czwartek, 25 lutego 2016

35.



 Od zawsze śniły mi się dziwne sytuacje. Mój mózg raczył mnie surrealistycznymi wizjami w których latam, spadam przez kilkanaście minut czy jestem goniona przez watahę zombie. Nie byłam więc zdziwiona kiedy zgubiłam się we własnym mieście szukając młodszego brata, który wcale nie był znowu taki mały żeby się zgubić. Mimo wszystko bardzo się bałam i krzyczałam jego imię biegnąc znanymi dzielnicami, mijając znajome budynki. Cholera jasna, co ja powiem mamie? Przecież miałam go pilnować, a gówniarz znowu zrobił co chciał. Jestem beznadziejną siostrą. Ciągle się bijemy, nie mam cierpliwości aby pomagać mu w zadaniach domowych. Z resztą on i tak nie chce ich odrabiać. Wolimy opychać się pizzą grając w gry wideo. Mama mówi, że jestem "skrajnie nieodpowiedzialna" i powinnam być poważniejsza, ponieważ niedługo będę pełnoletnia. Mamo, czy wiesz co twoja siedemnastoletnia córka robi, kiedy zapada zmrok? Chciałabym ci o tym opowiedzieć, o moim strachu, poczuciu winy i agresji. O tym, że świat wcale nie jest czarno-biały. Nie ma ludzi do końca złych i do końca dobrych. Można powiedzieć, że jesteśmy szarzy. Nie, lepiej brzmi kolorowi. Mienimy się wszystkimi kolorami tęczy, niektórzy świecą jak gwiazdy na czarnym niebie aby nagle zgasnąć, zostawiając otępiającą czerń. Tak było z moim tatą. Był dla mnie całym światem, opiekował się mną  i nagle jego światło zgasło. Zgasło kiedy najbardziej potrzebowałam ogrzać się w jego blasku. Ale nie jestem przecież sierotą. Co ma powiedzieć Robin? Cyborg? Raven? Czy to, że przeżywamy traumy, cierpimy sprawia, że życie zastosuje wobec nas taryfę ulgową? Nie. Życie nie zna takiego pojęcia. Żeby przeżyć trzeba szukać gwiazd uczuć, które ogrzeją serca. Jeżeli przestaniemy tego robić, staniemy się zimni, obojętni jak lód..
- Jak myślicie czy ona nas słyszy? Haaloo.. Mela... 
- Bestia, jesteś tak głupi, że aż śmieszny.. 
- Próbuję nawiązać kontakt, okej? W serialach też tak robią.
 Bestia? Dlaczego słyszę go w moim śnie? A ten drugi głos.. niemożliwe. Przecież to Cyborg! Śnią mi się moi przyjaciele. Tylko dlaczego nawet w mojej głowie się kłócą? Nie mogliby choć raz zachowywać się poważnie? 
- Dajcie spokój, leży już trzeci dzień.. Nigdy nie lubiła dużo spać, co nie Robin? 
 Czułam, że robi mi się gorąco. Dlaczego Cyborg zadaje tak nietaktowne pytania? Przecież straciliśmy go, a ja śpię..
- Jeżeli nie przestaniecie to obydwoje stąd wylecicie - burknął znajomy, znudzony głos.
 Przez kilka minut panowała przykładna cisza. Słyszałam ciche buczenie jakiegoś sprzętu, kroki, otwierane i zamykane ciągle drzwi. Poczułam, że moja głowa jest.. dziwna. Jakaś taka otępiona, jakbym przedawkowała leki przeciwbólowe. 
- Założę się, że jak się obudzi to powie coś w stylu "Przepraszam was, ale jakoś tak miałam nadzieję, że ten debil James jednak jest dobry. Wiecie, nie zwalczymy zła stając się źli..
- Zamknij się, Bestia - powiedziały trzy głosy na raz.
- Właśnie, zamknij się - wychrypiałam niewyraźnie starając się otworzyć oczy. 
 Dłuższą chwilę zajęło moim oczom skupienie się na otaczającej mnie rzeczywistości. Niestety, nie raz znajdowałam się w tym miejscu. W szpitalu, na sterylnie czystym łóżku, w otoczeniu mdłych ścian i mebli pozbawionych  przedmiotów. W mojej prawej ręce dostrzegłam kroplówkę przez którą sączył się jasny płyn. Stłumiłam odruch wymiotny na jej widok i skupiłam się na twarzach otaczającej mnie czwórki.
- Ty żyjesz! - pisnął Bestia rzucając się na mnie - Myślałem, że już się nie obudzisz! Z kim jadłbym chipsy oglądając piąty sezon "Kłamczuchów"?! Z kim chodziłbym na zakupy?! Kto tępiłby ze mną Cyborga..
- Ej! Wypraszam sobie! - oburzył się Cyborg. 
 Próbując delikatnie odepchnąć duszącego mnie Bestię przyjrzałam się przyjacielowi. Był dokładnie taki sam jak dawniej: jego usta rozciągały się w szerokim uśmiechu, silne ramiona oparł wygodnie o szafkę nocną i wydawał się być niczym nie zmartwiony. Powrócił cały i zdrowy.
 Raven stojąca tuż za chłopakiem uśmiechnęła się blado. Wreszcie nie wyglądała na chorą albo zmartwioną: nie miała podkrążonych oczu ani ziemistej cery. Ubrała się w czarne dżinsy i granatowy sweter podkreślający kolor jej oczu. Nie wyglądała wcale na wiedźmę albo córkę demona. Nikt nie ma prawa jej tak nazywać.
- Dobrze, że jesteś - powiedziała cicho.
 Uśmiechnęłam się szeroko zapominając o obleśniej rurce wczepionej w moją rękę. Najbliżej okna siedział Robin ubrany w ciemne dżinsy i koszulę w kratę. Jego niebieskie oczy wydawały się błyszczeć. On nic nie mówił. Z resztą nie musiał.
- Jak wrócimy do domu kupujemy chipsy te grubo krojone, wiesz, solone..
- .. obejrzymy jakiś meczyk! - podekscytował się Cyborg.
- Nie ma bata! - wrzasnął Bestia - oglądamy nasz serial!
 Raven uniosła znacząco do góry brew.
- A kiedy obejrzę mój film dokumentalny o mrocznej poezji? 
 Bestia rozpoczął wykład o tym, że mecz piłki nożnej jest zwykłym marnowaniem energii elektrycznej a wykłady o poezji to strata czasu. 
- Chyba kupimy drugi telewizor - wymamrotałam kiedy moi koledzy zaczęli używać wulgaryzmów.
 Do pokoju weszła  pielęgniarka, wyraźnie zirytowana.
- Będą panowie zmuszeni opuścić szpital jeśli natychmiast się nie uspokoją!
- Przepraszamy - wymamrotali zażenowani.
 Mimo ogromnej radości i faktu, że wcale nie jestem zmęczona, moje powieki znowu zaczęły mi nieznośnie ciążyć. Zamrugałam kilkakrotnie ale już słyszałam wszystko coraz ciszej.
- Kurczę.. chyba zasnę.. - wymamrotałam.
 Usłyszałam śmiechy i znowu pogrążyłam się w ciemności.

***

James:
- Czy ty nie potrafisz zabijać? - kpiła sobie ze mnie  Jinx, siedząc na blacie w kuchni.
 Zacisnąłem zęby i wyciągnąłem z lodówki kolejne piwo. Nie dam się sprowokować. Chciałem ją zabić, uderzyłem z całej siły. Nie wyszło mi po prostu. Co ja na to poradzę? 
- Zabijałem setki razy więcej niż ty - zapewniłem ją spokojnie rozsiadając się na krześle.
- Mhm.. I to, że po raz kolejny nie zabiłeś twojej eks-big-love to zwykły przypadek? 
- Dokładnie tak. 
 Otworzyłem głośno puszkę, upiłem łyk. Co znowu zrobiłem nie tak? Jakim cudem Melanie przeżyła? Cwaniara, zawsze wiedziała jak się ustawić. Nawet kiedy uderzyłem ją pustym pistoletem w tył głowy.. Powinna umrzeć. Padła na asfalt, nie oddychała. To przez to, że jej "luby" sprawnie udzielił jej pomocy. No i jeszcze ta czarodziejka, która uruchomiła robota. Zielony ją osłaniał. Kurczę, oni są naprawdę zgrani. Tak jakby wcale nie potrzebowali niczyich rozkazów żeby działać. Byli jak organizm, rozumieli się bez słów. Może tego im zazdroszczę. 
- A co z tą rudą miss świata? Wiadomo? - spytała po kilkunastu minutach ciszy dziewczyna.
 Zgniotłem pustą puszkę i rzuciłem do zlewu nawet nie wstając z miejsca. 
- Z tego co słyszałem jej siostra miała dopilnować, aby więcej się tutaj nie pojawiła, tak mówił Slade.
 Jinx pokiwała głową wzruszając chudymi ramionami.
- Ale nie wiadomo czy to zrobiła. Ruda jest silna.
- Aha - przytaknąłem wspominając słynącą z urody Tytankę.
 Moje wyobrażenia na temat piękności przerwał odgłos czyichś ciężkich kroków. Obróciłem się szybko i dostrzegłem stojącego w progu Jasona. Zaciskał nerwowo pięści zezując gdzieś w bok. Kurczę, pierwszy raz widzę, że czegoś się boi. 
- Co jest? Czyżby twoja drużyna przegrała mecz? - spytała Jinx uśmiechając się szyderczo.
 Zaśmiałem się i dodałem:
- Albo jakaś cycata lalka dała ci znowu kosza? 
 Jason przełknął nerwowo ślinę i powiedział zdecydowanie zbyt cicho:
- Mój ojciec przyjedzie do Jump City.


