wtorek, 29 grudnia 2015

31.

Wpatrywałam się z niepokojem w elegancką, białą kopertę. Nie mam pojęcia jakim cudem znalazła się w wieży Tytanów skoro nigdzie nie podawałam jej jako miejsce mojego zamieszkania. Mimo, że była zaadresowana do mnie, bałam się jej otworzyć. Ale z ciebie tchórz, Melanie. Papier nie gryzie.
 Westchnęłam i rozdarłam kopertę. Arkusik śnieżnobiałego papieru upadł na elegancki stół. Rozejrzałam się po kuchni jakby ktoś miał przeczytać moją wiadomość.
Dyrekcja szkoły średniej numer sześć w Jump City uprzejmie informuje panią Melanie Alison Smith, że notoryczne opuszczanie zajęć może skutkować wydaleniem ze szkoły. Uprzejmie prosimy o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji.
 Super. Ostatnia klasa szkoły średniej, egzaminy za pasem a ja się nawet nie raczyłam pojawić się na jednej lekcji. Wszystko przez to, że tyle się ostatnio dzieje.. Jakim cudem mogłabym skupić się na nauce? Ale muszę to zmienić, jeżeli nie wezmę się w garść to nie skończę szkoły średniej.. A tak chciałam iść na studia.
- Co to jest?
- Yyy.. no ten.. - jęknęłam próbując nieudolnie zasłonić dokumenty dłońmi.
 Robin delikatnie odepchnął moje dłonie i pochylił się ze zmarszczonym czołem aby odczytać treść. Poczułam zapach jego męskich perfum i czułam, że robię się czerwona. Wariatko, myśl o szkole.
- Wracasz do szkoły - mruknął oddając mi kartkę.
 Odwrócił się w stronę lodówki.
- Ale ja chcę wam pomóc odzyskać Cyborga! - sprzeciwiłam się.
 Robin otworzył napój energetyczny z kwaśną miną.
- Nic nie zrobimy - stwierdził ponuro.
- Jak to? Zamierzasz się poddać?
 Otworzyły się drzwi w których stanęła wściekła Raven.
- Nikt się nie będzie poddawał. Ale musimy poprosić o pomoc pewnego debila.


***

  Robin postawił sobie za punkt honoru pilnowanie mnie. Co rano sprawdzał czy wyszłam do szkoły a po lekcjach przyjeżdżał po mnie wypasionym autem Cyborga. Prosiłam go żeby tego nie robił, bo wzbudza w ten sposób mieszane uczucia wśród moich szkolnych znajomych ale mnie nie posłuchał. Podczas pewnej przerwy usłyszałam jak Angela Johnson opowiada swoim przyjaciółkom, że "ten typ, który wozi mnie do budy" to nie kto inny tylko mój sponsor. Zezłościłam się jak nie wiem, miałam ochotę jej przywalić ale zapanowałam nad emocjami. Nauczyciele i tak się na mnie wściekają za to, że nie chodziłam cały wrzesień na lekcje. Teraz kułam do późna aby nadrobić wszystkie zaległości, przepisywałam notatki i pozaliczałam większość  testów. Kupiłam nawet dodatkowe książki, które przygotowywały do egzaminów. Chociaż nie wiedziałam jeszcze co będę studiować, wiem, że będę zdawać rozszerzony język angielski, historię, wiedzę o społeczeństwie i język hiszpański. Matematykę i biologię piszę w zakresie podstawowym. Przez obowiązki miałam bardzo mało czasu dla Bestii, który bardzo źle to znosił. Brak Cyborga źle na niego wypłynął a teraz kiedy ja nie spędzałam z nim czasu zrobił się bardzo drażliwy i wybuchowy. Źle znosił samotność.
 Tego wieczoru po odrobieniu sterty zadań z matematyki, napisaniu wypracowania na angielski i pouczeniu się gramatyki na hiszpański miałam wreszcie czas żeby coś zjeść. Jednak kiedy zmierzałam do kuchni aby przygotować sobie mocno spóźnioną kolację Raven pojawiła się tuż przede mną.
- Jesteś nam potrzebna.
 Wsiadłam więc razem z Robinem na czerwony motocykl i mimo bardzo późnej pory pędziliśmy po ruchliwych ulicach w centrum miasta. Nie mam pojęcia co takiego ważnego się wydarzyło, że lider zezwolił mi odejść na chwilę od podręczników. Twierdził, że to powinno być teraz dla mnie priorytetem ponieważ narobiłam sobie zaległości.
 Objęłam go z całej siły w pasie i oparłam policzek o jego plecy. Nie znoszę jeździć tak szybko, boję się, że uderzymy w samochód albo drzewo.
 Zaparkowaliśmy pod starą kamienicą niedaleko centrum miasta. Po co tu przyjechaliśmy? Spojrzałam na Raven, która ukryła się za swoim kapturem. Bestia otworzył drzwi i weszliśmy do śmierdzącej klatki schodowej. Było bardzo ciemno, odruchowo złapałam stojącą obok mnie osobę za rękę. Pech chciał, że był to oczywiście Robin.
 Raven pchnęła drzwi, którym nie byłam się w stanie przyjrzeć z powodu egipskich ciemności.
 W mieszkaniu było bardzo brudno. Wszędzie walały się kable, baterie, jakieś maszyny. Nie dostrzegłam  mebli czy normalnych sprzętów gospodarstwa domowego. Mdłe światło starej żarówki rzucało cienie na zakurzoną podłogę i obtarte ściany. Usłyszałam cichy szum pracującego komputera. Zmarszczyłam czoło zastanawiając się po co tu przyjechaliśmy.
- Eee.. jest tu ktoś? - spytał Bestia.
  Trzasnęły brązowe drzwi i naszym oczom ukazał się niski chłopiec w zielonym stroju z dużym plecakiem. Miał pucułowatą buzię i sprawiał wrażenie złośliwego, rozpieszczonego dziecka. Zobaczywszy nas uśmiechnął się drwiąco.
- O kogo moje piękne oczy widzą? Te cymbały Młode Tytany! - pisnął chłopiec.
 Zerknęłam na Robina, który westchnął ciężko.
- Wątpię, żeby to się udało - oznajmił mierząc wzrokiem dzieciaka.
 Bestia wściekły podszedł do niego i pchnął go z całej siły. Zaskoczony chłopak, zatoczył się na szarawą ścianę.
- Bestio! Nie bij tego chłopczyka! - krzyknęłam łapiąc go za ramię.
- Gizmo to nie jakiś tam dzieciak, Mel - wyjaśnił zniecierpliwiony i machnął ręką.
 Gizmo zmrużył oczy przyglądając mi się.
- Kim ona jest? Nie przypominam jej sobie.
 Raven bezszelestnie przybliżyła się do mojego prawego boku i z przerażającym uśmiechem spojrzała na Gizma z góry.
- Ale mnie chyba pamiętasz, co? - wychrypiała a jej oczy błysnęły czerwienią.
 Chłopak pobladł przerażony. Ja również odsunęłam się odruchowo. W takich sytuacjach zwyczajnie bałam się Raven.
- T-tak - wyjąkał w końcu.
- Gizmo, potrzebujemy twojej pomocy - oznajmił Robin spokojnym głosem.
- I co myślisz, że będę odwalał za was jakąś robotę za frajer, tak?
 Robin otworzył usta, żeby odpowiedzieć ale Raven wyciągnęła szponiastą rękę w kierunku Gizma i ucapiła go za koszulkę. Podniosła go do góry i powiedziała cicho:
- Posłuchaj, ty kupo gówna. Albo zrobisz co ci karzemy albo będziesz miał ze mną do czynienia. A pamiętasz chyba co ja potrafię, nie? Sztuczki twojej starej koleżaneczki Jinx to tandeta w porównaniu z moimi zaklęciami.
- Dobra, dobra tylko mnie puść, wiedźmo - warknął.
- Ty..
- Daj mu spokój. Pogadamy na spokojnie.

