój film dokumentalny o mrocznej poezji? 
 Bestia rozpoczął wykład o tym, że mecz piłki nożnej jest zwykłym marnowaniem energii elektrycznej a wykłady o poezji to strata czasu. 
- Chyba kupimy drugi telewizor - wymamrotałam kiedy moi koledzy zaczęli używać wulgaryzmów.
 Do pokoju weszła  pielęgniarka, wyraźnie zirytowana.
- Będą panowie zmuszeni opuścić szpital jeśli natychmiast się nie uspokoją!
- Przepraszamy - wymamrotali zażenowani.
 Mimo ogromnej radości i faktu, że wcale nie jestem zmęczona, moje powieki znowu zaczęły mi nieznośnie ciążyć. Zamrugałam kilkakrotnie ale już słyszałam wszystko coraz ciszej.
- Kurczę.. chyba zasnę.. - wymamrotałam.
 Usłyszałam śmiechy i znowu pogrążyłam się w ciemności.

***

James:
- Czy ty nie potrafisz zabijać? - kpiła sobie ze mnie  Jinx, siedząc na blacie w kuchni.
 Zacisnąłem zęby i wyciągnąłem z lodówki kolejne piwo. Nie dam się sprowokować. Chciałem ją zabić, uderzyłem z całej siły. Nie wyszło mi po prostu. Co ja na to poradzę? 
- Zabijałem setki razy więcej niż ty - zapewniłem ją spokojnie rozsiadając się na krześle.
- Mhm.. I to, że po raz kolejny nie zabiłeś twojej eks-big-love to zwykły przypadek? 
- Dokładnie tak. 
 Otworzyłem głośno puszkę, upiłem łyk. Co znowu zrobiłem nie tak? Jakim cudem Melanie przeżyła? Cwaniara, zawsze wiedziała jak się ustawić. Nawet kiedy uderzyłem ją pustym pistoletem w tył głowy.. Powinna umrzeć. Padła na asfalt, nie oddychała. To przez to, że jej "luby" sprawnie udzielił jej pomocy. No i jeszcze ta czarodziejka, która uruchomiła robota. Zielony ją osłaniał. Kurczę, oni są naprawdę zgrani. Tak jakby wcale nie potrzebowali niczyich rozkazów żeby działać. Byli jak organizm, rozumieli się bez słów. Może tego im zazdroszczę. 
- A co z tą rudą miss świata? Wiadomo? - spytała po kilkunastu minutach ciszy dziewczyna.
 Zgniotłem pustą puszkę i rzuciłem do zlewu nawet nie wstając z miejsca. 
- Z tego co słyszałem jej siostra miała dopilnować, aby więcej się tutaj nie pojawiła, tak mówił Slade.
 Jinx pokiwała głową wzruszając chudymi ramionami.
- Ale nie wiadomo czy to zrobiła. Ruda jest silna.
- Aha - przytaknąłem wspominając słynącą z urody Tytankę.
 Moje wyobrażenia na temat piękności przerwał odgłos czyichś ciężkich kroków. Obróciłem się szybko i dostrzegłem stojącego w progu Jasona. Zaciskał nerwowo pięści zezując gdzieś w bok. Kurczę, pierwszy raz widzę, że czegoś się boi. 
- Co jest? Czyżby twoja drużyna przegrała mecz? - spytała Jinx uśmiechając się szyderczo.
 Zaśmiałem się i dodałem:
- Albo jakaś cycata lalka dała ci znowu kosza? 
 Jason przełknął nerwowo ślinę i powiedział zdecydowanie zbyt cicho:
- Mój ojciec przyjedzie do Jump City.