***


- ŻE CO?! BRUCE WAYNE TU PRZYJEDZIE?! - piszczał Bestia biegając po salonie w samych kalesonach.
- Melanie, zamknij oczy - nakazał Robin a ja posłusznie zacisnęłam powieki, czekając aż mój przyjaciel znajdzie spodnie. 
 Zajęło mu to dłuższą chwilę ponieważ cały nasz salon i aneks kuchenny wyglądały tak jakby nie sprzątano w nich przez miesiąc. Raven pojechała z Cyborgiem na zakupy ponieważ lodówka była przeraźliwie pusta. Po całym salonie walały się brudne naczynia, gazety, dokumenty, płyty, gry, ubrania Bestii i jakaś niebieska, damska odzież (nie wnikam skąd ona się tutaj wzięła). 
- To ja może powkładam naczynia do zmywarki - zaproponowałam obserwując z przerażeniem jak bose stopy Bestii depczą księgę Raven.
- Świetny pomysł. Ja pozbieram śmieci.
 Bestia wreszcie nie odstraszał nas swoją nagością, więc postanowił dla odmiany zepsuć nam humor swoim lenistwem. Rozsiadł się wygodnie na kanapie i włączył telewizję.
- Ruszaj swoją zieloną dupę w troki i sprzątaj swoje ubrania - warknął Robin rzucając w niego pustą butelką po soku.
 Przez następne pół godziny kłócili się o to, co kto ma sprzątać. Ja w tym czasie doprowadziłam do normalnego wyglądu kuchnię a z salonu znikły wszystkie naczynia. Szorowałam właśnie zlew kiedy Cyborg i Raven wtaszczyli wszystkie siatki z zakupami. Cyborg otworzył paczkę krakersów i zaczął głośno chrupać.
- Nie wiem jak wy, ale ja mam tremę, przed spotkaniem z tak zacną personą - wyznał wpychając do ust ostatni smakołyk. 
 Raven pochowała do szafek wszystkie produkty i warknęła na Bestię, który rzucił jej książki w kąt. 
- A  co my ugotujemy na obiad?! - wrzasnął nagle Bestia kiedy dziewczyna zdzieliła go po głowie pięścią. 
Oparłam się o blat biorąc głęboki oddech. Stresowałam się bardziej niż inni. Boję się, że ojciec Robina mnie nie polubi. Jeżeli powie, że jestem nieodpowiednią dziewczyną dla jego syna? Albo jeżeli uzna moją "pracę" u Slade'a za zdradę? Jak mam mu to wyjaśnić? Czy może lepiej milczeć? Tyle pytań cisnęło mi się na usta ale uśmiechnęłam się i powiedziałam:
- Robimy spaghetti, a na deser upiekę ciasteczka. 
- O tak! - uśmiechnął się rozmarzony Cyborg.

  Podczas kiedy Robin i Cyborg pojechali patrolować miasto, Raven i Bestia zaszyli się w gdzieś razem ja zajęłam się  gotowaniem. Mieszałam w wielkim kotle z makaronem, doprawiałam sos, starłam żółty ser. W międzyczasie zagniotłam ciasto i wycięłam okrągłe kształty. Kiedy spaghetti było już ciepłe i gotowe do podania, a ciasteczka wstawiłam do piekarnia poszłam do swojego pokoju przebrać się w coś ładnego. 
 Zerknęłam na moje nieużywane łóżko. Każdą noc spędzam w innej sypialni, mogłabym przenieść tam swoje rzeczy. Wybrałam dżinsową spódniczkę i błękitny sweter z dekoltem w serek. Związałam włosy w kucyk i założyłam kolczyki. Umalowałam rzęsy i wróciłam do kuchni aby sprawdzić mój wypiek. 
- Uff, nie spaliłyście się - mruknęłam obserwując rosnące, rumiane ciasto. 
 Podśpiewywałam sobie pod nosem nakrywając do stołu. Poukładałam  talerze i odwróciłam się po szklanki, kiedy usłyszałam głos otwieranych automatycznie drzwi. Pomyślałam, że to Bestia wpadł aby się ze mną podroczyć więc krzyknęłam:
- Spadaj, bo jeść i tak nie dostaniesz!
- Nie zamierzam nic wyjadać - odpowiedział poważny głos a mnie zamurowało.
 Odwróciłam się w kierunku drzwi. Na progu stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o niebieskich oczach. Widać, że jest bardzo umięśniony i wysportowany. Ubrany w elegancką koszulę i dżinsy, niezwykle przystojny. Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć ale nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. 

-----------------------------------------------------
Witajcie!
Od kilku dni leżę w domu i staram wyleczyć grypę.. Rozdział pisałam o 4 nad ranem, więc jeżeli coś jest z nim nie tak to napiszcie w komentarzach śmiało ;3
Pozdrawiam <3

wtorek, 9 lutego 2016

34.

- Powiedz, jak bardzo mnie kochasz, mała - mruczał Robin trzymając moją koszulkę wysoko uniesioną, tak abym nie mogła jej dosięgnąć.
 Siedzieliśmy na łóżku w jego pokoju, ja próbując uczyć się historii a on rozpraszając moją uwagę. Ze złością rzuciłam w niego zeszytem od angielskiego. 
- Jesteś głupi jak but! - krzyknęłam odsuwając się - przez ciebie nic się nie nauczę! 
  Uśmiechnął się rozbawiony i objął mnie ramieniem. Chciałam go odepchnąć ale nie miałam na tyle siły. Westchnęłam więc zniecierpliwiona i zamknęłam podręcznik. Pocałował mnie w policzek.
- Uwielbiam cię denerwować.
- Zobaczymy czy będziesz taki mądry, kiedy zaczną ci się palić gacie - mruknęłam.
- Zawsze, kiedy cię widzę palą mi się gacie - wyznał.
- Jesteś niemożliwy - jęknęłam. 
 Usłyszeliśmy kroki na korytarzu więc odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Ponieważ siedziałam na krawędzi łóżka, spadłam z głośnym hukiem na podłogę. Skrzywiłam się czując jak plecy pulsują mi boleśnie. Zatroskany Robin nachylił się żeby sprawdzić czy nic mi nie jest i zaraz wybuchł śmiechem na widok mojej miny.
- Bardzo.. ś-śmieszne - wymamrotałam i w tym samym momencie w drzwiach pokoju stanęła Raven. 
 Na widok mnie leżącej na podłodze, Robina siedzącego na łóżku i spoglądającego na mnie z góry zrzedła jej nieco mina. 
- Co wy wyprawiacie? - spytała znudzona. 
- My tylko.. ee.. - spróbowałam niezdarnie wstać. 
 Kiedy wreszcie doprowadziłam się do porządku a Robin przestał cieszyć się jak głupi Raven odetchnęła głęboko. Miała fioletowe cienie pod oczami i była jeszcze bledsza niż zwykle. Wyglądała na bardzo zmęczoną,
- To dzisiaj. Dzisiaj jesteśmy umówieni z Gizmo - wyjaśniła.

***

  Słońce chyliło się już ku zachodowi. Jak zwykle nie przygotowałam się do szkoły, nie posprzątałam w kuchni i nie jadłam nic od śniadania. Czas wydaje mi się przeciekać między palcami, a kiedy jesteśmy z Robinem sami zapominam o całym świecie. Możemy godzinami się przekomarzać, żartować i śmiać się jak głupi. Ale koniec z tym, nakazałam sobie twardo. Od dzisiaj uczę się przynajmniej dwie godziny dziennie i regularnie sprzątam. 
- Jak ja nie znoszę tego kurdupla - wymamrotała Raven przepuszczając mnie w drzwiach przed mieszkaniem Gizma. 
 Wywróciłam teatralnie oczami. W tym momencie myślałam tylko o Cyborgu. 
- O, co to się stało? Wiedźma i blondyna same? - zakpił chłopięcy głosik gdzieś z drugiego pokoju. 
 Raven policzyła cicho do dziesięciu a ja krzyknęłam głośno:
- Powiedz co mamy zrobić! 
 Gizmo pojawił się tuż przede mną, niosąc srebrny prostokącik. Chłopiec był tak malutki, że musiałam schylić się aby nie patrzeć na niego z góry. Był poirytowany i wyraźnie niezadowolony z obecności mojej przyjaciółki. Nie rozumiem dlaczego Robin uparł się żeby Raven mi towarzyszyła, równie dobrze mogłabym przyjść tutaj sama. Ale przecież on jest naszym liderem i musimy wykonywać jego polecenia. Poczułam, że się rumienię.
- Więc słuchaj, laleczko. Musicie unieszkodliwić blaszaka i podłączyć do jego sytemu to urządzenie - wskazał na prostokącik - dzięki temu będę mógł usunąć wirusa, który nim steruje.
 Pokiwałam głową biorąc od niego sprzęt. Uśmiechnęłam się wdzięcznie a on tylko się skrzywił.
- Może nie zauważyłeś, mały odkrywco, ale my nie mamy pojęcia gdzie on teraz jest - warknęła stojąca tuż za mną Raven.
- Tępaki, zaraz wam pokażę..
 Gizmo zaprowadził nas do sąsiedniego pokoju. Panował tam okropny bałagan, wszędzie walały się kartonowe pudełka, płyty CD i kable. Nad niewielkim, drewnianym stolikiem wsiał duży, plazmowy telewizor. Chłopiec włączył komputer i zaczął nienaturalnie szybko przyciskać klawisze klawiatury. Nauczyciel informatyki byłby zachwycony, pomyślałam. 
- Ta czerwona kropka to wasz kumpel.
 Poczułam, że krew odpływa mi z twarzy. Cyborg znajdował się obok siedziby Slade'a.