***

  Okazało się, że mały Gizmo jest prawie tak dobry w technologii jak nasz Cyborg. Potrafi konstruować maszyny, komputery jak również skutecznie je naprawiać. Zgodził się przyjrzeć się systemowi naszego przyjaciela ale pod pewnymi warunkami. To my mamy złapać Cyborga i unieruchomić go na czas trwania przeglądu. W zamian za pomoc Gizmo zażądał znacznej sumy pieniędzy. Chcąc nie chcąc, Robin musiał przystać na tę propozycję.
 Wyszliśmy przed starą kamienicę a Bestia przeciągnął się i ziewnął donośnie.
- Mam ochotę na pizzę a wy?
 Robin podał mi skórzaną kurtkę i sam ubrał swoją.
- Jest pierwsza w nocy - mruknęła Raven.
- No to chodźmy na coś do picia.
 Dziewczyna westchnęła. Bestia wskazał na znajdującą się nieopodal knajpę.
- Proooszę - jęczał.
- No dobra - powiedziałam.
 Ruszyliśmy w kierunku starego pubu oświetlonego przez najbliższą latarnię. Bestia zachwalał jego ulubione cappucino, Raven zachowywała się tak jak zawsze a Robin rozglądał się uważnie.
 Pchnęłam łuszczące się drzwi i weszliśmy do dużego lokalu. Pełno tu było drewnianych stolików z kartami menu, ściany były czerwone, żaluzje już zasłonięte. W kącie siedział starszy mężczyzna raczący się piwem. Spojrzał na mnie zdziwiony jakby zastanawiał się co ja tu robię. Uniosłam ironicznie brwi powstrzymując się od komentarzy.
 Usiedliśmy blisko drzwi. Bestia zamachał do pulchnej kelnerki, która natychmiast do nas podeszła.
- W czym można służyć? - spytała szczerząc zęby.
 Nie uszło mojej uwagi, że ciemnowłosa kelnerka zatrzymuje wzrok na Robinie. Nic dziwnego w końcu, każda kobieta tak robi. Stłumiłam ziewnięcie. Wstałam dzisiaj o świcie, byłam w szkole a po południu się uczyłam nic dziwnego, że jestem wyczerpana.
- Cztery cappucino - oznajmił Bestia puszczając do niej oczko.
 Pulchna dziewczyna odeszła do baru stukając obcasami. Raven z obojętną miną przeglądała menu od czasu do czasu komentując proponowane potrawy.
- Hej, Robin, dlaczego zmuszasz Melanie do nauki, co? - zapytał rozbawionym tonem.
 Robin, który siedział tuż obok mnie wzruszył ramionami.
- Nie chcę żeby przez nas marnowała sobie życie.
 Bestia objął siedzącą obok Raven naciągając jej kaptur na głowę. Zaśmiał się a ona warknęła rozwścieczona. Nie rozumiem jakim cudem oni ze sobą wytrzymują.
- No to co bierzesz teraz na historii, Mela? - spytał Robin.
 Zachichotałam widząc minę siedzącej na przeciw mnie Raven i odpowiedziałam:
- Pierwszą wojnę światową. A na angielskim omawialiśmy ostatnio "Folwark zwierzęcy", na hiszpański uczę się słownictwa związanego z pracą. Wiesz, nic specjalnego - uśmiechnęłam się słabo.
 Bestia, który dał sobie spokój z dręczeniem Raven uśmiechnął się szeroko.
- Kujon!
 Chciałam się odgryźć ale zamilkłam widząc, że na z twarzy Bestii w ciągu sekundy spełza uśmiech. Raven sparaliżowana otworzyła szeroko usta. Robin nie zdążył się nawet odwrócić kiedy poczułam na gardle nieprzyjemny chłód metalu. Pistolet szczęknął głośno. Kelnerka zaczęła wrzeszczeć.
- Nie ruszaj się, bo poplamię sobie kurtkę krwią, skarbie - usłyszałam znajomy głos tuż przy lewym uchu.


 --------------------------------------------------------------
Hej kochani!
U mnie no cóż.. nie jest ciekawie. Małe problemy zdrowotne, które nadal się za mną ciągną i wiele konfliktów (o dziwo i w szkole i w domu). Co nas nie zabije to nas wzmocni, prawda? Staram się jakoś naprawić te skomplikowane relacje, ale to nie będzie proste ;/
Jeśli chodzi o oceny to nie jest źle. Parę trójek ale to chyba nie tak źle w liceum, prawda? Wyrobię na średnią coś koło 4. Jestem zadowolona bo z polskiego i z historii jak na razie jest okej. A na tym mi najbardziej zależy.
Jak Wam święta minęły? Czy też przytyliście? :D Ja się załamałam jak weszłam na wagę, no chcę znowu moje 54 kilogramów! xD
Od kiedy macie ferie? Bo ja już od 15 stycznia!
Planuję zacząć pisać drugiego bloga, ale o tym na razie ciiicho bo to dopiero taka kiełkująca idea :P
Życzę Wam udanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku!

niedziela, 6 grudnia 2015

30.

James:
Wpatrywałem się tępo we wschodzące słońce. Pamiętam ja ona była przy mnie i robiliśmy to razem. Lubiłem patrzeć jak złote promienie odbijają się w jej orzechowych oczach a usta rozpływają  w łagodnym uśmiechu. Śmiesznie marszczyła nos kiedy się nad czymś zastanawiała, miała trochę piegów. Jasne włosy były zawsze idealnie proste, choćby nie wiem jak starała się je rozczochrać. Nie była chuda, wyglądała bardzo kobieco. Muszę przyznać, że jej długie nogi robiły wrażenie. 
  Była niezłą laską to fakt. Ale to nie powód żebym cały czas o niej myślał. W końcu swoim życiu zaliczyłem już niejedną panienkę. Żadna jednak nie pozostała w mojej pamięci tak długo jak ona. Czy dlatego, że ta dziewczyna poznała mnie naprawdę? Mimo, że znaliśmy się tak krótko, wie o mnie więcej niż ktokolwiek inny. Była taka wrażliwa, delikatna a jednocześnie odważna i zdeterminowana. Nigdy nie pomyślałbym, że jakakolwiek kobieta może łączyć jednocześnie te cechy. Ale aniołem z nieba też nie jest. Często przeklinała, łatwo wpadała w gniew i zdarzało się jej panikować bez powodu. Na dodatek była strasznie lekkomyślna. 
 Kłamczucha i oszustka. Oto kim jest Melanie Smith. Od początku knuła, udawała pokrzywdzoną aby wyłudzić ode mnie cenne informacje. A ja głupi dałem się podejść jak dziecko. Od początku leciała na tego cymbała, Graysona. "Och, Robin! Nic ci nie jest?". Bohaterka się znalazła. Slade dał jej wszystko czego można tylko zapragnąć, mogła mieć władzę i pieniądze. Ba, jeśli by chciała podporządkowałaby sobie każdego! Ale nie, ona wolała zaszyć się w tej przeklętej wieży i robić wiadomo co ze swoim koleżką. 
 Przeniosłem wzrok na zalaną porannym słońcem kuchnię. Wydawała się być jakaś dziwnie pusta i czysta. Melanie najbardziej lubiła jeść tosty, pamiętam jak opowiadała, że  spaliła toster. No cóż, spostrzegawczością to ona nigdy nie grzeszyła. Gdyby było inaczej nie musiałbym jej ciągle ratować. 
 Ty idioto, zrugałem się. Gdybyś nie chciał tobyś jej nie ratował! Mogłeś przy pierwszej lepszej okazji wpakować jej kulkę w łeb i byłoby po sprawie. Nie przeżywałbyś teraz takiego cyrku rodem tandetnego romansu dla głupich bab. Marnujesz poranek na rozmyślaniu o tej podłej intrygantce, a masz tyle do zrobienia..
- James? - usłyszałem od frontowych drzwi. 
- Tak? 
 Czerwony X oparł się niedbale o framugę drzwi. Nie miał maski, uśmiechał się drwiąco. Dobra, ten uśmiech może oznaczać tylko jedno. Wdepnąłem w niezłe gówno.
- Twoja laska uciekła z moim bratem a ty ratujesz jej życie, jesteś niesamowity - wyszczerzył się.
 Miałem ochotę podejść i zmasakrować tę jego perfekcyjną buźkę ale się powstrzymałem. Nie chcę drażnić Slade'a.
- Wcale jej nie ratowałem - burknąłem.
 Jason pokiwał głową z miną znawcy.
- Tak, tak. Dlatego błagałeś Slade'a żeby w zamian za zabicie tego blaszaka ocalił twoją ukochaną?