***


- ŻE CO?! BRUCE WAYNE TU PRZYJEDZIE?! - piszczał Bestia biegając po salonie w samych kalesonach.
- Melanie, zamknij oczy - nakazał Robin a ja posłusznie zacisnęłam powieki, czekając aż mój przyjaciel znajdzie spodnie. 
 Zajęło mu to dłuższą chwilę ponieważ cały nasz salon i aneks kuchenny wyglądały tak jakby nie sprzątano w nich przez miesiąc. Raven pojechała z Cyborgiem na zakupy ponieważ lodówka była przeraźliwie pusta. Po całym salonie walały się brudne naczynia, gazety, dokumenty, płyty, gry, ubrania Bestii i jakaś niebieska, damska odzież (nie wnikam skąd ona się tutaj wzięła). 
- To ja może powkładam naczynia do zmywarki - zaproponowałam obserwując z przerażeniem jak bose stopy Bestii depczą księgę Raven.
- Świetny pomysł. Ja pozbieram śmieci.
 Bestia wreszcie nie odstraszał nas swoją nagością, więc postanowił dla odmiany zepsuć nam humor swoim lenistwem. Rozsiadł się wygodnie na kanapie i włączył telewizję.
- Ruszaj swoją zieloną dupę w troki i sprzątaj swoje ubrania - warknął Robin rzucając w niego pustą butelką po soku.
 Przez następne pół godziny kłócili się o to, co kto ma sprzątać. Ja w tym czasie doprowadziłam do normalnego wyglądu kuchnię a z salonu znikły wszystkie naczynia. Szorowałam właśnie zlew kiedy Cyborg i Raven wtaszczyli wszystkie siatki z zakupami. Cyborg otworzył paczkę krakersów i zaczął głośno chrupać.
- Nie wiem jak wy, ale ja mam tremę, przed spotkaniem z tak zacną personą - wyznał wpychając do ust ostatni smakołyk. 
 Raven pochowała do szafek wszystkie produkty i warknęła na Bestię, który rzucił jej książki w kąt. 
- A  co my ugotujemy na obiad?! - wrzasnął nagle Bestia kiedy dziewczyna zdzieliła go po głowie pięścią. 
Oparłam się o blat biorąc głęboki oddech. Stresowałam się bardziej niż inni. Boję się, że ojciec Robina mnie nie polubi. Jeżeli powie, że jestem nieodpowiednią dziewczyną dla jego syna? Albo jeżeli uzna moją "pracę" u Slade'a za zdradę? Jak mam mu to wyjaśnić? Czy może lepiej milczeć? Tyle pytań cisnęło mi się na usta ale uśmiechnęłam się i powiedziałam:
- Robimy spaghetti, a na deser upiekę ciasteczka. 
- O tak! - uśmiechnął się rozmarzony Cyborg.

  Podczas kiedy Robin i Cyborg pojechali patrolować miasto, Raven i Bestia zaszyli się w gdzieś razem ja zajęłam się  gotowaniem. Mieszałam w wielkim kotle z makaronem, doprawiałam sos, starłam żółty ser. W międzyczasie zagniotłam ciasto i wycięłam okrągłe kształty. Kiedy spaghetti było już ciepłe i gotowe do podania, a ciasteczka wstawiłam do piekarnia poszłam do swojego pokoju przebrać się w coś ładnego. 
 Zerknęłam na moje nieużywane łóżko. Każdą noc spędzam w innej sypialni, mogłabym przenieść tam swoje rzeczy. Wybrałam dżinsową spódniczkę i błękitny sweter z dekoltem w serek. Związałam włosy w kucyk i założyłam kolczyki. Umalowałam rzęsy i wróciłam do kuchni aby sprawdzić mój wypiek. 
- Uff, nie spaliłyście się - mruknęłam obserwując rosnące, rumiane ciasto. 
 Podśpiewywałam sobie pod nosem nakrywając do stołu. Poukładałam  talerze i odwróciłam się po szklanki, kiedy usłyszałam głos otwieranych automatycznie drzwi. Pomyślałam, że to Bestia wpadł aby się ze mną podroczyć więc krzyknęłam:
- Spadaj, bo jeść i tak nie dostaniesz!
- Nie zamierzam nic wyjadać - odpowiedział poważny głos a mnie zamurowało.
 Odwróciłam się w kierunku drzwi. Na progu stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o niebieskich oczach. Widać, że jest bardzo umięśniony i wysportowany. Ubrany w elegancką koszulę i dżinsy, niezwykle przystojny. Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć ale nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. 

-----------------------------------------------------
Witajcie!
Od kilku dni leżę w domu i staram wyleczyć grypę.. Rozdział pisałam o 4 nad ranem, więc jeżeli coś jest z nim nie tak to napiszcie w komentarzach śmiało ;3
Pozdrawiam <3