***

- NIE POJEDZIESZ! - wrzasnął Robin tak głośno, że Raven wytrzeszczyła zdumiona oczy
 Zapięłam bluzę o wiele szybciej niż normalnie.
- Właśnie, że pojadę! To mój przyjaciel! - krzyknęłam zadzierając głowę, żeby spojrzeć mu prosto w oczy.
- Nie. To rozkaz - powiedział wściekły.
 Uniosłam do góry brew. Twierdził, że nie mogę zbliżać się do Jamesa po tym co ostatnio się stało. Ale chyba nie uważał, że będę sobie smacznie spała w wież kiedy moi przyjaciele będą narażać własne życie? 
- Wiesz gdzie możesz sobie wsadzić te swoje rozkazy? - spytałam spokojnie.
- Ty mała, podła.. - zacisnął dłonie w pięści ale Raven postanowiła zainterweniować:
- Robin, jeżeli chce to niech idzie. Przecież nie jest bezbronna.
 Jego mina wskazywała, że jest dokładnie odwrotnie ale już się nie odzywał. Zamiast tego zatrzasnął drzwiczki samochodu Cyborga z taką siłą,  że szyby niepokojąco zadrżały. Usiadłam z tyłu i odwróciłam się w kierunku szyby. Będę ignorować jego idiotyczne spojrzenia. Raven usiadła na siedzeniu obok kierowcy i włączyła radio. Podawali właśnie lokalne wiadomości.
- ... policja prosi o zachowanie ostrożności..
- Czemu ty mnie nigdy nie słuchasz? 
- ... w związku z licznymi..
 Zacisnęłam usta i skupiłam się na rozmytym obrazem za oknem. Drzewa zdawały się zlewać w jeden żywopłot.
- Ale widocznie masz w dupie to, że się o ciebie martwię i że mi na tobie zależy - dokończył dociskając pedał gazu
 Raven zamurowało.
- Mi też na tobie zależy, kurwa - warknęłam.
 Mimo złości uśmiechnął się rozbawiony. 
- Ee.. chyba już powinniśmy zwolnić, co? - spytała Raven przerywając naszą dziwną wymianę zdań. 
 Zatrzymaliśmy się na poboczu. Kilka minut biegliśmy truchtem rozglądając się dookoła. Wytężałam wzrok mając nadzieję dostrzec gdzieś mojego przyjaciela. Nic z tego, jest zbyt ciemno, mało tutaj latarni.
- Mamy wejść do domu Slade'a? To są chyba jakieś jaja.. - mruknęłam.
  Nagle po drugiej stronie ulicy ktoś wybuchł głośnym śmiechem. Zmrużyłam oczy i dostrzegłam dwie wysokie postacie. Jak mogliśmy ich nie zauważyć?
- Melanie myśli tylko o jajach - skomentował Czerwony X.
- Biorąc pod uwagę to z kim się teraz spotyka.. cóż.. bez komentarza.. - zadrwił James.
 Robin wyciągnął z kieszeni mały dysk, Raven uniosła się kilka centymetrów nad ziemią mamrocząc zaklęcia. Czerwony X wskazał na coś tuż za naszymi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam Cyborga. Mierzył do mnie ze swojej broni. Odruchowo posłałam w jego kierunku ogromy głaz, który uderzył go na tyle mocno, że chłopak upadł nieprzytomny.
- Co ja zrobiłam.. - jęknęłam przerażona podbiegając do niego.
 Ale Raven i Robin walczyli z naszymi przeciwnikami. 
 Dotknęłam ramienia nieprzytomnego przyjaciela. Usta miał lekko otwarte, oddychał powoli. Czyli żyje! Pogrzebałam chwilę w kieszeni, wyciągnęłam z niej sprzęt, który wręczył mi Gizmo. Musiałam nieźle się wysilić aby przewrócić Cyborga na brzuch. Znalazłam przycisk na plecach i umieściłam srebrne pudełeczko modląc się żeby zadziałało.
- Eee.. Gizmo, możesz już działać - szepnęłam czując się jak skończona idiotka. 
 Nie wiem czy zrozumiał, ale usłyszałam potworny dźwięk. Chrzęst łamanej kości. To Robin złamał Jamesowi kość w ręce. Wstałam tak szybko aż zakręciło mi się w głowie. James leżał na drodze, bezbronny a Robin celował do niego  z broni. Przecież nie może mu nic zrobić. On nie jest taki. Szłam jak w transie, nie panując nad tym co robię. Położyłam dłoń na ramieniu Robina.
- Nie - nakazałam mu.
 Podeszłam do Jamesa i przyjrzałam się jego wykrzywionej pod dziwnym kątem ręce. Popatrzyliśmy sobie prosto w oczy. Zielone, piękne oczy. Co ja robię?
 Odwróciłam się w kierunku wściekłego Robina i powiedziałam:
- Wszystko dobrze, on.. 
 W tym samym momencie poczułam dotkliwy ból z tyłu głowy i straciłam przytomność.

wtorek, 19 stycznia 2016

33.

 Nienawidziłam swojego wyglądu. Od zawsze. Myślałam, że jestem brzydka, gruba i tak dalej. Nie chciałam na siebie patrzeć, dlatego unikałam luster jak ognia. Męczyło mnie robienie makijażu, układanie włosów i przymierzanie ubrań. Na moją i tak słabą samoocenę wpłynął dodatkowo fakt, że nie miałam w ogóle powodzenia u płci przeciwnej. Nie żebym się tym przejmowała. Pogodziłam się z faktem, że raczej nie znajdę chłopaka, nie przeżyję szalonego "love story" i jedyne na co mogę w życiu liczyć to ukończenie studiów, chodzenie do pracy i zajadanie słodyczy przed telewizorem. Przynajmniej nie będę się miała dla kogo odchudzać, myślałam. 
 Ale tej nocy mój punkt myślenia zmienił się diametralnie. Można powiedzieć, że przez ostatnie kilka godzin całkowicie zmieniłam sposób myślenia. O sobie, o przyszłości. Gdyby ktoś powiedział mi "jesteś piękna" zastanawiałabym się czy sobie żartuje. Ale tym razem było inaczej. Kiedy leżeliśmy obok siebie, Robin powiedział "jesteś piękna" a ja po raz pierwszy  właśnie taka się czułam. Tej jednej nocy wszystko pasowało do siebie idealnie. 
 Deszcz siekł w szyby pokoju Robina wybijając rytmiczne werble. Otworzyłam oczy i zerknęłam w bok. Chłopak spał obejmując mnie ramieniem. Westchnęłam i delikatnie wyswobodziłam się z jego objęć. Chwyciłam leżącą  na podłodze koszulkę i szybko się ubrałam. Była na mnie o wiele za duża i pachniała męskimi perfumami. 
- Wariatko, ty zawsze wiesz jak się wpakować w niezły pasztet - szepnęłam nie mogąc odnaleźć spodni. 
 Zerknęłam na zegarek. Dochodziła szósta rano. 
Wzięłam szybki prysznic starając się przekonać siebie, że to co się wydarzyło to nie był sen. Splotłam włosy w warkocz, ubrałam się w dżinsy i sweter. Kiedy znalazłam się wreszcie w moim pokoju spakowałam do plecaka potrzebne podręczniki a bluzkę należącą do Robina ułożyłam na moim łóżku. 
 W kuchni panował taki sam bałagan jak zawsze. Dzisiaj po lekcjach posprzątam, obiecałam sobie. Zjadłam szybko płatki zbożowe, podziwiając deszcz bijący w całą, wielką szybę. Zrobiłam dwie, duże kanapki i spakowałam litrowy sok pomarańczowy.
 Ubrałam się w kurtkę i naciągnęłam kaptur na głowę. Jeżeli będę szybka uda mi się odwiedzić Bestię przed lekcjami.



***
  
 Do szpitala było dosyć blisko. Wystarczyło, że od wieży doszłam do przystanku autobusowego i wystarczyło dwadzieścia minut jazdy żeby znaleźć się przed wielkim, białym budynkiem. Naciągnęłam kaptur, starając się zasłonić twarz przed zimnymi kroplami. Szpital zawsze źle mi się kojarzył, byłam w nim tylko raz i wtedy odeszła ode mnie osoba, którą kochałam. Westchnęłam i pchnęłam drzwi. 
 W środku mnóstwo było osób czekających na swoją kolej, pielęgniarek siedzących za biurkami i uzupełniających dokumentację. Zdezorientowana zaczęłam szukać jakiejś informacji, gdzie mieści się interesujący mnie oddział. 
- Przepraszam, mogę w czymś pani pomóc? - zwróciła się do mnie pulchna pielęgniarka po czterdziestce. 
 Kiedy wyjaśniłam jej o co mi chodzi wskazała mi na schody. 
 Mijałam mdłe korytarze, czułam charakterystyczny zapach lekarstw i środków odkażających. Zawsze bałam się szpitali. Kojarzyły mi się  z cierpieniem. 
 Pchnęłam białe drzwi z mosiężną czterdziestką i zamarłam w przejściu. 
 Bestia spał w niewielkim, białym łóżku podłączony do jakiejś aparatury. Oddychał spokojnie, nawet delikatnie się uśmiechał jakby śniło mu się coś miłego. Raven siedziała obok niego trzymając go za rękę. Wpatrywała się w jego twarz jakby to był najcenniejszy widok na świecie. Raven się uśmiechała. Zaczęłam się wycofywać kiedy dziewczyna podniosła na mnie wzrok:
- Co się działo w nocy? - spytała a uśmiech powoli znikał z jej twarzy. 
 A nic takiego. Po tym jak mój najlepszy przyjaciel został postrzelony w nogę przez mojego byłego przyjaciela wróciłam do wieży w której razem z liderem Młodych Tytanów oddawałam się pewnym czynnościom, które ze względu na swoją specyfikę są dozwolone od osiemnastego roku życia. Naprawdę nic wielkiego.
- Hmm.. spaliśmy - wyjąkałam. W końcu to poniekąd prawda.
Raven kiwnęła głową i przeniosła wzrok z powrotem na śpiącego Bestię. Podeszłam do niej i otworzyłam plecak. Położyłam kanapki i sok na szafce nocnej.
- Dzięki, nie miałam czasu nawet iść po coś do jedzenia - mruknęła Raven.
- Nie ma sprawy. Co z nim? 
 Dziewczyna westchnęła głęboko jakbym zadała niezwykle trudne pytanie. Zmarszczyła czoło, nigdy nie widziałam jej tak zmartwionej.
- Stracił dużo krwi, ale wyjdzie z tego. Lekarze są dobrej myśli. Z nogą też będzie wszystko w porządku, gdyby kula przeszyła tętnicę.. 
 Robiło mi się słabo na samą myśl o tym. James zabiłby Bestię, mimo, że chciał zabić mnie. Nie, to Slade chce mojej śmierci, on tylko wykonuje jego polecenia. Szlag by trafił ich wszystkich.
- Przepraszam za to, że straciłam nad sobą kontrolę i musiałaś mnie powstrzymywać... 
- Nic się nie dzieje - szepnęłam myślami będąc już daleko stąd.
 Pożegnałam się, spojrzałam na nieprzytomnego przyjaciela i naciągnęłam kaptur na czoło. Muszę jeszcze przesiedzieć kilka godzin na lekcjach.