 ***

Melanie:
- Och, nie ktoś wyjadł cały dżem - jęknął Bestia przeglądając zawartość lodówki.
 Wstaliśmy o świcie chcąc cały dzień poświęcić na poszukiwania Cyborga. Na początek planowaliśmy dokładnie przeszukać miejsce naszej ostatniej walki. To wtedy James w jakiś niepojęty sposób sprawił, że nasz przyjaciel zniknął. James. Ciekawe co teraz robi? Czy myśli o mnie tak często jak ja o nim? Idiotka. Oczywiście, że nie. Przecież uważa cię za plugawą zdrajczynię. Z drugiej strony uratował mi życie i to nie raz. Chciałabym znowu móc z nim porozmawiać, usłyszeć jak śmieje się z moich chorych pomysłów..
- Melanie, pytam się setny raz czy jesz tosta? 
 Bestia nakładał na biały talerz pieczywo. 
- Ach, co.. hm.. nie - wyjąkałam myślami będąc daleko od śniadania i braku dżemu.
 Zacisnęłam mocniej palce w okół kubka z gorącą kawą. Czeka nas ciężki dzień. Nie mamy pojęcia co się dzieje z Cyborgiem. Najbardziej przerażała mnie możliwość, że on.. nie żyje. Nie potrafiłam dopuścić do siebie tych myśli, wyobrażałam sobie, że śpi w jakiejś magicznej komnacie. Wystarczy ją tylko odnaleźć, a wszystko dobrze się skończy. 
- Gdzie jest moja herbata? - mruczała Raven przeszukując szafki.
- Gwiazdka zawsze robiła zakupy - zauważył Bestia jedzący tosty bez nadzienia.
 Westchnęłam ciężko. Dzisiaj wieczorem wybieram się do sklepu. Wszystko moja wina. Gdybym się nie pojawiła w życiu Tytanów, z pewnością byli by teraz w komplecie a Bestia jadłby tosty z dżemem. Mimo dławiącego smutku uśmiechnęłam się blado. Gdyby jakimś cudem można byłoby czytać w myślach, ludzie umieściliby mnie w psychiatryku. Właściwie, chyba już chcą to zrobić.
- Posłuchajcie - powiedziała ponuro Raven zapinając niebieski płaszcz - nie ma sensu tego odkładać. Może znajdziemy jakieś ślady. 
 Bestia odsunął od siebie talerz ze śniadaniem.
- Nikt nie je teraz tyle mięsa w tym domu.. 
 Skwitowałam tę uwagę nerwowym chichotem. Czułam, że wydarzy się dzisiaj coś niedobrego.


***


  Jesień zachwycała w całej swojej okazałości. Zrobiło się chłodniej ale nie tyle żeby trzeba było nosić grube swetry, kurtki i czapki. Liście pożółkły, wszystko zdawało się zwalniać tempo. Nawet słońce świeciło słabszym kolorem nadając budynkom ponurą, metaliczną barwę.
 Robin został w wieży tłumacząc, że ma do załatwienia ważną sprawę. Bestia usłyszawszy tę nowinę zdenerwował się i nie omieszkał potraktować lidera wiązanką soczystych przekleństw kiedy ten nie słyszał. Raven z chłodną obojętnością zignorowała nas i rozglądała się po bocznych uliczkach wypytując przechodniów czy nie spotkali przypadkiem kogoś podejrzanego. Razem z Bestią postanowiliśmy "powęszyć" w miejscu w którym ostatnio widzieliśmy Cyborga. Mój kompan dosłownie węszył jako, że przybrał postać wielkiego, zielonego psa. 
 Dzielnica, którą zdemolowałam wróciła do swojego poprzedniego stanu. Zwyczajne budynki, kosze na śmieci, szary chodnik i spieszący się przechodnie. Nic co mogłoby wzbudzić nasze podejrzenia. Oparłam się o zimną ścianę najbliżej kamienicy starając się wyobrazić sobie co też James mógł zrobić Cyborgowi. 
 Bestia zaszczekał głośno. Zdziwiona poszłam w kierunku wielkiego kontenera na śmieci. Niemiłosiernie śmierdziało więc odruchowo zatkałam nos rękawem bluzy.
- O co chodzi? - spytałam.
 Zniecierpliwiony pies oparł się przednimi łapami o zielony kontener i zaskomlał głośno.
- Jeśli jakiś kot jest w środku to przysięgam ci, że.. - przełamując wstręt otworzyłam pokrywę śmietnika.
 To co zobaczyłam w środku sprawiło, że zamarłam przerażona. Bestia stanął obok mnie w ludzkiej postaci a jego twarz wyrażała mieszanka szoku i strachu. 
- O ja cię.. - jęknął.
 Wśród sterty odpadków i śmieci leżał nasz przyjaciel. Jego ludzka strona wydawała się być pogrążona w głębokim, spokojnym śnie natomiast robot był wyłączony. Leżał tutaj cały czas!
 Bestia wyjął z kieszeni dżinsów swój lokalizator:
- Rav, przyleć tutaj szybko..
 Po kilku minutach pojawiła się zdenerwowana Raven. Kaptur kładł głębokie cienie na jej bladych policzkach dzięki czemu nie dostrzegłam na jej twarzy żadnych emocji. Wystarczyło jedno jej zaklęcie żeby Cyborg znalazł się na ziemi, tuż przed nami.
- Hmm.. i co teraz? - spytał zrozpaczony Bestia.
 Raven podeszła do nieprzytomnego chłopaka i obróciła go na plecy.
- Stój! Ty umiesz go włączyć?! - pisnęłam.
 Dziewczyna burknęła coś w stylu "gdybym nie umiała to bym nie ruszała". Otworzyła białą klapkę na plecach i nacisnęła mały przycisk. Wstała i cofnęła się wstrzymując oddech.
 Kilka minut staliśmy w absolutnej ciszy słuchając cichego szumu przejeżdżających nieopodal samochodów i ludzkich kroków. Przygryzłam dolną wargę w nadziei, że to ukoi moje nerwy. 
 Cyborg wstał. Na chwilę oniemieliśmy z wrażenia, Bestia ruszył ku niemu z wyciągniętymi ramionami:
- Koleś, wreszcie do nas wróciłeś! 
 Cyborg był wściekły. Uderzył Bestię prosto w twarz.
- CO TY ROBISZ! - wrzasnęłam widząc jak niższy chłopak upada na ziemię a z jego nosa tryska strumień krwi. 
 Cyborg przeniósł wzrok na mnie. Wycelował w moją stronę ze swojej broni. Niebieski strumień światła zabiłby mnie gdyby nie czarna poświata, którą wyczarowała Raven. Zrozpaczona dziewczyna przemówiła kojącym głosem:
- Cyborg, Cyborg.. To my, twoi przyjaciele. Nie poznajesz nas? 
 Rozjuszony chłopak zaczął krzyczeć:
- Zamknij się, parszywa hybrydo! Obleśny mieszaniec!
 Wiedziałam, że musimy uciekać jeżeli chcemy żeby nic nam się nie stało. Bestia podniósł się ale nie chciał atakować przyjaciela. Nie mieliśmy wyjścia.
- W NOGI! - krzyknęłam i wybiegłam z zaułka.



***


James:
- Wyśmienicie, włączymy to sobie jeszcze raz - zachichotał Jason naciskając po raz setny przysik "replay".
 Na dużym ekranie pojawiły się zszokowane twarze Melanie, małej czarownicy i tego zielonego. Ich najlepszy przyjaciel spuszcza im łomot a oni stoją i się gapią. Okej, za pierwszym razem zabawnie było na to patrzeć ale ileż można? Na koniec moja odważna laska rozkazuje odwrót a wściekły robot drze się w niebogłosy.
- James, muszę ci przyznać, ze ty to masz łeb na karku - pochwalił mnie Jason sięgając po kolejnego chipsa. Wyżarł już pół paczki i wychlał moje piwo. 
- Mhm. W przeciwieństwie do ciebie - mruknąłem wyrywając mu z rąk paczkę chipsów.
 Chłopak wzruszył ramionami i rozisadł się wygodnie na fotelu. Był w znakomitym humorze. Szoda, mała awantura by nam nie zaszkodziła. 
- To co kiedy zabijemy blaszaka? 
 Wpakowałem sobie to ust słone krążki i wzruszyłem ramionami. Czy to ważne? Teraz czy później, najważniejsze, że Tytani wiedzą w jakim jest stanie. 
- Jinx nie będzie zadowolona kiedy się dowie..
 Zdziwiony uniosłem pytająco brew. Jason już otowrzył usta ale do salonu wpadła różowowłosa dziewczyna. Jej włosy były rozczochrane, ubranie miała zmięte i ogólnie wyglądała jakby całą noc była na nogach ale mimo to na jej twarzy goscił promnienny uśmiech. Jeśli Jinx się z czegoś cieszy na pewno nie jest to nic dobrego.
- Och, słyszałam! James słyszałam co zrobiłeś z Cyborgiem! 
 Jason posłał mi spojrzenie stylu "a nie mówiem" a ja skupiłem się na meczu. W tej chwili nie myślałem ani o Cyborgu ani o Jinx. Nawet ja mogę sobie czasem zrobić wolne, no nie?


-----------------------------------
Przepraszam za wszystko.. czasem myślę, że jestem fatalną bloggerką.. 
Mam mnóstwo nauki, z niczym się nie wyrabiam, pod koniec grudnia  występ w sztuce (należę do grupy teatralnej), ostatnio mam też małe problemy zdrowotne i opuszczam zajęcia z powodu wizyt u lekarza.. 
Kurczę, czy w też tak macie, że staracie się być mili, dobrzy a ludzie i tak was olewają? Zarówno w szkole jak i w domu. I te ciągłe pytania "dlaczego nie masz żadnych znajomych..?". 
Wybaczcie, nie powinnam tu wylewać swoich  żali, to idiotyczne, wiem.

No nic, mam nadzieję, że chociaż rozdział się Wam spodobał :(. 


niedziela, 15 listopada 2015

29.



 Nie pamiętam jakim cudem razem z Bestią znaleźliśmy się pod moim domem ale kiedy tylko dostrzegłam niewielki, biały dom z czerwonym dachem zaczęłam oddychać dwa razy szybciej. Biegłam ile sił w nogach czując, że moje serce zaraz odmówi posłuszeństwa. 
 Niemal wbiegłam w drzwi frontowe. Zamknięte.
- Cholera! - wrzasnęłam i zaczęłam tłuc pięścią w drewno.
 Jeśli Slade odzyskał przytomność? Jeśli Jason albo James uruchomią bombę zamiast niego? Co wtedy? 
 Bestia stał tuż za mną ze zmarszczonym czołem. Przestałam dobijać się jak wariatka do drzwi i odwróciłam się w jego stronę. W jego oczach dostrzegłam strach i determinację. 
- Wejdę tam - oznajmił.
- Nie! No co ty.. nie możesz tak ryzykować.. - głos mi się załamał.
 Ale nim się obejrzałam zielony pająk przebiegł mi między nogami i przez szparę w drzwiach dostał się do środka. 
 Raven i Robin zaraz tu będą. Ze względu na brak czasu musieliśmy się rozdzielić, Bestia nie udźwignął by naszej trójki. Mimo że ogromne, zielone ptaszysko szybujące wraz z nastoletnią dziewczyną musiało wyglądać dziwacznie, mój przyjaciel nie zawahał się mi pomóc. A teraz ryzykuje życie dla moich bliskich. Czym ja sobie zasłużyłam na taką przyjaźń? 
 Zacisnęłam z całej siły pięści aby opanować drżenie całego ciała. Ile to jeszcze potrwa?! 
 Po kilku sekundach które wydawały mi się trwać wiecznie usłyszałam dźwięk przekręcanego w drzwiach klucza. Adam i Bestia wyszli prędko z domu nawet nie zamykając drzwi. Szybkim marszem przemierzyliśmy podwórko i znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości.
- Melanie, co się.. 
 Pytanie chłopca zagłuszył huk eksplozji. Odwróciłam się do tyłu i to co zobaczyłam sprawiło, że zamarłam z przerażenia. Resztki białych ścian lizane były przez języki ognia, wszędzie walały się strzępy mebli. Wybuch był tak głośny, że do tej pory dzwoniło mi w uszach.
 Adam jest obok mnie. A co z mamą?
 Pobiegłam z powrotem w kierunku domu wrzeszcząc ile sił w płucach imię matki. Umarła. Przeze mnie. Zabiłam ją.
 Ktoś szarpnął mnie za ramię mniej więcej w połowie zielonego trawnika. Wyrywałam się krzycząc tak głośno, jak nigdy wcześniej.
- Jej tam nie ma! Rozumiesz! Nie ma jej w środku! 
 Nie było jej w domu. 
- Ja.. ja.. - zaczęłam ale się rozpłakałam.
 Szlochałam z radości wpatrując się w ruiny mojego byłego domu. Najbliższe mi osoby żyją. I nic więcej nie ma dla mnie znaczenia. Bestia puścił mnie nie obawiając się, że rzucę się w ogień. 
 Usłyszałam ciche kroki tuż za nami.
- Mały - wychrypiałam - nie mów mamie, że tu byłam. Powiedz, że wróciłeś do domu i zastałeś to - wskazałam na płomienie.
- Ale dlaczego? - spytał zszokowany - o co tu chodzi?
 Nie mogę im powiedzieć. Muszę zniknąć z ich życia, żeby byli bezpieczni. Stanowię zagrożenie dla każdego kto ze mną przebywa. Pewnego dnia przyjdę do mamy i wymyślę jakieś sprytne kłamstwo którym zatuszuje rzeczywistość. Ale nie teraz. Nie jestem jeszcze gotowa.
 Popatrzyłam w te duże, dziecięce brązowe oczy. Dokładnie takiego samego koloru jak moje. Kucnęłam aby nie patrzeć na Adama z góry.
- Nie mogę ci powiedzieć, naprawdę. Ale kocham was najbardziej na świecie i lepiej będzie jeżeli nie będzie znali całej prawdy. 
  Chłopiec kiwnął głową przybierając poważny wyraz twarzy. Zawsze można było na nim polegać. Najwspanialszy brat jakiego mogłabym mieć.
 Przytuliłam go z całej siły. Poczułam jak wzdycha ciężko, jakby był czymś zmartwiony.
- Kocham cię - szepnęłam.
- Ja ciebie też - odpowiedział
 Korzystając z okazji skupiłam się na płomieniach i rozkazałam im zgasnąć. Kiedy Adam wyplątał się z moich objęć wytrzeszczył oczy w zdumieniu. Ściany wyglądały jakby pożar zniszczył je kilka godzin temu. 
- Czy to mi się śni? - wymamrotał.
 Bestia uśmiechnął się smutno.
- Tak, mały. To tylko zwykły koszmar.

***

 Wieża była dokładnie taka sama jak w moich wspomnieniach. Wielka, robiąca wrażenie konstrukcja w kształcie ogromnej litery T. Znajdująca się na niemal na plaży kładła piękny cień na morską toń. Z jej dachu można było podziwiać zachodzące słońce, barwiące niebo i obłoki na pudrowy róż. 
 Wnętrze siedziby Tytanów również robiło wrażenie. Nowoczesne umeblowanie, mnóstwo szkła i krętych korytarzy  sprawiało, że czułam się jak w jednym z tych słynnych drapaczy chmur. Jednak mimo nie kwestionowanej urody i wdzięku coś napawało mnie niepokojem. Wszystkie meble i urządzenia domowe sprawiały wrażenie jakby nikt ich nie używał. Na stole nie było nawet jednego talerza czy kubka, blaty lśniły czystością. Poduszki na kanapie były ułożone w idealnym rządku, na stolikach nie znajdowała się żadna książka, gazeta lub gra wideo. Nawet kuchenka sprawiała wrażenie nie używanej.
 Robin szybko opatrzył swoją poranioną twarz i zbytnio nie przejmował się swoim stanem zdrowia w przeciwieństwie do zmartwionej Raven która kilkakrotnie namawiała go na wizytę w pomieszczeniu szpitalnym. Bestia przysiadł na blacie i wypytywał się we mnie zaniepokojony. Kiedy Robin wyrzucił do kosza pobrudzone krwią ściereczki również utkwił we mnie wzrok. 
- O co chodzi? - wykrztusiłam zdezorientowana. 
- Wiesz gdzie jest Cyborg albo Gwiazdka? - wyszeptała Raven skrywając emocje pod maską obojętności.
 Westchnęłam zawstydzona. Znajdowałam się w siedzibie wroga, miała dostęp do informacji a nie mam zielonego pojęcia co stało się z moimi przyjaciółmi. 
- Niestety, nie wiem.. Cyborg został.. wyłączony? Wiem, że James grzebał coś w tej części jego, która jest robotem.. - wyjąkałam przerażona myślą co się może z nim dziać.
 Raven i Robin jak zwykle opanowani nie okazywali strachu jednak Bestia nie wytrzymał i wybuchnął:
- Co z nim?! Musimy go ratować! 
 Robin przywołał go do porządku:
- Gdyby to było takie proste już dawno bym to zrobił. Musimy ustalić plan..
- Mam w dupie twoje plany, Robin! Mój kumpel może nie żyć a ty będziesz pierdolił o planowaniu! 
 Raven podeszła do chłopaka i położyła mu dłoń na ramieniu. Po policzkach ciekły jej łzy. Wszyscy wybałuszyliśmy oczy zszokowani. 
- Wszystkim nam zależy żeby był z nami - wyszeptała. 
 Kiwnęłam głową starając się jakoś uspokoić nerwy przyjaciela. Ale ma rację. Trzeba działać, jak najszybciej. Nie wiemy co dokładnie się z nim stało, nie mamy pojęcia o miejscu jego pobytu..
- A co z Gwiazdką? - spytał Robin pozornie obojętnym tonem. 
 Wbiłam wzrok w czubki własnych butów nie chcąc dostrzec bólu w jego oczach. Wiedziałam, że to moja wina. Przeze mnie stracił ukochaną dziewczynę, miłość swojego życia. Miałam czelność udawać, że żywię od niego jakieś głębsze uczucia. Zraniłam go bardziej niż Slade a on potrafił mi wybaczyć. 
- Kometa okłamała ją, że na ich planecie wybuchła wojna.. Gwiazdka poleciała, żeby pomóc ludziom.. - urwałam. 
 Możemy tylko domniemywać co się z nią stało. Opcji jest nieskończenie wiele. Kometa mogła pozbawić ją życia, zranić. Może ranna Gwiazdka ukrywa się i nabiera sił? A może pokonała złą siostrę i jej bezpieczna na swojej ojczystej planecie? Jeśli tak to czy zamierza do nas powrócić?  Czy jest jakiś sposób aby się z nią skontaktować? 
- Melanie.. Przecież w tobie nadal są te czujniki.. - zdał sobie sprawę Bestia i zakrył usta dłonią. 
 No tak. Przecież w moich żyłach nadal płyną mechaniczne urządzenia przy pomocy których Slade może mnie torturować lub zabić. Ale dlaczego tego nie robi? Zniszczył przecież mój dom. 
- Musimy się ich pozbyć z twojej krwi - szepnęła Raven. 
- Dlaczego Slade mnie nie zabił? - spytałam zdziwiona.
- Chyba nie masz mu tego za złe? - Bestia zrobił urażoną minę. 
 Raven uśmiechnęła się blado. Robin przyjrzał się uważnie medalionowi który otrzymałam od Jamesa. Oczywiście, nie wiedział, że ten prezent jest od niego.
- James mu na to nie pozwoli - oznajmił.  
 Raven i Bestia wymienili zdziwione spojrzenia. No tak, skąd oni mogli wiedzieć o  tym skomplikowanym uczuciu. Ale czy ja kocham Jamesa? Owszem, czułam się przy nim dobrze. Był moją odskocznią od chorego świata w jakim przyszło mi funkcjonować. Ale czy to miłość? Sama nie wiem.
- Jeśli Slade będzie chciał mnie zabić to nikt go nie zatrzyma.. - zaczęłam chcąc ukryć fakt, że James może coś do mnie czuć. 
 Robin pokręcił przecząco głową.
- Mylisz się. James służy Slade'owi z własnej woli. Nic go przy nim nie trzyma. Jeśli zechce może od niego odejść, a Slade nie chce stracić tak dobrego pracownika. Więc póki Slade'owi zależeć będzie na słudze, będziesz żyła.
 Brzmi to logicznie. Może to prawda? To jest prawda, wariatko. James musiał błagać Slade'a żeby  nie zniszczył nieposłusznej zdrajczyni. Jak mu to się w ogóle udało pozostaje zagadką.
- Co nie zmienia faktu, że trzeba będzie wyczyścić cię z tego świństwa - stwierdził Bestia.