***



  Na angielskim omawialiśmy "Wichrowe Wzgórza", notowałam wszystkie najważniejsze informacje. Podczas matematyki udawałam, że rozumiem wszystkie wyrażenia algebraiczne chociaż była to dla mnie czarna magia. Na hiszpańskim był sprawdzian z gramatyki, na szczęście umiałam podstawy z resztą sobie poradziłam. Podczas przerwy na lunch jadłam kawałek pizzy i wyglądałam co chwilę przez okno, obserwując zachmurzone niebo i mokry, szkolny dziedziniec. Na historii wysłuchałam wykładu o drugiej wojnie światowej, zerkając do podręcznika i podkreślając najważniejsze fragmenty flamastrem. Na wfie graliśmy w koszykówkę. Kiedy wreszcie nadeszła biologia miałam ważenie, że zegar stojący obok tablicy specjalnie porusza wolno wskazówkami. Udawałam skupioną paplaniną nauczyciela na temat fotosyntezy roślin a w rzeczywistości modliłam się o przerwę. Kiedy wreszcie zabrzęczał upragniony dzwonek poderwałam się z miejsca zapominając o zapisaniu pracy domowej. 
 Przemierzając korytarze naciągnęłam na siebie kurtkę, na szczęście przestało już padać. Pchnęłam szkolne drzwi i wyszłam na zachmurzony dziedziniec. Z powodu tłumu miałam początkowo trudności ze zbiegnięciem ze schodów ale w końcu mi się udało. 
 Wreszcie wolna. Chciałam już skierować się w kierunku przystanku autobusowego kiedy mój wzrok padł na znany, czerwony motocykl. Serce zaczęło mi bić dwa razy szybciej niż normalnie. 
- Hej, czy on chodzi do naszej szkoły ? - usłyszałam pytanie niskiej drugoklasistki.
 Robin, ubrany w jasne dżinsy i skórzaną kurtkę szedł w moją stronę. Nie uśmiechał się, minę miał zatroskaną. Dostanę chyba przez niego zawału. Jeżeli stan Bestii się pogorszył to chyba zacznę tutaj płakać.
- Co się stało? - spytałam przerażona poprawiając nerwowo plecak na ramieniu.
- A coś się musiało stać? - spytał zdziwiony unosząc brwi - przyjechałem tylko po ciebie.
- A.. dobra - bąknęłam cała czerwona opuszczając wzrok na moje buty. 
 Przypomniały mi się te wszystkie sceny z ubiegłej nocy. 
- Myślałem, że po tym co się między nami wydarzyło nie będziesz już się bała - uśmiechnął się rozbawiony moim zachowaniem. 
 Przełknęłam nerwowo ślinę starając się nie pamiętać o tym jak zgubiłam moją bluzkę w jego sypialni. Odważyłam się wreszcie spojrzeć na jego rozbawioną twarz i wreszcie się roześmiałam.
- Problem w tym, że chyba podarłeś moją koszulkę.
 Złapał mnie za rękę i poprowadził w kierunku motoru.
- Kupię ci nową, ładniejszą - obiecał podając mi kask.
- W takim razie ja oddam ci twoją. 

***

James:
- Do jasnej cholery, jak to nie mogłeś jej zabić?! - wrzasnął Slade uderzając pięścią w klawiaturę.
 Stałem obok Jasona w tej zapyziałej kryjówce mojego szefa, który był delikatnie mówiąc zirytowany tym, że nie zabiłem dziewczyny, którą kocham. Uderzyłem ją, kopnąłem. Zasłużyła na to, chciałem aby Slade się od niej odczepił. Ale kiedy wymierzyłem do niej z pistoletu, kiedy ujrzałem jak leży, bezbronna i nieszkodliwa nie potrafiłem pozbawić jej życia. Jak mogłem zabić kogoś dzięki komuś poczułem się lepszy? Melanie sprawiła, że uświadomiłem sobie, że mogę inaczej żyć. Mam wybór. 
- Nie potrafiłem.. - powiedziałem ale Jason mi przerwał:
- Bo chce ją.. no wiadomo co. Slade, zdajesz sobie sprawę z tego jaką ona jest bronią w rękach mojego cudownego braciszka? 
 Slade wstał powoli.
- Zawiodłem się na tobie, James. 
 Westchnąłem zniecierpliwiony. Prawie zabiłem tego zielonego, o co mu chodzi?
- Nie rozumiem twojej słabości do tej szmaty..
- Nie mów tak o niej! - wrzasnąłem.
 Slade musiał być w szoku, pierwszy raz mu się postawiłem. Jason uśmiechnął się złośliwie.
- Zobacz to, gwarantuję ci, że będziesz pragnął jej śmierci tak samo jak ja.
  Na wielkim monitorze dostrzegłem moją Melanie, która przytula się do Robina. Chłopak uśmiecha się rozbawiony i uruchamia motocykl. Pocałował dziewczynę w rękę a ja poczułem jak zalewa mnie fala nieopisanej wściekłości.


-----------------------------------------------------------------
Cześć i czołem! :D
Starałam się jak najszybciej napisać ten rozdział, żebyście nie musieli długo czekać. Dziękuję wszystkim za komentarze, to naprawdę motywuje.. Nie ma nic lepszego, kiedy po tym jak poświęcisz czas na napisanie rozdziału pojawiają się pod nim komentarze (również te krytyczne). Jeżeli coś Wam się nie podoba "walcie śmiało".
Ja i moje cudowne przyjaciółki-bloggerki  mamy pewną niespodziankę ale o tym później.. :D