***

 Powinnam chyba spać spokojnie w moim starym łóżku, prawda? Wreszcie jestem wolna. Kiedy tylko zamknęłam oczy pojawiał się przed nimi Slade. Chce mnie wysadzić od środka. Widziałam jak moje ciało rozpada się na tysiące kawałków, jak krew leje się strumieniami. Moja mama i brat stoją nad moją trumną, taką samą w jakiej kilka lat temu leżał mój tata. 
 Nagle sceneria się zmienia. James wie, że jestem zdrajcą, że nigdy nie chciałam walczyć po jego stronie. Tak naprawdę, od początku grałam i udawałam. Byłam podwójną agentką, kimś podłym i wyrachowanym. Ale mimo to on do końca mnie chroni. Wie, że nigdy do niego nie wrócę, ale nie pozwoli mi umrzeć. Nasz związek nie ma sensu. Ogień nie może zapłonąć w wodzie. Jasność zniczy ciemność. Największy skwar może zostać ochłodzony przez zimno. Jesteśmy z dwóch różnych światów, ze światów które walczą ze sobą i próbują się zniszczyć. Jakim cudem moglibyśmy się w sobie zakochać? Ale te zielone oczy wpatrujące się we mnie, te ciepłe ramiona obejmujące moje zdrętwiałe z przerażenia ciało. I zazdrość na jego twarzy kiedy X prawił mi komplementy. 
 A co z moimi bliskimi? Gdzie teraz są? Może u pojechali do babci... Nie mają mebli, ubrań, rzeczy.. Pozbawiłam ich wszystkiego. Jestem potworem.
 I znowu stoją nad moją trumną. 
 Obudziłam się z wrzaskiem. Nadal panowały egipskie ciemności. Zamknęłam oczy na kilka minut. 
  Westchnęłam i założyłam na koszulę nocną bluzę. I tak nie zasnę.
  Na wielkim dachu dostrzegłam wysoką postać wpatrzoną w księżyc w pełni, którego słabe światło pięknie podkreślało męski rysy twarzy i błękit oczu. Nie tylko ja mam problemy ze snem.
 Podeszłam bliżej i zadrżałam. Staliśmy ramię w ramię wpatrując się lśniący bielą okręg.
- Czy ty też masz czasem wątpliwości, czy naprawdę jesteś dobra? Czy nie walcząc ze złoczyńcami sama stajesz się jedną z nich? 
 Westchnęłam zasmucona.
- Myślę o tym przez cały czas - mój głos był zachrypnięty - ale wiesz co? 
 Popatrzył na mnie zaciekawiony.
- Życie jest walką. Możesz być na kolanach, ale dopóki walczysz z podniesionym czołem jesteś zwycięzcą. Kiedy odpuścisz, to jest przegrana.



---------------------------------------
Wiem jestem okropna :(
Ale nie wyrabiam się z tym wszystkim.. Jak ja mogłam narzekać na gimnazjum?! 
Dostałam ostatnią pierwszą jedynkę xD Jest ona uwaga, uwaga... z matematyki! Zdziwieni? Bo ja wcale xD
Świetnie idzie mi póki co tylko z języka polskiego, wypracowania, lektury, literatura, gramatyka i do tego jeszcze gazetka szkolna <3 :D
Natomiast reszta przedmiotów raczej średnio no a matm wiadomo.. 
Może ktoś mi korków udzieli haha :D
Dziękuję bardzo za waszą cierpliwość i wyrozumiałość. 
Kochana Zuzia świetnie napisała "szkoła ci mózg ukradła", jak zawsze piszesz świetnie i szczere komentarze! :D
Jak tylko będę miała trochę czasu biorę się za Wasze blogi!
Życzę siły i energii bo jutro poniedziałek, musimy przetrwać do piątku, misiaczki :3 

niedziela, 18 października 2015

28.



 Na jednej z lekcji wychowania fizycznego kolega niechcący uderzył mnie piłką w sam środek brzucha. Przez kilkanaście minut zwijałam się z bólu i nie mogłam złapać oddechu. Po wszystkim przyjechała po mnie mama i zabrała do szpitala. Na szczęście to nie było nic poważnego i na drugi dzień mogłam wrócić na zajęcia. Kolega w sposób przesadny przepraszał za wszystko. Wzruszyłam ramionami i udawałam dzielną. 
 Dokładnie tak się czuję. Jakbym dostała rozpędzoną piłką prosto w brzuch. 
- Odsuń się - powtórzył niecierpliwie Slade.
 Jak mam się odsunąć skoro krew przestała dopływać do moich nóg, a w brzuchu utkwiła gigantyczna kula? James był zbyt zachwycony zaistniałą sytuacją żeby zwrócić na mnie uwagę. Z resztą kim ja dla niego jestem? Przyjrzałam się mu uważnie. Miał na sobie to samo, podarte już ubranie i podkrążone oczy. W jaki sposób wymknął się policji? Obezwładnił funkcjonariuszy? Niemożliwe. Brudnoczerwone ściany celi zaczynały zachodzić mi mgłą. Czułam, że zaraz eksploduję. Jason minął szybko Jamesa i Slade'a i złapał mnie za nadgarstek. Siłą odciągnął mnie na bok. 
 Chciałam krzyczeć ale nie mogłam odnaleźć ust.
- James, nagrywaj. Pewna osoba w Gotham musi to zobaczyć. 
 Jason wzdrygnął się z obrzydzeniem. 
 Miałam wrażenie, że Slade zacznie skakać i piszczeć z radości niczym mała dziewczynka ale nie zrobił tego. Naładował spokojnie pistolet i wymierzył w kierunku Robina.
 Nie okazywał strachu. Patrzył w połyskującą czernią broń z kamiennym wyrazem twarzy. Wydawać by się mogło, że jest na coś obrażony. Niebieskie oczy przestały mi przypominać niebo w pogodny dzień. 
- Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? Byłeś taki skupiony.. Za wszelką cenę chciałeś mnie powstrzymać. Uratować Jump City przed takim potworem jak ja. Myślałeś, że ci się uda. A tu proszę. Nikt mnie nie pokona. Nigdy. Mam nadzieję, że to do ciebie wreszcie dotarło. Zniszczyłem twoich żałosnych przyjaciół. 
 Robin zadarł głowę do góry żeby patrzeć Slade'owi prosto w twarz. Był wściekły, nie zgadzał się z tym co jego prześladowca do niego mówi. 
- Nigdy ich nie zniszczysz. Jesteś pierdolonym zerem - warknął. 
 Slade zaśmiał się pogardliwie.
- Ależ mój drogi. Ja już to zrobiłem. Melanie jest tego najlepszym przykładem. 
 Słysząc, że wypowiedział moje imię zadrżałam. Jason odsunął się ode mnie jakbym była czymś obrzydliwym. Nie rozumiem. 
- Ona nigdy nie była moją przyjaciółką. Nie zasługuje na miano Tytana - stwierdził Robin nawet nie obdarzając mnie spojrzeniem - ona nawet nie zasługuje na określenie "człowiek".
 Poczułam się jakbym mnie spoliczkował. Oprócz panicznego strachu o jego życie doszło jeszcze poczucie winy i zażenowanie. 
- Odszczekaj to - warknął James trzymający telefon z włączoną kamerką.
- Zostaw go to już trup - mruknął obojętnie Jason. 
 Slade ich zignorował.
 Podszedł jak najbliżej Robina i docisnął pistolet do jego głowy. Jeden mały ruch i pocisk przeszyje chłopakowi czaszkę. 
 Nie zastanawiając się zbytnio nad tym co robię powiedziałam spokojnym głosem:
- Czekaj. Ja chcę to zrobić. 
 Czterem mężczyznom dosłownie opadły szczęki. James wydawał się być ze mnie dumny a Jason jakby nie wierzył w to co usłyszał. 
- Jestem wzruszony. Robisz się coraz bardziej podobna do mnie - powiedział rozbawiony Slade.
 Chcąc jak najlepiej odegrać swoją rolę oznajmiłam:
- Uczyłam się od najlepszych. 
 Slade pokręcił z niedowierzaniem głową i wręczył mi broń.
 Poczułam ciepło, wiedziałam, że jeśli pociągnę za spust mogę zabić. Podeszłam do Robina bardzo powoli, patrząc w jego niebieskie oczy. Mimo mojej opanowanej miny chciałam żeby odczytał moje intencje. Raczej na próżno. Był wściekły, patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Pożegnaj się z życiem, Richardzie.
 Dostawiłam broń do jego czoła. Oddech mi przyspieszył, serce zagłuszało.
- Policzę do trzech i cię zabiję. 
 Jason i James wpatrywali się we mnie w niemym szoku. W końcu robię to czego ode mnie oczekują. 
- Raz.
 Tak jest głośno i wyraźnie. Slade stoi tuż za mną. 
- Dwa.
 Słabiej, ciszej. James przeklął. 
- Trzy! - wrzasnęłam i odwróciłam się jak najszybciej potrafiłam.
 Strzeliłam prosto w nogę Slade'a. Mężczyzna upadł a z jego trysnęła krew. 
 Uklękłam przy nim i wyrwałam pęk kluczy. 
 Położyłam pistolet na ziemi i drżącymi dłońmi uwolniłam Robina. Jego mina wyrażała szok i zdezorientowanie. 
- Już dobrze. Uciekamy, przeżyjesz - wydusiłam z siebie w końcu.
 Pomogłam mu wstać. 
 Jason klęknął przy leżącym Slade'a i zaczął robić opatrunek na jego nodze. Krew zabarwiła materiał na ciemny brąz. Nie wiem czy mój były szef stracił przytomność czy ból nie pozwala mu mówić w każdym razie chwilowo jest nieobecny. 
- Nie tak szybko - warknął James tarasując przejście.
 Robin zasłonił mnie własnym ciałem przed atakiem mojego przyjaciela. 
 Przebiegłam obok nieruchomego ciała Slade'a i ratującego go Jasona i podniosłam z ziemi broń. Wycelowałam w Jamesa i wrzasnęłam:
- Zostaw go, słyszysz?! 
 Przestał walczyć i spojrzał na mnie tak jak w restauracji. Kiedy widzieliśmy się po raz pierwszy. Jak na nic nie znaczącą, słabą i bezwartościową dziewczynę. Zapomniał o naszym uczuciu, wspólnych chwilach. Teraz zaślepiła go moja zdrada.
- Nie zastrzelisz mnie - stwierdził.
- A założymy się?! - warknęłam zaciskając palec na spuście.
 Pozwoliłam Robinowi pierwszemu opuścić celę i wybiegłam tuż za nim. Oglądając się przez ramię dostrzegłam utraconą bezpowrotnie miłość.


***


 Wybiegliśmy z wielkiego domu. Wszędzie znajdowało się mnóstwo drzew a przed nami ciemna droga. Musiały to być jakieś obrzeża miasta skoro nie ma tu żadnego mieszkania oprócz tego. Jest jednak pewien problem. Nie mamy czym się stąd wydostać. 
- Co teraz, Robin? - wysapałam wykończona emocjami i ucieczką.
Chłopak nacisnął jeden z przycisków na swoim pasie. 
- Zaraz powinni się pojawić przyjaciele. 
 Kiwnęłam głową zagryzając z całej siły wargę. Lada moment, kiedy tylko Slade dojdzie do siebie zabije mnie. Ale najpierw.. 
- Musimy się dostać do mojego domu, jak najszybciej! - krzyknęłam przerażona - Nie mam czasu na wyjaśnienia.. 
 Panika która mnie ogarnęła sprawiła, że przestałam racjonalnie myśleć. Widziałam tylko mój stojący w płomieniach dom. Mama i mój brat którzy nie zdołali uciec.. Wolę żeby Slade mnie zabił, ale czy jego obchodzi czego sobie życzę? Ma mnie gdzieś tak samo jak Jamesa który jest na tyle tępy, że tego nie dostrzega.
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłaś... 
 Robin patrzył na mnie jakby widział mnie po raz pierwszy w życiu. Na jego pięknej twarzy widziałam tak ogromny szok, że mimo tragizmu sytuacji zachciało mi się śmiać. Nie wierzył we mnie nawet przez sekundę. Nie dopuszczał do siebie myśli, że jestem dobra, że wcale nie jestem zdrajcą. Nie mam mu tego za złe. Chwilami sama mam wątpliwości po której stoję stronie. Melanie dobra i Melanie zła przeżywa prawdziwy dramat tocząc ciągłą walkę. Wyrzuty sumienia i poczucie winy kontra chwilowe przebłyski odwagi. 
- Posłuchaj, później pogadamy ja naprawdę muszę.. 
 Wielki, zielony ptak który pojawił się dosłownie tuż przed nami sprawił, że zaczęłam dosłownie piszczeć z radości. Dosłownie chwilę później znalazłam się w ramionach Bestii który podobnie jak ja miał minę jak dziecko które dostało lizaka. On we mnie wierzył, mimo, że ja sama w siebie zwątpiłam. Również teraz nie ma wątpliwości co do moich intencji.
- Melka, wiedziałem, wiedziałem.. - usłyszałam kiedy wreszcie mnie puścił.
- Garfieldzie Loganie jak ja się za tobą stęskniłam! - pisnęłam na co on wybuchnął śmiechem.
 Raven i Robin patrzyli na nas mając zamiar umieścić nas w zakładzie psychiatrycznym. Dobra, nie nie jest może tak źle. Robin tylko kiwnął głową do dziewczyny a ona przestała zadawać pytania. Rozumieją się bez słów.
- Do mnie do domu, Bestio! - pisnęłam bliska łez i zdeterminowana żeby uratować rodzinę.


---------------------------------------------------
Witajcie  moi drodzy!
Chcę bardzo podziękować wszystkim za komentarze pod ostatnim postem, bardzo motywujecie do pisania :* 
Nie wiem jak u Was ale u mnie nauki jest w ciul ;( Na dodatek w ten weekend prawie nic nie robiłam bo wyjechałam do Rzeszowa do rodziny xD 
Przepraszam za zaległości na Waszych blogach, ale często jest tak że czytam notki na telefonie i zapomnę skomentować ;/
Miłego tygodnia wszystkim! 

piątek, 9 października 2015

27.