Pozdrawiam serdecznie :*

sobota, 9 stycznia 2016

32.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy otarłam się o śmierć tyle razy. Było kilka takich sytuacji, że mało brakowało a nigdy nie otworzyłabym już oczu. To takie dziwne: wstajesz i nie wiesz czy dożyjesz wieczora. Ale zawsze podnosiła mnie na duchu świadomość, że nie narażam mojej rodziny. Sama jestem na celowniku. Wielu celownikach.  
- Stęskniłem się za tobą, piękna - James położył mi dłoń na ramieniu.
 Wstałam czując ciepło bijące z jego ciała. Nadal trzymał pistolet przy mojej szyi, mogłam przysiąc, że się uśmiecha. Mój strach, panika ludzi znajdujących się w pubie - to wszystko sprawiało mu głęboką satysfakcję. Uwielbiał kiedy ludzie się go bali, miał poczucie kontroli  nad nimi wszystkimi. Zadrżałam. James jest taki sam jak Slade. Jak mogłam mieć kiedyś wątpliwości? Gdyby czuł do mnie to co ja do niego, nie dociskałby teraz broni do mojej szyi prawda? Opuścił rękę i objął mnie w talii. Starałam się nie ruszyć nawet o milimetr, jeśli pociągnie za spust..
- LUDZIE! LUDZIE! POMOCY! - wrzeszczała pulchna kelnerka wymachując pustą tacą. 
- Och, zamknij się - warknęła niska, różowo włosa dziewczyna. 
 Weszła do baru ubrana w czarny płaszcz a jej oczy świeciły niespokojnym blaskiem. Kosmyk opadł jej na czoło, twarz wykrzywiła w niezdrowym uśmiechu. Była pewna zwycięstwa. Jinx zajęła miejsce tuż obok Jamesa i mnie przyglądając się Raven. Niezdrowa fascynacja na jej twarzy przeraziła mnie nie na żarty.
 Tytani stali jak sparaliżowani. Nie wiedzieli co zrobić. jeżeli ruszą się choćby o krok zostanę zabita w ułamku sekundy. Cała trójka stała obok siebie z zaciśniętymi pięściami i zaciętymi minami. Robin wpatrywał się w Jamesa z z nieskrywaną odrazą. 
- No to co? - James szarpnął mną lekko - Pozwolicie mi się z nią trochę zabawić zanim ją zabiję? 
 Bestia zapomniał chyba, że jest w ludzkiej postaci bo warknął jak zwierzę. Przerażona kelnerka wybiegła z pubu razem z jedynym klientem. Drzwi zatrzasnęły się z głuchym trzaskiem. 
- Nie próbuj swoich sztuczek, wiedźmo - syknęła Jinx - będę wiedziała, że coś kombinujesz. 
 Raven zacisnęła zdegustowana usta. Widocznie próbowała użyć któryś ze swoich zaklęć nie wypowiadając ich formuły na głos. Nic nie było w stanie mnie uratować. 
- Czego chcecie? - spytał Robin. 
- Slade nigdy nie wybacza. Nigdy nie zapomina, szczególnie swoim byłym przyjaciołom - wyjaśnił James a ja poczułam jego ciepły oddech na policzku. 
- Zabij mnie teraz, przestań pierdolić - warknęłam. 
- O nie, kochanie. Mi też jesteś coś winna - zaśmiał się. 
 Nie mam pojęcia w jaki sposób Jinx to zrobiła, ale uwięziła Tytanów w ogromnym, zielonym polu. Bestia chciał z niego wyjść ale napierał na przezroczystą ścianę i nic to nie dało. Byli uwięzieni jak w klatce. Dziewczyna stała z rozwartymi ramionami sycząc nieznane mi słowa podczas kiedy Raven poruszała szybko ustami ze skupioną miną. Wyglądało to jak pojedynek. 
 Sekundę później James pchnął mnie na jeden ze stolików. Uderzyłam się w głowę, miałam wrażenie, że zaraz zacznę płakać. Podniosłam się szybko ignorując pulsujący ból. 
 Chłopak znalazł się przy mnie w ciągu kilku sekund. Uderzył mnie z całej siły w twarz, znowu się zachwiałam. Fala bólu w prawej części twarzy. Znowu straciłam równowagę. Kopnął mnie w lewy bok. Jęknęłam a chwilę później nadepnął na moją nogę. Łzy ciekły mi ciurkiem po policzkach ale nie krzyczałam. Nie dam mu tej satysfakcji, umrę z podniesionym czołem. 
 Znowu wymierzył we mnie broń. Dostrzegłam słuchawkę w jego uchu, Slade musiał wydawać mu szczegółowe instrukcje. Zielone oczy, kasztanowe włosy, łobuzerki uśmiech - wszystko tak jak dawniej. 
- Na co czekasz? - wychrypiałam niewyraźnie - Strzelaj.
 Jego pewność siebie ustąpiła miejsce zawahaniu. Dłonie zaczęły drżeć, pistolet zboczył lekko z kursu. Zacisnął usta jakby był czymś zdenerwowany. Oddychał teraz szybciej.
- Zabij mnie! - wrzasnęłam zaciskając dłonie w pięści. 
- Nie.. co się ze mną dzieje? - spytał sam siebie.
 Podniosłam się do pozycji siedzącej. Wszystkie poranione miejsca dały o sobie znać.
- Właśnie co się dzieje? Nie potrafisz zabić zwykłej dziewczyny? Gdzie ten twardziel? - szydziłam. 
 Skąd we mnie tyle głupoty? Może przez te wszystkie niebezpieczne sytuacje zwariowałam? 
 Rozległ się głośny huk. Spojrzeliśmy jednocześnie w to samo miejsce. Bariera, którą stworzyła Jinx pękła. Tytani byli wolni. Raven rzuciła się na swoją rywalkę a Bestia ruszył pędem ku nam.
 To stało się tak szybko jak na filmie akcji. James pociągnął za spust. Pocisk ugodził Bestię w prawe udo. Chłopak upadł a krew sącząca się z jego nogi zaczęła tworzyć czerwoną kałużę. Zamknął oczy. Nie ruszał się.
- BESTIA! - wrzasnęłam biegnąc w jego kierunku - BESTIO!
 Raven ogarnęła taka rozpacz, że straciła kontrolę nad swoją mocą. Jinx została odepchnięta z taką siłą, że uderzyła w stół, który złamał się pod jej ciężarem. Straciła przytomność.    
  Klęknęłam przy przyjacielu zalewając się łzami.
- Obudź się, obudź, błagam cię.. 
 Robin odsunął mnie brutalnie na bok. Zaczął wykonywać opaskę uciskową na zmaltretowanej nodze. Krwi było tyle, że pobrudziłam nią spodnie. Raven dygotała na całym ciele a na jej twarzy wymalowana była żądza mordu.
- ZABIJE WAS! PARSZYWE SUKINSYNY! - wrzasnęła grubszym niż zazwyczaj głosem.  
 Jej oczy zrobiły się wściekle czerwone. Wyglądała jak potwór. 
- Raven, nie.. - jęknął Robin - Powstrzymaj ją - nakazał mi.
 Wstałam szybko i rzuciłam się na dziewczynę. Próbowała uwolnić się z mojego uścisku ale byłam dużo wyższa i silniejsza więc dała za wygraną. James zabrał Jinx i uciekł. 
 Podeszłam do Robina i wyciągnęłam z jego kieszeni telefon. Wezwałam karetkę.
- Nic już nie jestem w stanie zrobić - oznajmił Robin cały ubrudzony we krwi. 
- Za chwilę będzie tu pogotowie - szepnęłam zerkając na Raven. 
 Opanowała się, jedynie drżące usta świadczyły o targających nią emocjami. 
 Staliśmy tak kilka minut, patrząc na nieprzytomnego przyjaciela. Wydawało mi się, że zanim usłyszeliśmy wycie syreny obwieszczającej przyjazd karetki minęła wieczność.
 Robin wyjaśnił ratownikom medycznym co się stało i w jaki sposób udzielił Bestii pomocy. Mężczyźni kiwnęli głowami i ułożyli rannego na noszach. Wnieśli go to pojazdu i chcieli już zamknąć drzwiczki kiedy Raven wsiadła tuż za nimi.
- Muszę przy nim być - warknęła widząc oburzone spojrzenie lekarza. 
- Dobrze, dobrze - bąknął speszony.
 Odjechali a ja z nadmiaru emocji miałam wrażenie, że zaraz stracę przytomność. Oparłam się o silne ramię mojego towarzysza i wzięłam głęboki oddech.
- Wracamy do domu.

***


  Byliśmy w wieży tylko we dwoje. Może to efekt mojej wyobraźni, ale im mniej w osób w niej przebywa tym większa się wydaje. Zdziwiłam się jak szybko ten luksusowy budynek stał się mi drogi jak mój własny dom. Myślałam o jego mieszkańcach, martwiłam się o każdego z nich. 
 Robin usiadł na kanapie i ukrył twarz w dłoniach. Był załamany.
- Hej - szepnęłam siadając obok - to nie jest twoja wina. 
- Tak? To czyja? Jestem beznadziejny, pozwoliłem Slade'owi zniszczyć Tytanów.
 Zdjął maskę i położył ją na stoliku. Przez wielkie okna zaglądał nieśmiało blady księżyc, stanowił jedyne oświetlenie ponieważ nie zapaliliśmy światła. Czarne niebo zdawało się odpowiadać mojemu obecnemu nastrojowi: rozpacz i beznadzieja. 
- Nic o tobie nie wiem - mruknęłam.
 Wydawał się zdziwiony tą nagłą zmianą tematu. 
- Wiesz, ja o tobie też nie - uśmiechnął się blado. 
 Przeniosłam wzrok na zabałaganioną kuchnię. W zlewie piętrzył się stos brudnych talerzy a na blacie pełno było okruchów ciemnego chleba. Pewnie to Bestia nie posprzątał po śniadaniu. A Raven zostawiła swój ulubiony kubek po kawie.
- Pytanie za pytanie? - spytałam rozbawiona. 
 Oparł się wygodnie o kanapę i wpatrzył w księżyc. Kurczę, jest naprawdę bardzo przystojny. Jak mogłam mieć za złe tej kelnerce, że tak się na niego gapi?
- Zgoda. Co chciałabyś studiować? - spytał. 
Wybuchłam śmiechem. Rzeczywiście bardzo trudne, prywatne pytanie.
- Nie wiem. Myślę o literaturze amerykańskiej albo dziennikarstwie - wyznałam przerażona wizją nachodzących egzaminów - A ty.. Opowiesz mi coś o swoim dzieciństwie? - spytałam nieśmiało.
 Przez twarz Robina przemknęło całe mnóstwo emocji: od złości po żal. Przygryzłam wargę plując sobie w brodę, że jestem taka nietaktowna. 
- To przez takich jak Slade moi rodzice nie żyją. Byli akrobatami, występowali w cyrku. Zabierali mnie wszędzie ze sobą - uśmiechnął się słabo - kiedy odeszli, myślałem, że to koniec świata. Chciałem umrzeć. Ale wtedy pojawił się Bruce.. gdyby nie on, nie wiem co by się ze mną stało.
 Zadrżałam. Wyobraziłam sobie słodkiego chłopczyka o niebieskich oczach, patrzących na sylwetki swoich zmarłych rodziców. Robin walcząc z przestępczością mści się. Ale czy nigdy nie chciał wymierzyć sprawiedliwości w myśl zasady "oko za oko"? Czy nigdy nie kusiło go, żeby pozbawić życia? 
- A jak to było z twoim ojcem? - spytał po dłuższej chwili. 
 Wielka gula pojawiła mi się w gardle. Musiałam odchrząknąć żeby się jej pozbyć. Wspomnienie taty zawsze napełniało mnie tęsknotą i smutkiem. Często śniłam o pędzących samochodach, które wpadają na wysokiego, jasnowłosego mężczyznę.. I później uciekają z miejsca zdarzenia, nie udzielając mu niezbędnej pomocy.
- On.. zginął w wypadku. Jak byłam dzieckiem. Bardzo.. bardzo mi go brakuje - westchnęłam - lubił brać mnie na barana. Był bardzo blady, jego rodzice byli Irlandczykami. Chciał zabrać mnie i mamę w podróż do Dublina.. 
 Urwałam nagle żeby się nie popłakać. Zacisnęłam dłonie w pięści.
- Czy wybaczysz mi kiedykolwiek, że dałam się tak łatwo Slade'owi? 
 Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Chciałaś ratować swojego brata. Każdy by tak postąpił. Ja też zrobiłbym tak dla mojego - warknął. 
 Przypomniała mi się rozbawiona twarz Jasona. Zdradził swojego brata, ojca. Co nim kieruje? Jaki ma cel?
- Wiesz, nie jesteśmy w stanie zrozumieć wielu rzeczy.. - powiedziałam ochrypłym głosem. 
 Pokiwał głową.
- Jak na przykład tego dlaczego udawałaś, że mnie kochasz.
 Czułam, że moje policzki oblewają się rumieńcem. Nie chcę o tym rozmawiać, wstydzę się tego. Wiem, że to było podłe.
- Przepraszam - wyjąkałam w końcu.
Robin popatrzył mi prosto w oczy. 
- Nie masz za co. Niestety, ja w to uwierzyłem.
 Poczułam, że jest mi zbyt ciepło zważywszy na to, że siedzę bezczynnie na kanapie a na dworze jest dosyć chłodno. Przeniosłam wzrok na moje rozdygotane dłonie i wzięłam głęboki oddech. 
- Problem w tym - ciągnął ignorując moją histeryczną reakcję - że chyba mi nie przeszło.
 Dla mojego biednego serca było to zbyt wiele informacji jak na jeden raz. 
- Oddychaj, bo  się udusisz - zaśmiał się.
 Posłusznie wzięłam głęboki wdech. 
- Problem w tym - zaczęłam a Robin przyjrzał mi się uważnie - że.. że ja chyba też się w tobie zakochałam.. 
 Zapadła niezręczna cisza zakłócana przez mój szybki oddech. Przed oczyma stanęły mi obrazy z początków naszej znajomości: jak wbiegłam do jego sypialni kiedy się przebierał, jak Gwiazdka była o mnie zazdrosna, jak ćwiczyliśmy razem.. Jakim cudem on mógłby pokochać kogoś takiego jak ja? Jestem wysoką, bladą pozbawioną tych wszystkich zalet, jakie posiadała Gwiazdka dziewczyną. Lubię zaszyć się samotnie w pokoju ze stertą książek i kubkiem herbaty. Nie pasuję do niego pod żadnym względem. 
- No to mamy poważne kłopoty - stwierdził z uśmiechem. 
 Uśmiechnęłam się krzywo.
- Ale przynajmniej pierwszy pocałunek mamy za sobą - stwierdziłam wybuchając śmiechem. 
 Robin skrzywił się na tamto fatalne wspomnienie. 
- Uznajmy, że tego nie było, dobrze? - spytał spoglądając na mnie znacząco.
- W porządku.
- W takim razie pierwszy raz przed nami. Chyba, że ty już wcześniej z kimś..
 Teraz jestem czerwona jak jego motor.
- Nie.. no coś ty. Z nikim.. - speszyłam się.
 Dziwnie to brzmi w końcu jest środek nocy. Ale skoro już tyle sobie powiedzieliśmy to i to nie zaszkodzi. 
 Przysunął się do mnie i delikatnie pocałował. Przymknęłam oczy delektując się chwilą. Wplotłam ręce w jego gęste włosy i zaczęłam je gładzić. Jego dłonie błądziły po moich plecach by po chwili znaleźć się tuż  przy guzikach koszuli. 
 Wziął mnie na ręce tak jakbym ważyła sześć kilo a nie sześćdziesiąt. Oparłam twarz o jego klatkę piersiową i ani się nie obejrzałam a byliśmy w jego sypialni. 



------------------------------------------------
Hej.
Żyję. Tyle się ostatnio dzieje, ale żyję i napisałam.
Byłam u lekarza, nie wiem czy to coś pomogło. Jak na razie trudno powiedzieć. Znowu leki, badania.. 
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał, bardzo się starałam. Ostatnio coś mało komentujecie, ale to chyba moja wina, nieregularnie dodaje posty. 
Jak tam Wasze oceny? Ja jestem w pozytywnym szoku, że mam średnią 4,5. Nowa szkoła, liceum, brak przyjaciół i tak dalej a mimo to poradziłam sobie. Na szczęście już niedługo ferie. 

Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku.
Mimo wszystko pozdrawiam cieplutko :) 

wtorek, 29 grudnia 2015

31.

Wpatrywałam się z niepokojem w elegancką, białą kopertę. Nie mam pojęcia jakim cudem znalazła się w wieży Tytanów skoro nigdzie nie podawałam jej jako miejsce mojego zamieszkania. Mimo, że była zaadresowana do mnie, bałam się jej otworzyć. Ale z ciebie tchórz, Melanie. Papier nie gryzie.
 Westchnęłam i rozdarłam kopertę. Arkusik śnieżnobiałego papieru upadł na elegancki stół. Rozejrzałam się po kuchni jakby ktoś miał przeczytać moją wiadomość.
Dyrekcja szkoły średniej numer sześć w Jump City uprzejmie informuje panią Melanie Alison Smith, że notoryczne opuszczanie zajęć może skutkować wydaleniem ze szkoły. Uprzejmie prosimy o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji.
 Super. Ostatnia klasa szkoły średniej, egzaminy za pasem a ja się nawet nie raczyłam pojawić się na jednej lekcji. Wszystko przez to, że tyle się ostatnio dzieje.. Jakim cudem mogłabym skupić się na nauce? Ale muszę to zmienić, jeżeli nie wezmę się w garść to nie skończę szkoły średniej.. A tak chciałam iść na studia.
- Co to jest?
- Yyy.. no ten.. - jęknęłam próbując nieudolnie zasłonić dokumenty dłońmi.
 Robin delikatnie odepchnął moje dłonie i pochylił się ze zmarszczonym czołem aby odczytać treść. Poczułam zapach jego męskich perfum i czułam, że robię się czerwona. Wariatko, myśl o szkole.
- Wracasz do szkoły - mruknął oddając mi kartkę.
 Odwrócił się w stronę lodówki.
- Ale ja chcę wam pomóc odzyskać Cyborga! - sprzeciwiłam się.
 Robin otworzył napój energetyczny z kwaśną miną.
- Nic nie zrobimy - stwierdził ponuro.
- Jak to? Zamierzasz się poddać?
 Otworzyły się drzwi w których stanęła wściekła Raven.
- Nikt się nie będzie poddawał. Ale musimy poprosić o pomoc pewnego debila.


***

  Robin postawił sobie za punkt honoru pilnowanie mnie. Co rano sprawdzał czy wyszłam do szkoły a po lekcjach przyjeżdżał po mnie wypasionym autem Cyborga. Prosiłam go żeby tego nie robił, bo wzbudza w ten sposób mieszane uczucia wśród moich szkolnych znajomych ale mnie nie posłuchał. Podczas pewnej przerwy usłyszałam jak Angela Johnson opowiada swoim przyjaciółkom, że "ten typ, który wozi mnie do budy" to nie kto inny tylko mój sponsor. Zezłościłam się jak nie wiem, miałam ochotę jej przywalić ale zapanowałam nad emocjami. Nauczyciele i tak się na mnie wściekają za to, że nie chodziłam cały wrzesień na lekcje. Teraz kułam do późna aby nadrobić wszystkie zaległości, przepisywałam notatki i pozaliczałam większość  testów. Kupiłam nawet dodatkowe książki, które przygotowywały do egzaminów. Chociaż nie wiedziałam jeszcze co będę studiować, wiem, że będę zdawać rozszerzony język angielski, historię, wiedzę o społeczeństwie i język hiszpański. Matematykę i biologię piszę w zakresie podstawowym. Przez obowiązki miałam bardzo mało czasu dla Bestii, który bardzo źle to znosił. Brak Cyborga źle na niego wypłynął a teraz kiedy ja nie spędzałam z nim czasu zrobił się bardzo drażliwy i wybuchowy. Źle znosił samotność.
 Tego wieczoru po odrobieniu sterty zadań z matematyki, napisaniu wypracowania na angielski i pouczeniu się gramatyki na hiszpański miałam wreszcie czas żeby coś zjeść. Jednak kiedy zmierzałam do kuchni aby przygotować sobie mocno spóźnioną kolację Raven pojawiła się tuż przede mną.
- Jesteś nam potrzebna.
 Wsiadłam więc razem z Robinem na czerwony motocykl i mimo bardzo późnej pory pędziliśmy po ruchliwych ulicach w centrum miasta. Nie mam pojęcia co takiego ważnego się wydarzyło, że lider zezwolił mi odejść na chwilę od podręczników. Twierdził, że to powinno być teraz dla mnie priorytetem ponieważ narobiłam sobie zaległości.
 Objęłam go z całej siły w pasie i oparłam policzek o jego plecy. Nie znoszę jeździć tak szybko, boję się, że uderzymy w samochód albo drzewo.
 Zaparkowaliśmy pod starą kamienicą niedaleko centrum miasta. Po co tu przyjechaliśmy? Spojrzałam na Raven, która ukryła się za swoim kapturem. Bestia otworzył drzwi i weszliśmy do śmierdzącej klatki schodowej. Było bardzo ciemno, odruchowo złapałam stojącą obok mnie osobę za rękę. Pech chciał, że był to oczywiście Robin.
 Raven pchnęła drzwi, którym nie byłam się w stanie przyjrzeć z powodu egipskich ciemności.
 W mieszkaniu było bardzo brudno. Wszędzie walały się kable, baterie, jakieś maszyny. Nie dostrzegłam  mebli czy normalnych sprzętów gospodarstwa domowego. Mdłe światło starej żarówki rzucało cienie na zakurzoną podłogę i obtarte ściany. Usłyszałam cichy szum pracującego komputera. Zmarszczyłam czoło zastanawiając się po co tu przyjechaliśmy.
- Eee.. jest tu ktoś? - spytał Bestia.
  Trzasnęły brązowe drzwi i naszym oczom ukazał się niski chłopiec w zielonym stroju z dużym plecakiem. Miał pucułowatą buzię i sprawiał wrażenie złośliwego, rozpieszczonego dziecka. Zobaczywszy nas uśmiechnął się drwiąco.
- O kogo moje piękne oczy widzą? Te cymbały Młode Tytany! - pisnął chłopiec.
 Zerknęłam na Robina, który westchnął ciężko.
- Wątpię, żeby to się udało - oznajmił mierząc wzrokiem dzieciaka.
 Bestia wściekły podszedł do niego i pchnął go z całej siły. Zaskoczony chłopak, zatoczył się na szarawą ścianę.
- Bestio! Nie bij tego chłopczyka! - krzyknęłam łapiąc go za ramię.
- Gizmo to nie jakiś tam dzieciak, Mel - wyjaśnił zniecierpliwiony i machnął ręką.
 Gizmo zmrużył oczy przyglądając mi się.
- Kim ona jest? Nie przypominam jej sobie.
 Raven bezszelestnie przybliżyła się do mojego prawego boku i z przerażającym uśmiechem spojrzała na Gizma z góry.
- Ale mnie chyba pamiętasz, co? - wychrypiała a jej oczy błysnęły czerwienią.
 Chłopak pobladł przerażony. Ja również odsunęłam się odruchowo. W takich sytuacjach zwyczajnie bałam się Raven.
- T-tak - wyjąkał w końcu.
- Gizmo, potrzebujemy twojej pomocy - oznajmił Robin spokojnym głosem.
- I co myślisz, że będę odwalał za was jakąś robotę za frajer, tak?
 Robin otworzył usta, żeby odpowiedzieć ale Raven wyciągnęła szponiastą rękę w kierunku Gizma i ucapiła go za koszulkę. Podniosła go do góry i powiedziała cicho:
- Posłuchaj, ty kupo gówna. Albo zrobisz co ci karzemy albo będziesz miał ze mną do czynienia. A pamiętasz chyba co ja potrafię, nie? Sztuczki twojej starej koleżaneczki Jinx to tandeta w porównaniu z moimi zaklęciami.
- Dobra, dobra tylko mnie puść, wiedźmo - warknął.
- Ty..
- Daj mu spokój. Pogadamy na spokojnie.