- Ty żyjesz - powiedział zszokowany Robin.
 Zapomniał o mnie, walce i o tym, że znalazł się w pułapce. Był w takim stanie, że przestał się bronić. Wpatrywał się z niedowierzaniem w stojącego na przeciw niego młodego mężczyznę niczym w jakieś nadprzyrodzone zjawisko. Kim on jest, że wywołał u Robina takie uczucia? 
 Slade przestał mnie obejmować i zachwycony podszedł do X'a. Położył mu dłoń na ramieniu i zwrócił się do naszego przeciwnika:
- Widzisz, nawet własny brat się od ciebie odwrócił.
To on ma rodzeństwo?! Po raz kolejny uświadomiłam sobie jak niewiele wiem o liderze Młodych Tytanów. Bo niby co? Ma na imię Richard Grayson, wychował go Batman. Nic poza tym. Nie mam pojęcia czym się interesuje, jaki jest jego ulubiony kolor, jakie ma plany na przyszłość... 
 Robin zignorował  wypowiedź Slade'a. Pierwszy raz widzę go w takim stanie: nie jest wściekły. Jest zrozpaczony, zawiedziony. Nie ma co mu się dziwić w końcu ktoś bliski okazał się być przestępcą. Osoba którą kochamy potrafi skrzywdzić sto razy mocniej niż największy wróg. Co bym zrobiła wiedząc, że Adam mnie oszukał? Współpracował z moim największym wrogiem? Czy miłość potrafi wszystko wybaczyć? 
- Czy on wie..? - spytał cicho.
 X wybuchł śmiechem.
- Masz na myśli wspaniałego ojca? A co cię to obchodzi, co? 
 Przez chwilę Jason i Robin patrzyli na siebie. Miałam wrażenie, że ten pierwszy pod maską złośliwości skrywa coś jeszcze. Dawne żale, tajemnice? Być może, bo nie da się nienawidzić bez powodu. 
- Doprawdy, wzruszające te rodzinne pogawędki ale czas nas nagli - Slade nie potrafił ukryć rosnącej ekscytacji w głosie.
 Nie zdążyłam policzyć do dziesięciu kiedy cztery roboty obezwładniły Robina. Leżał bezbronny, związany na brudnej podłodze. Nie mogłam na to wszystko spokojnie patrzeć. To moja wina, nie powinnam do tego dopuścić. Jeżeli coś mu się stanie będę się zadręczała do końca życia. 
- Idziemy - rozkazał Slade nawet nie zaszczyciwszy mnie spojrzeniem.
 Cóż, odegrałam swoją rolę. Teraz jestem mu do niczego nie potrzebna. 
 Ta. Chciałabym.

***

 Slade zamknął Robina w podziemnej celi. Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko na filmach. Mój szef oszalał z radości i przez cały dzień nie było z nim kontaktu. Na próżno usiłowałam przypomnieć o Jamesie którego trzeba uratować. Mam wrażenie, że tylko ja traktuję tę sprawę poważnie bo ani Slade ani X nie przejawiali zainteresowania moim przyjacielem. 
 Jak słusznie zauważyłam Młodzi Tytani nie zostali przecież pokonani. Raven i Bestia nadal mieszkają w wieży i gotowi są spieszyć na ratunek mieszkańcom miasta. Slade planuje dla nich coś niezwykłego. Twierdzi, że zniszczy ich obydwoje za jednym zamachem. I nie będzie do tego potrzebował ani mnie ani Jamesa. Ciarki przeszły mi po plecach kiedy o tym usłyszałam. Nie przychodzi mi to głowy żaden sposób. Bestię i Raven łączy coś więcej niż przyjaźń czy to może być powodem dla którego Slade chce pozbyć się ich w jednym czasie? Ale w jaki sposób? Męczące jest to, że mam zakaz zadawania pytań.
 Po wypiciu drugiej filiżanki kawy zajęłam miejsce obok Jasona w salonie. Z powodu braku snu wydawało mi się, że lampy świecą zdecydowanie zbyt mocno. Wreszcie miałam okazję przyjrzeć się jego twarzy. 
 Siedział niedbale na kanapie oglądając z obojętną miną mecz. Nadal nie przebrał się z roboczego stroju. Jego włosy były ciemne, miał śliczne niebieskie oczy. Byłby bardzo przystojny gdyby nie ta jego mina. Skrzywione usta w grymasie wściekłości. Co takiego się stało? 
- Melanie Alison Smith, najbardziej nierozważna, nierozsądna dziewczyna która działa na złych mężczyzn jak magnes - uśmiechnął się złośliwie na mój widok. 
 Miałam ochotę pokazać mu język niczym pięciolatka, ale ma ma rację. Normalny, dobry chłopak nigdy się mną nie interesował. Byłam jak powietrze. 
- Haha, się uśmiałam - mruknęłam sarkastycznie siadając obok niego.
 Uniósł brwi zdziwiony.
- Nie boisz się być tak blisko przestępców? 
 Normalna osoba z pewnością by się obawiała. Ale z drugiej strony przeciętny człowiek nie włada żywiołami. Zawsze coś było ze mną nie tak, teraz mam na to niezbity dowód. 
- Ja też nie jestem do końca normalna - stwierdziłam wzruszając ramionami.
 Wybuchł śmiechem. 
- No to mnie pocieszyłaś nie ma co. 
 Przeniosłam wzrok na ekran telewizora. Piłkarz cieszył się ze zdobytej bramki, kibice szaleli. Komentator zaczął rozpływać się nad talentem napastnika. Kiedyś bardzo lubiłam piłkę nożną, szkoda, że ostatnio nic nie oglądałam. Ostatnio nic nie robię oprócz dokonywania rozbojów, kradzieży i tym podobnych. 
- Chodźmy do niego - poprosiłam.
- Chcesz go dobić? Z chęcią bym ci pomógł ale Slade'owi się to nie spodoba.
 Dlaczego? Przecież Robin przestał być liderem Młodych Tytanów więc jego los powinien być już bez znaczenia. Ale, zaraz... Uświadomiłam to sobie i aż zabolało mnie serce. 
- Nie! On nie może go zabić! - wrzasnęłam łapiąc Jasona za nadgarstek.
 Przed oczyma stanęła mi wizja bladego, nieruchomego ciała mojego dawnego przyjaciela. Serce które przestało bić, klatka piersiowa która przestała się unosić. Nikt nigdy już nie zobaczy jego pięknych oczu, nie poczuje tej siły i dobroci bijącej od niego. Świat nie może stracić tak wspaniałego człowieka. Nie mogę na to pozwolić. 
- Uspokój się! - krzyknął Jason doprowadzając mnie do porządku.
 Zamilkłam.
- Taki był plan, Slade od początku tak myślał. Dziwne, że o tym nie wiesz.
 Moja głupota czasem mnie zadziwia. No tak, po co byłaby tak cała akcja? Przecież trzeba się pozbyć wroga, uciszyć go raz na zawsze. Zacisnęłam dłonie w pięści. Nie mogę nic zrobić bo wtedy Slade zabije moich najbliższych. Wymyślę coś. Nie zostawię Robina na pewną śmierć. 
- Kiedy on.. - nie mogłam powiedzieć "umrze".
- Jak James wyjdzie z aresztu.
 Kiwnęłam głową i wstałam. Moim celem był pewien podziemny pokój.

***

 Co ja mam niby powiedzieć? Założę się, że Slade ma wszędzie kamery. Nie mogę być szczera. Nie pytając o zdanie wzięłam klucz do celi. Nie obchodzi mnie, że póżniej zostanę za to ukarana. Muszę zobaczyć, że on żyje. Od kiedy zobaczyłam go bezbronnego, związanego ten obraz mnie prześladuje. Wyrzuty sumienia i poczucie winy nie dają mi racjonalnie myśleć.
 Drżącymi dłońmi otworzyłam kratę do pomieszczenia. Swoją drogą czy Slade ma w zwyczaju więzić swoich przeciwników w lochach? Nie ma co, genialne sposoby.
 Siedział na podłodze ze związanymi rękoma. Nie miał maski. Podbite oko wcale do nie oszpeciło. Jest tak samo przystojny jak zawsze. Wydaje mi się to absurdalne zważywszy na sytuację w jakiej się znajdujemy. Spojrzał na mnie. Nie, spojrzał to mało powiedziane. Zmierzył mnie mrożącym krew w żyłach spojrzeniem w które zawierało w sobie wstręt, wściekłość, nienawiść.. 
- Po co tu przyszłaś? - warknął.
 Nie planowałam tego ale jakoś tak samo wyszło. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach i wszystkie emocje ostatnich miesięcy dały o sobie znać. Ciągły strach, poczucie zagrożenia, agresja.. Ile tak można wytrzymać? Moja matka i brat nawet nie wiedzą czy żyje, nie mają pojęcia co się ze mną dzieje. Moi przyjaciele mają mnie za zdrajcę, mało tego dopuściłam się strasznych czynów. Kiedy ja to sobie wszystko poukładam? Czy to w ogóle kiedyś się skończy? 
- Znowu grasz, tak? Jesteś naprawdę uzdolnionym kłamcą. 
 Zakryłam twarz dłońmi. Opanuj się, Melanie. Płacz nie rozwiąże twoich problemów. On cię nienawidzi i ma do tego pełno prawo. 
- Robinie, musisz o czymś wiedzieć - szepnęłam. 
 Nawet na mnie nie spojrzał. Rozumiem, ale chcę wszystko wyjaśnić gdyby on albo ja.. gdybyśmy już nie byli zdolni wypowiedzieć choćby słowa.
- .. ja tego nie chciałam.. 
 W tym samym momencie usłyszałam za sobą kroki. Spodziewałam się krzyku, kary za to, że weszłam tu bez pozwolenia.
 Ale to co zobaczyłam sprawiło, że żołądek podszedł mi do gardła. Przełknęłam wymiociny. 
 Slade trzymał w dłoni pistolet. Obok niego stał uśmiechnięty James, jego oczy błyszczały wesoło. Jason stał za nimi z obojętną miną. 
- O, kogo ja tu widzę. Pożegnaj się z kochasiem, Melanie. 