***

  Okazało się, że mały Gizmo jest prawie tak dobry w technologii jak nasz Cyborg. Potrafi konstruować maszyny, komputery jak również skutecznie je naprawiać. Zgodził się przyjrzeć się systemowi naszego przyjaciela ale pod pewnymi warunkami. To my mamy złapać Cyborga i unieruchomić go na czas trwania przeglądu. W zamian za pomoc Gizmo zażądał znacznej sumy pieniędzy. Chcąc nie chcąc, Robin musiał przystać na tę propozycję.
 Wyszliśmy przed starą kamienicę a Bestia przeciągnął się i ziewnął donośnie.
- Mam ochotę na pizzę a wy?
 Robin podał mi skórzaną kurtkę i sam ubrał swoją.
- Jest pierwsza w nocy - mruknęła Raven.
- No to chodźmy na coś do picia.
 Dziewczyna westchnęła. Bestia wskazał na znajdującą się nieopodal knajpę.
- Proooszę - jęczał.
- No dobra - powiedziałam.
 Ruszyliśmy w kierunku starego pubu oświetlonego przez najbliższą latarnię. Bestia zachwalał jego ulubione cappucino, Raven zachowywała się tak jak zawsze a Robin rozglądał się uważnie.
 Pchnęłam łuszczące się drzwi i weszliśmy do dużego lokalu. Pełno tu było drewnianych stolików z kartami menu, ściany były czerwone, żaluzje już zasłonięte. W kącie siedział starszy mężczyzna raczący się piwem. Spojrzał na mnie zdziwiony jakby zastanawiał się co ja tu robię. Uniosłam ironicznie brwi powstrzymując się od komentarzy.
 Usiedliśmy blisko drzwi. Bestia zamachał do pulchnej kelnerki, która natychmiast do nas podeszła.
- W czym można służyć? - spytała szczerząc zęby.
 Nie uszło mojej uwagi, że ciemnowłosa kelnerka zatrzymuje wzrok na Robinie. Nic dziwnego w końcu, każda kobieta tak robi. Stłumiłam ziewnięcie. Wstałam dzisiaj o świcie, byłam w szkole a po południu się uczyłam nic dziwnego, że jestem wyczerpana.
- Cztery cappucino - oznajmił Bestia puszczając do niej oczko.
 Pulchna dziewczyna odeszła do baru stukając obcasami. Raven z obojętną miną przeglądała menu od czasu do czasu komentując proponowane potrawy.
- Hej, Robin, dlaczego zmuszasz Melanie do nauki, co? - zapytał rozbawionym tonem.
 Robin, który siedział tuż obok mnie wzruszył ramionami.
- Nie chcę żeby przez nas marnowała sobie życie.
 Bestia objął siedzącą obok Raven naciągając jej kaptur na głowę. Zaśmiał się a ona warknęła rozwścieczona. Nie rozumiem jakim cudem oni ze sobą wytrzymują.
- No to co bierzesz teraz na historii, Mela? - spytał Robin.
 Zachichotałam widząc minę siedzącej na przeciw mnie Raven i odpowiedziałam:
- Pierwszą wojnę światową. A na angielskim omawialiśmy ostatnio "Folwark zwierzęcy", na hiszpański uczę się słownictwa związanego z pracą. Wiesz, nic specjalnego - uśmiechnęłam się słabo.
 Bestia, który dał sobie spokój z dręczeniem Raven uśmiechnął się szeroko.
- Kujon!
 Chciałam się odgryźć ale zamilkłam widząc, że na z twarzy Bestii w ciągu sekundy spełza uśmiech. Raven sparaliżowana otworzyła szeroko usta. Robin nie zdążył się nawet odwrócić kiedy poczułam na gardle nieprzyjemny chłód metalu. Pistolet szczęknął głośno. Kelnerka zaczęła wrzeszczeć.
- Nie ruszaj się, bo poplamię sobie kurtkę krwią, skarbie - usłyszałam znajomy głos tuż przy lewym uchu.


 --------------------------------------------------------------
Hej kochani!
U mnie no cóż.. nie jest ciekawie. Małe problemy zdrowotne, które nadal się za mną ciągną i wiele konfliktów (o dziwo i w szkole i w domu). Co nas nie zabije to nas wzmocni, prawda? Staram się jakoś naprawić te skomplikowane relacje, ale to nie będzie proste ;/
Jeśli chodzi o oceny to nie jest źle. Parę trójek ale to chyba nie tak źle w liceum, prawda? Wyrobię na średnią coś koło 4. Jestem zadowolona bo z polskiego i z historii jak na razie jest okej. A na tym mi najbardziej zależy.
Jak Wam święta minęły? Czy też przytyliście? :D Ja się załamałam jak weszłam na wagę, no chcę znowu moje 54 kilogramów! xD
Od kiedy macie ferie? Bo ja już od 15 stycznia!
Planuję zacząć pisać drugiego bloga, ale o tym na razie ciiicho bo to dopiero taka kiełkująca idea :P
Życzę Wam udanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku!

niedziela, 6 grudnia 2015

30.

James:
Wpatrywałem się tępo we wschodzące słońce. Pamiętam ja ona była przy mnie i robiliśmy to razem. Lubiłem patrzeć jak złote promienie odbijają się w jej orzechowych oczach a usta rozpływają  w łagodnym uśmiechu. Śmiesznie marszczyła nos kiedy się nad czymś zastanawiała, miała trochę piegów. Jasne włosy były zawsze idealnie proste, choćby nie wiem jak starała się je rozczochrać. Nie była chuda, wyglądała bardzo kobieco. Muszę przyznać, że jej długie nogi robiły wrażenie. 
  Była niezłą laską to fakt. Ale to nie powód żebym cały czas o niej myślał. W końcu swoim życiu zaliczyłem już niejedną panienkę. Żadna jednak nie pozostała w mojej pamięci tak długo jak ona. Czy dlatego, że ta dziewczyna poznała mnie naprawdę? Mimo, że znaliśmy się tak krótko, wie o mnie więcej niż ktokolwiek inny. Była taka wrażliwa, delikatna a jednocześnie odważna i zdeterminowana. Nigdy nie pomyślałbym, że jakakolwiek kobieta może łączyć jednocześnie te cechy. Ale aniołem z nieba też nie jest. Często przeklinała, łatwo wpadała w gniew i zdarzało się jej panikować bez powodu. Na dodatek była strasznie lekkomyślna. 
 Kłamczucha i oszustka. Oto kim jest Melanie Smith. Od początku knuła, udawała pokrzywdzoną aby wyłudzić ode mnie cenne informacje. A ja głupi dałem się podejść jak dziecko. Od początku leciała na tego cymbała, Graysona. "Och, Robin! Nic ci nie jest?". Bohaterka się znalazła. Slade dał jej wszystko czego można tylko zapragnąć, mogła mieć władzę i pieniądze. Ba, jeśli by chciała podporządkowałaby sobie każdego! Ale nie, ona wolała zaszyć się w tej przeklętej wieży i robić wiadomo co ze swoim koleżką. 
 Przeniosłem wzrok na zalaną porannym słońcem kuchnię. Wydawała się być jakaś dziwnie pusta i czysta. Melanie najbardziej lubiła jeść tosty, pamiętam jak opowiadała, że  spaliła toster. No cóż, spostrzegawczością to ona nigdy nie grzeszyła. Gdyby było inaczej nie musiałbym jej ciągle ratować. 
 Ty idioto, zrugałem się. Gdybyś nie chciał tobyś jej nie ratował! Mogłeś przy pierwszej lepszej okazji wpakować jej kulkę w łeb i byłoby po sprawie. Nie przeżywałbyś teraz takiego cyrku rodem tandetnego romansu dla głupich bab. Marnujesz poranek na rozmyślaniu o tej podłej intrygantce, a masz tyle do zrobienia..
- James? - usłyszałem od frontowych drzwi. 
- Tak? 
 Czerwony X oparł się niedbale o framugę drzwi. Nie miał maski, uśmiechał się drwiąco. Dobra, ten uśmiech może oznaczać tylko jedno. Wdepnąłem w niezłe gówno.
- Twoja laska uciekła z moim bratem a ty ratujesz jej życie, jesteś niesamowity - wyszczerzył się.
 Miałem ochotę podejść i zmasakrować tę jego perfekcyjną buźkę ale się powstrzymałem. Nie chcę drażnić Slade'a.
- Wcale jej nie ratowałem - burknąłem.
 Jason pokiwał głową z miną znawcy.
- Tak, tak. Dlatego błagałeś Slade'a żeby w zamian za zabicie tego blaszaka ocalił twoją ukochaną?