---------------------------------------
Witajcie moi drodzy!
Wiecie, że już teraz chce mi się okropnie spać? XD 
Tak, tak śpię bo 6 godzin na dobę, uczę się i wolnym czasie jem :D Żartuje oczywiście.. 
Ale jest świetnie! Piszę artykuły do gazetki szkolnej jeeeeej! Na lekcjach języka polskiego czuję się świetnie, tylko na nie czekam :D Reszty może nie być haha XD
Przepraszam za długą nieobecność ale sami rozumiecie; szkoła ;/
Piszcie co sądzicie o tym rozdziale! Trochę krótki ale następny szykuje taki super-ekstra! 

Pozdrawiam Was cieplutko i mówię dobranoc haha xD 

środa, 23 września 2015

Nominacje!

Witajcie!
Postanowiłam jak to się potocznie mówi "olać" naukę i odpisywać na Wasze pytania! :D

Dostałam trzy nominacje za które bardzo serdecznie dziękuję! To ogromna przyjemność zdobyć ich aż tyle! 

Najpierw pytania od Caxi Iris. Pytania zaznaczone są pogrubioną czcionką. 

1. Co sądzisz o naszym blogu, czy ma szansę się wybić?
Oczywiście, że tak! Jest pomysłowy, ciekawy. Z pewnością ma duże szanse :)

2. Ulubiona rasa fantasy?

Nie mam ulubionej. Lubię wszystkie.

3. Nagle przenosisz się do twojego ulubionego książkowego świata. Jaki to świat i co robisz?

Hmm.. Myślę, że stałabym się czarownicą mugolskiego pochodzenia. Należałabym do Gryffindoru, moimi najlepszymi przyjaciółmi byliby Harry, Ron i Hermiona. Starałabym się jak najlepiej uczyć, czytać wspaniałe książki w bibliotece i oczywiście chciałabym zostać prefektem! Walczyłabym ze stereotypem "brudnej krwi", nie cierpię oceniania ludzi w taki sposób.


4. Ulubiona czekolada?
 Oczywiście truskawkowa!

5. Twoje marzenia, plany życiowe (oczywiście jeśli nie są one tajemnicą)? 

Mam bardzo dużo marzeń.

Chcę jak najlepiej się uczyć, zależy mi na dobrych stopniach i zdobytej wiedzy. Marzę o świetnym zdaniu matury i studiowaniu prawa. Chciałabym zostać prokuratorem.
Drugim najskrytszym marzeniem jest napisanie własnej powieści. (już mam wiele szkiców xD)
Zwiedzić piękny świat.. tak podróże!
Oczywiście, chciałabym mieć dużą, szczęśliwą rodzinę! Mąż i dzieciaki :D (niee, wcale nie chodzi o Bruce'a Wayne'a haha)

6. Ulubiona/wymarzona broń? 

Ukochany mężczyzna który będzie mnie bronił hahahaha xD


7. Marvel czy DC?

DC.


8. Twój znak zodiaku?
Lew. 

9. Jakich bohaterów (nieważne czy książkowych, filmowych, komiksowych) lubisz najbardziej: dobrych, złych, neutralnych, działających dla dwóch stron?


W większości wolę dobrych ale zdarza mi się lubić też tych złych. Zależy od bohatera, jego osobowości itd.

10. Kolor, który kojarzy Ci się z Twoją aurą?

Szary. Stąd mój pseudonim :)

11. Ulubiony rodzaj literacki?

Ja nie dzielę literatury na rodzaje, kocham czytać dosłownie wszystko. Kryminały, romanse, ballady, wiersze... Dużo czytam :D


Teraz pytania od kochanej Zuzi.

1. Skąd pomysł na taką nazwę bloga?
Właściwie to sama nie wiem xD Tak myślałam i samo wpadło do głowy :D

2. Jaki jeden przedmiot wziąłbyś/wzięłabyś na bezludną wyspę?

Regał z książkami xD

3. Możesz przez jeden dzień być swoją ulubioną postacią(z filmu, książki,, gry… bez różnicy). Kim byś był/a i co być robił/a?
Hmm.. Bruce'm Wayne'm i.. (OLA STOP!) XD
Chciałabym być przez chwilę Hermioną :D Czytałabym w bibliotece Hogawartu *.*

4. Ulubiony film/książka?

Nie mam ulubionych :( Jest ich bardzo dużo.. Igrzyska Śmierci, Hobbit, Niezgodna, Harry Potter, Gwiazd naszych wina, Wichrowe Wzgórza, I wciąż ją kocham, Ostatnia piosenka, Zostań, jeśli kochasz...

5. Co cię najbardziej denerwuje?

Fałszywość, kłamstwa, rasizm, chamstwo, obłuda. 

6. Twoja ukochana bajka z dzieciństwa to…?

TABALUGA!!! 

7. Powód, dla którego założyłeś/aś bloga o takowej tematyce?

Miłość do Batmana i Młodych Tytanów :D Zaczęłam się interesować bohaterami, oglądać filmy jakoś tak samo wyszło :)

8. Gdybyś mógł bez żadnych konsekwencji kogoś zabić, kto to by był?

Chciałabym nie bać się pająków i móc je zabijać :'( 

9. Pytanie dnia: czytasz komiksy czy bazujesz na filmach?

Staram się czytać od czasu do czasu ale zdecydowanie większości na filmach.

10. W jakim miejscu chciałbyś mieszkać?

Obecnie mieszkam w pewnym pięknym, sławnym mieście które kocham ale w przyszłości chciałabym w Krakowie może w Warszawie.. A jeśli chodzi o moją wyobraźnie to oczywiście Gotham City! :D

11. Plany na przyszłość?

Nauka w liceum, zdanie matury, studia i praca! :D 
Podróże, poznanie kogoś wyjątkowego :3 Cieszenie się życiem!

Teraz kolej na pytania od Tici Time Sweet! 


1) ulubione czasy historyczne?

Jejku! Jakie świetne pytanie dla osoby z humana xD
Uwielbiam wszystkie epoki historyczne, każda ma swój niepowtarzalny urok. 
Jednak od zawsze najbardziej "kręciło" mnie średniowiecze! Księżniczki, turnieje rycerskie, zamki.. Styl gotycki i romański którego pozostałości są w moim miasteczku. Jest to czas gdzie w całej Europie ludzie wykształceni posługiwali się łaciną.. Uwielbiam historię :")

 2) Czemu założyłaś bloga?

To taka pasjonująca historia..
Chodziłam do trzeciej klasy gimnazjum. Obejrzałam wszystkie odcinki "Młodych Tytanów" i zaczęłam sobie wyobrażać różne scenariusze, przerysowywać bohaterów. Pomyślałam o całkiem nowej osobie, kimś innym. W taki sposób powstała Melanie Smith i całe to opowiadanie. 

3) Książkowy/serialowy/filmowy ukochany?

Jest ich kilku haha xD
Oczywiście  moim numerem jeden jak już wspomniałam jest Bruce Wayne. Oprócz niego (tylko mu nie mówcie!) jest jeszcze Peeta z Igrzysk,Tim Drake i taki jeden lekarz z "Na dobre i na złe" hahahahaha xD

 4) ukochana książka/serial/film?

Igrzyska Śmierci, Wichrowe Wzgórza, Niezgodna, Ostatnia piosenka...

5) Ile miałaś lat kiedy się urodziłaś?( sorry nie mogłam si3 powstrzymać.)

Hahaha dobre :D

6) Czemu ogólnie piszesz?

Pisanie to moja pasja, hobby. Uwielbiam to robić. Wiecie, że piszę ff o Batmanie? Ale nigdzie go nie publikuje.. xDDDD

7) Lądujesz w swoim ulubionym momencie z książki. Jaki on jest i co robisz?

Jestem Hermioną i dowiaduje się o moich końcowych ocenach xD

8) Czy masz zwierzaka?

Tak. Mam jamnika i kota :D

9) Co sądzisz o moim blogu/ach?

Są super!

10) ulubiona potrawa?

Lasagne (jejku kocham pół blachy naraz jem..)
Pierogi ruskie - mama mnie wygania z kuchni bo jem wszystko ;'(
Ciastko Kinder Maxi King - moja kochana mamcia zrobiła w niedzielę i zjadłam 6 kawałków naraz...
Dobra, kończę bo robię się głodna.

11) Jaki kolor ma twoja aura?

Elizabeth Grey..



No to tyle! Wyrobiłam się w godzinę :D

Bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie nominacje moi kochani, jest mi niezmiernie miło!
Dzisiaj już nie zdążę ułożyć moich pytań, postaram się to zrobi gdy będę miała trochę czasu. 
Powiedzcie szczerze - co sądzicie o moich odpowiedziach? :D 
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania dotyczące mnie lub opowiadania to piszcie w komentarzach postaram się odpowiedzieć!

Całuski :*

Elizabeth