 ***

Melanie:
- Och, nie ktoś wyjadł cały dżem - jęknął Bestia przeglądając zawartość lodówki.
 Wstaliśmy o świcie chcąc cały dzień poświęcić na poszukiwania Cyborga. Na początek planowaliśmy dokładnie przeszukać miejsce naszej ostatniej walki. To wtedy James w jakiś niepojęty sposób sprawił, że nasz przyjaciel zniknął. James. Ciekawe co teraz robi? Czy myśli o mnie tak często jak ja o nim? Idiotka. Oczywiście, że nie. Przecież uważa cię za plugawą zdrajczynię. Z drugiej strony uratował mi życie i to nie raz. Chciałabym znowu móc z nim porozmawiać, usłyszeć jak śmieje się z moich chorych pomysłów..
- Melanie, pytam się setny raz czy jesz tosta? 
 Bestia nakładał na biały talerz pieczywo. 
- Ach, co.. hm.. nie - wyjąkałam myślami będąc daleko od śniadania i braku dżemu.
 Zacisnęłam mocniej palce w okół kubka z gorącą kawą. Czeka nas ciężki dzień. Nie mamy pojęcia co się dzieje z Cyborgiem. Najbardziej przerażała mnie możliwość, że on.. nie żyje. Nie potrafiłam dopuścić do siebie tych myśli, wyobrażałam sobie, że śpi w jakiejś magicznej komnacie. Wystarczy ją tylko odnaleźć, a wszystko dobrze się skończy. 
- Gdzie jest moja herbata? - mruczała Raven przeszukując szafki.
- Gwiazdka zawsze robiła zakupy - zauważył Bestia jedzący tosty bez nadzienia.
 Westchnęłam ciężko. Dzisiaj wieczorem wybieram się do sklepu. Wszystko moja wina. Gdybym się nie pojawiła w życiu Tytanów, z pewnością byli by teraz w komplecie a Bestia jadłby tosty z dżemem. Mimo dławiącego smutku uśmiechnęłam się blado. Gdyby jakimś cudem można byłoby czytać w myślach, ludzie umieściliby mnie w psychiatryku. Właściwie, chyba już chcą to zrobić.
- Posłuchajcie - powiedziała ponuro Raven zapinając niebieski płaszcz - nie ma sensu tego odkładać. Może znajdziemy jakieś ślady. 
 Bestia odsunął od siebie talerz ze śniadaniem.
- Nikt nie je teraz tyle mięsa w tym domu.. 
 Skwitowałam tę uwagę nerwowym chichotem. Czułam, że wydarzy się dzisiaj coś niedobrego.


***


  Jesień zachwycała w całej swojej okazałości. Zrobiło się chłodniej ale nie tyle żeby trzeba było nosić grube swetry, kurtki i czapki. Liście pożółkły, wszystko zdawało się zwalniać tempo. Nawet słońce świeciło słabszym kolorem nadając budynkom ponurą, metaliczną barwę.
 Robin został w wieży tłumacząc, że ma do załatwienia ważną sprawę. Bestia usłyszawszy tę nowinę zdenerwował się i nie omieszkał potraktować lidera wiązanką soczystych przekleństw kiedy ten nie słyszał. Raven z chłodną obojętnością zignorowała nas i rozglądała się po bocznych uliczkach wypytując przechodniów czy nie spotkali przypadkiem kogoś podejrzanego. Razem z Bestią postanowiliśmy "powęszyć" w miejscu w którym ostatnio widzieliśmy Cyborga. Mój kompan dosłownie węszył jako, że przybrał postać wielkiego, zielonego psa. 
 Dzielnica, którą zdemolowałam wróciła do swojego poprzedniego stanu. Zwyczajne budynki, kosze na śmieci, szary chodnik i spieszący się przechodnie. Nic co mogłoby wzbudzić nasze podejrzenia. Oparłam się o zimną ścianę najbliżej kamienicy starając się wyobrazić sobie co też James mógł zrobić Cyborgowi. 
 Bestia zaszczekał głośno. Zdziwiona poszłam w kierunku wielkiego kontenera na śmieci. Niemiłosiernie śmierdziało więc odruchowo zatkałam nos rękawem bluzy.
- O co chodzi? - spytałam.
 Zniecierpliwiony pies oparł się przednimi łapami o zielony kontener i zaskomlał głośno.
- Jeśli jakiś kot jest w środku to przysięgam ci, że.. - przełamując wstręt otworzyłam pokrywę śmietnika.
 To co zobaczyłam w środku sprawiło, że zamarłam przerażona. Bestia stanął obok mnie w ludzkiej postaci a jego twarz wyrażała mieszanka szoku i strachu. 
- O ja cię.. - jęknął.
 Wśród sterty odpadków i śmieci leżał nasz przyjaciel. Jego ludzka strona wydawała się być pogrążona w głębokim, spokojnym śnie natomiast robot był wyłączony. Leżał tutaj cały czas!
 Bestia wyjął z kieszeni dżinsów swój lokalizator:
- Rav, przyleć tutaj szybko..
 Po kilku minutach pojawiła się zdenerwowana Raven. Kaptur kładł głębokie cienie na jej bladych policzkach dzięki czemu nie dostrzegłam na jej twarzy żadnych emocji. Wystarczyło jedno jej zaklęcie żeby Cyborg znalazł się na ziemi, tuż przed nami.
- Hmm.. i co teraz? - spytał zrozpaczony Bestia.
 Raven podeszła do nieprzytomnego chłopaka i obróciła go na plecy.
- Stój! Ty umiesz go włączyć?! - pisnęłam.
 Dziewczyna burknęła coś w stylu "gdybym nie umiała to bym nie ruszała". Otworzyła białą klapkę na plecach i nacisnęła mały przycisk. Wstała i cofnęła się wstrzymując oddech.
 Kilka minut staliśmy w absolutnej ciszy słuchając cichego szumu przejeżdżających nieopodal samochodów i ludzkich kroków. Przygryzłam dolną wargę w nadziei, że to ukoi moje nerwy. 
 Cyborg wstał. Na chwilę oniemieliśmy z wrażenia, Bestia ruszył ku niemu z wyciągniętymi ramionami:
- Koleś, wreszcie do nas wróciłeś! 
 Cyborg był wściekły. Uderzył Bestię prosto w twarz.
- CO TY ROBISZ! - wrzasnęłam widząc jak niższy chłopak upada na ziemię a z jego nosa tryska strumień krwi. 
 Cyborg przeniósł wzrok na mnie. Wycelował w moją stronę ze swojej broni. Niebieski strumień światła zabiłby mnie gdyby nie czarna poświata, którą wyczarowała Raven. Zrozpaczona dziewczyna przemówiła kojącym głosem:
- Cyborg, Cyborg.. To my, twoi przyjaciele. Nie poznajesz nas? 
 Rozjuszony chłopak zaczął krzyczeć:
- Zamknij się, parszywa hybrydo! Obleśny mieszaniec!
 Wiedziałam, że musimy uciekać jeżeli chcemy żeby nic nam się nie stało. Bestia podniósł się ale nie chciał atakować przyjaciela. Nie mieliśmy wyjścia.
- W NOGI! - krzyknęłam i wybiegłam z zaułka.



***


James:
- Wyśmienicie, włączymy to sobie jeszcze raz - zachichotał Jason naciskając po raz setny przysik "replay".
 Na dużym ekranie pojawiły się zszokowane twarze Melanie, małej czarownicy i tego zielonego. Ich najlepszy przyjaciel spuszcza im łomot a oni stoją i się gapią. Okej, za pierwszym razem zabawnie było na to patrzeć ale ileż można? Na koniec moja odważna laska rozkazuje odwrót a wściekły robot drze się w niebogłosy.
- James, muszę ci przyznać, ze ty to masz łeb na karku - pochwalił mnie Jason sięgając po kolejnego chipsa. Wyżarł już pół paczki i wychlał moje piwo. 
- Mhm. W przeciwieństwie do ciebie - mruknąłem wyrywając mu z rąk paczkę chipsów.
 Chłopak wzruszył ramionami i rozisadł się wygodnie na fotelu. Był w znakomitym humorze. Szoda, mała awantura by nam nie zaszkodziła. 
- To co kiedy zabijemy blaszaka? 
 Wpakowałem sobie to ust słone krążki i wzruszyłem ramionami. Czy to ważne? Teraz czy później, najważniejsze, że Tytani wiedzą w jakim jest stanie. 
- Jinx nie będzie zadowolona kiedy się dowie..
 Zdziwiony uniosłem pytająco brew. Jason już otowrzył usta ale do salonu wpadła różowowłosa dziewczyna. Jej włosy były rozczochrane, ubranie miała zmięte i ogólnie wyglądała jakby całą noc była na nogach ale mimo to na jej twarzy goscił promnienny uśmiech. Jeśli Jinx się z czegoś cieszy na pewno nie jest to nic dobrego.
- Och, słyszałam! James słyszałam co zrobiłeś z Cyborgiem! 
 Jason posłał mi spojrzenie stylu "a nie mówiem" a ja skupiłem się na meczu. W tej chwili nie myślałem ani o Cyborgu ani o Jinx. Nawet ja mogę sobie czasem zrobić wolne, no nie?


-----------------------------------
Przepraszam za wszystko.. czasem myślę, że jestem fatalną bloggerką.. 
Mam mnóstwo nauki, z niczym się nie wyrabiam, pod koniec grudnia  występ w sztuce (należę do grupy teatralnej), ostatnio mam też małe problemy zdrowotne i opuszczam zajęcia z powodu wizyt u lekarza.. 
Kurczę, czy w też tak macie, że staracie się być mili, dobrzy a ludzie i tak was olewają? Zarówno w szkole jak i w domu. I te ciągłe pytania "dlaczego nie masz żadnych znajomych..?". 
Wybaczcie, nie powinnam tu wylewać swoich  żali, to idiotyczne, wiem.

No nic, mam nadzieję, że chociaż rozdział się Wam spodobał :(.